Donald Tusk zakpił z Karola Nawrockiego. Wystarczyło zdjęcie i pięć słów
Donald Tusk opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie, które szybko zostało odczytane jako komentarz do głośnej ostatnio sprawy dotyczącej Karola Nawrockiego. Premier ograniczył się do zaledwie pięciu słów, ale zestawienie fotografii z podpisem mówi więcej, niż mogłoby się wydawać.
Wpis Tuska pojawił się w momencie, gdy wokół prezydenta zrobiło się sporo zamieszania. Premier nie wymienił jednak jego nazwiska ani nie wyjaśnił wprost, do czego nawiązuje. Wystarczyło zdjęcie i krótki komentarz, by internauci mogli połączyć oba wątki.
Karol Nawrocki i jego konie. W rezydencji pojawiły się trzy zwierzęta
Temat koni Karola Nawrockiego zrobił się głośny po publikacji „Gazety Wyborczej”. Według ustaleń dziennika wiosną 2026 roku w prezydenckim ośrodku w Promniku pojawiły się konie przeznaczone do jazdy dla głowy państwa oraz jego rodziny. Informację o zwierzętach potwierdziła później Kancelaria Prezydenta, choć część szczegółów pozostała nieujawniona.
Z oficjalnej odpowiedzi Kancelarii wynika, że w dyspozycji Centrum Obsługi Kancelarii Prezydenta RP pozostają trzy konie. To kuc Edzio, koń fryzyjski Ramzes oraz koń huculski Aramis. Jak wynika z medialnych ustaleń, zwierzęta mają służyć Karolowi Nawrockiemu, jego żonie Marcie oraz ich córce.
Na tym jednak końska historia się nie kończy. Według „Gazety Wyborczej” w prezydenckim ośrodku znajduje się również czwarty koń, z którego ma korzystać funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa towarzyszący prezydentowi podczas jazdy. W tym przypadku koszty utrzymania zwierzęcia i szkolenia funkcjonariusza ma ponosić SOP.
Wcześniej sam Karol Nawrocki opowiadał publicznie o jeździe konnej. Pod koniec sierpnia w rozmowach z Kanałem Zero i „Super Expressem” mówił, że podczas pobytu w Juracie jeździ konno, a w treningach towarzyszą mu funkcjonariusze SOP.
Sprawa szybko nabrała jednak szerszego wymiaru. Zaczęto pytać nie tylko o samą pasję prezydenta, ale także o pochodzenie koni, sposób ich utrzymania oraz związane z nimi wydatki. Kancelaria nie podała przy tym miejsca stałego pobytu zwierząt, tłumacząc to względami bezpieczeństwa.
Zobacz też: Daniel Martyniuk złapał za mikrofon i zwrócił się do rodziców | Świat Gwiazd

„Końskie zdrowie”. Rzecznik prezydenta reaguje na medialne doniesienia
Informacje o prezydenckich koniach szybko wywołały reakcje polityków i przedstawicieli Kancelarii Prezydenta. Rzecznik Karola Nawrockiego Rafał Leśkiewicz zdecydowanie skomentował medialne doniesienia, odnosząc się zarówno do samych zwierząt, jak i pojawiających się pytań o ich utrzymanie.
Na platformie X napisał:
Trzeba mieć końskie zdrowie, żeby się mierzyć z kolejną propagandową akcją medialną podkutych razem wymierzoną w Prezydenta RP.
To właśnie ten komentarz stał się jednym z kolejnych elementów politycznej dyskusji wokół sprawy. Kancelaria Prezydenta nie potwierdziła jednak wszystkich informacji pojawiających się w mediach, a jednocześnie przekazała własne dane dotyczące liczby i rodzaju koni pozostających w dyspozycji Centrum Obsługi KPRP.
Ważne jest również rozróżnienie dotyczące własności zwierząt. Kancelaria wyjaśniła, że konie nie są własnością Kancelarii Prezydenta RP i nie zostały przez nią nabyte. Ich właścicielem jest Centrum Obsługi Kancelarii Prezydenta RP, które jest odrębną jednostką sektora finansów publicznych działającą jako instytucja gospodarki budżetowej.
Nie ujawniono natomiast, ile dokładnie kosztowały konie ani jakie są pełne wydatki związane z ich utrzymaniem. To właśnie ten element sprawy wzbudził szczególne zainteresowanie mediów. Według danych przytaczanych przez Onet orientacyjne utrzymanie jednego konia może kosztować od około 1,5 do 3,5 tys. zł miesięcznie, bez kosztów leczenia i transportu.
Do tematu odniósł się również Radosław Sikorski. Minister spraw zagranicznych wykorzystał w swoim komentarzu imię jednego z koni — Ramzes, nawiązując do starożytnego Egiptu i „faraońskich ambicji”.
W ten sposób historia dotycząca prezydenckiego hobby zaczęła funkcjonować także jako element bieżącej politycznej wymiany zdań. A Donald Tusk postanowił dorzucić do niej własny, wyjątkowo krótki komentarz.
Zobacz też: Nie żyje aktor "Rancza", "M jak miłość" czy "Plebanii". Stanisław Pąk miał 70 lat | Świat Gwiazd
Tusk pokazuje zdjęcie i rzuca pięć słów. Wymowny moment
Donald Tusk zamieścił w mediach społecznościowych zdjęcie, na którym sam siedzi na koniu. Fotografia pojawiła się w czasie, gdy temat wierzchowców pozostających w dyspozycji Karola Nawrockiego i jego rodziny był szeroko komentowany.
Premier nie przygotował tym razem długiego wpisu. Zamiast tego zdecydował się na krótkie zdanie, które można odczytać jako nawiązanie do całej historii.
Jeździłem słabo, ale za swoje.😁
I właściwie na tym zakończył. Nie ma nazwiska Karola Nawrockiego, nie ma bezpośredniego odniesienia do prezydenckiego ośrodka ani wyjaśnienia, co dokładnie miał na myśli. Cały kontekst pozostawił między zdjęciem a podpisem.
Nie jest to zresztą pierwszy raz, kiedy Donald Tusk wykorzystuje końskie skojarzenia w swoich komentarzach dotyczących prezydenta. Dzień wcześniej opublikował nagranie, na którym spacerował przed Belwederem z kubkiem kawy i powiedział do kamery: „I po co było tak rumakować?”. W tym przypadku również chodziło o grę słów odnoszącą się do konia i „rumakowania”.
Tym razem forma jest jeszcze prostsza. Tusk sam pojawia się na koniu, a następnie dodaje zdanie o jeżdżeniu „za swoje”. Wobec trwającej dyskusji o koniach w dyspozycji prezydenta komentarz został szybko odebrany jako kolejna polityczna aluzja do Karola Nawrockiego.
Cała sprawa ma więc już kilka odsłon: są konie, są ich imiona, są pytania o koszty, jest stanowisko Kancelarii Prezydenta, jest odpowiedź rzecznika i są komentarze polityków. Teraz do tej układanki dołączył Donald Tusk ze swoim zdjęciem z siodła.
Premier nie musiał jednak niczego dopowiadać. Pięć słów wystarczyło, by jego wpis został odczytany w kontekście trwającej dyskusji o prezydenckich koniach. A charakterystyczna emotikona na końcu tylko podkreśliła lekki ton całej publikacji.