Grochola "dezinformuje i jątrzy". Reżyserka oburzona tym, co zrobiła Grochola
Zamieszanie wokół nowej odsłony „Nigdy w życiu!” przybiera na sile. Po tym, jak Katarzyna Grochola zarzuciła Joannie Jabłczyńskiej rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i zapowiedziała podjęcie kroków prawnych, do sprawy włączyła się Aleksandra Konieczna.
Wszystko zaczęło się od informacji, że Joanna Jabłczyńska nie powróci do roli Tosi, którą zagrała w filmie „Nigdy w życiu!” z 2004 roku. Aktorka otwarcie mówiła o swoim rozczarowaniu i przedstawiała własną wersję wydarzeń związanych z wyborem obsady. Produkcja inaczej opisywała jednak kulisy całej sytuacji, co szybko doprowadziło do publicznej wymiany zdań. Z czasem w dyskusję zaczęły angażować się także inne osoby z branży, a część z nich zdecydowanie opowiedziała się po stronie Jabłczyńskiej.
Afera wokół „Nigdy w życiu!”. Wszystko zaczęło się od obsady Tosi
Powrót „Nigdy w życiu!” miał być przede wszystkim sentymentalnym wydarzeniem dla widzów, którzy ponad dwie dekady temu śledzili historię Judyty. Film z 2004 roku z Danutą Stenką w roli głównej do dziś pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich komedii romantycznych. Nic więc dziwnego, że informacja o powstaniu kolejnej produkcji związanej z bohaterami stworzonymi przez Katarzynę Grocholę od początku wzbudzała duże zainteresowanie.
Nowy projekt powstaje na podstawie powieści „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później”. Sama Grochola podkreślała przy tym, że nie należy traktować filmu jako prostej drugiej części kinowego hitu sprzed lat. Dla wielu widzów najważniejsza okazała się jednak obsada. Do roli Judyty wróci Danuta Stenka, a w produkcji ponownie pojawi się również Artur Żmijewski.
Sytuacja zaczęła się komplikować, gdy Joanna Jabłczyńska podczas konferencji ramówkowej TVN w Sopocie ujawniła, że nie wróci jako Tosia. Aktorka nie kryła zaskoczenia i rozczarowania. W pierwszym „Nigdy w życiu!” to właśnie ona wcieliła się w córkę Judyty i przez lata pozostawała dla części publiczności mocno związana z tą postacią.
Produkcja przedstawiła jednak własną wersję wydarzeń. Producentka Anna Wichłacz przekazała „Pudelkowi”:
Na casting do tej roli, który odbył się 10 czerwca, było zaproszonych sześć aktorek. To był wybór sześciu najlepszych do tej roli według nas, według reżysera i produkcji. Pani Jabłczyńska też była na tym castingu. Została wybrana inna aktorka. 17 czerwca pani Jabłczyńska została poinformowana, że no ten wyścig przegrała. Casting to casting - był identyczny dla wszystkich aktorów. Miały przygotować jakąś tam scenę z partnerem i zagrać. No to jest normalne przecież.
Jabłczyńska nie zaprzeczyła, że brała udział w spotkaniu i odgrywała sceny. Podkreśliła jednak, że według niej charakter rozmów został przedstawiony zupełnie inaczej:
Zostało mi to inaczej przestawione. To miało być bardziej spotkanie z reżyserem i poznanie partnera do filmu. Były rozmowy na temat moich zajętości, a potem dostałam odpowiedź, jaką dostałam. Dostałam już scenariusz na maila. Miałam powiedziane, ile będzie dni zdjęciowych i w jakich terminach. Reżyser na tym spotkaniu wypowiadał się o mnie w samych superlatywach. Nie dostałam zaproszenia na casting, tylko na spotkanie z reżyserem. Nie wiedziałam, że to casting.
Ostatecznie w dorosłą Tosię ma wcielić się Agnieszka Żulewska. I właśnie wokół jej nazwiska wkrótce pojawił się kolejny, znacznie poważniejszy etap sporu.
Sprawdź także: Maurycy Popiel ma znanego brata. Zagrał w hitach TVP. Nikt nie wiedział, że są rodziną

Katarzyna Grochola zapowiedziała kroki prawne. Joanna Jabłczyńska odpowiedziała
Po ujawnieniu decyzji obsadowej dyskusja szybko wyszła poza sam temat tego, kto powinien zagrać Tosię. W mediach społecznościowych pojawiło się wiele komentarzy krytykujących produkcję, ale część internautów zaczęła również zarzucać Joannie Jabłczyńskiej, że jej wypowiedzi mogą kierować negatywne emocje w stronę Agnieszki Żulewskiej.
Sama Jabłczyńska od początku odcinała się od takiej interpretacji. Gdy jedna z internautek napisała, że aktorka „nakręca spiralę hejtu” na swoją następczynię, gwiazda „Na Wspólnej” odpowiedziała:
Nic o niej nie powiedziałam. Gdy to nagrywałam, nie miałam pojęcia, kto zagra Tośkę. Mówię wyłącznie o tym, jak całość wyglądała od strony produkcyjnej. A samą Agnieszkę bardzo cenię i niedawno komentowałam, iż to wspaniałe, że Karolina Korwin Piotrowska ją zatrudniła. To nic personalnego przeciwko Agnieszce. To produkcja postawiła nas obie w takiej a nie innej sytuacji, a ja mam prawo powiedzieć, co o tym myślę.
Mimo tych wyjaśnień 30 sierpnia głos zabrała Katarzyna Grochola. Pisarka, która przy nowym filmie pełni również funkcję producentki, opublikowała w mediach społecznościowych oficjalnie brzmiące oświadczenie:
Szanowni Państwo, w związku z rozpowszechnianiem przez panią Joannę Jabłczyńską nieprawdziwych informacji dotyczących udziału Agnieszki Żulewskiej, znakomitej aktorki i prawego człowieka, postanowiłam jako producentka podjąć stosowne kroki prawne w jej obronie. Będę Państwa informować na bieżąco.
Jabłczyńska szybko odpowiedziała:
Agnieszka Żulewska znakomitą aktorką jest i wierzę, że również prawym człowiekiem, choć osobiście się nie znamy. Nigdy nie twierdziłam i nie twierdzę inaczej. Również będę Państwa informowała na bieżąco.
W tym momencie spór dotyczący decyzji castingowej stał się otwartym konfliktem. Do dyskusji zaczęły dołączać kolejne osoby z branży, a część z nich wyraźnie stanęła po stronie Jabłczyńskiej. Głos zabrała między innymi Beata Kawka. W sieci pojawiły się także liczne komentarze widzów, którzy bronili dawnej odtwórczyni Tosi.
Najbardziej bezpośrednia reakcja miała jednak dopiero nadejść.
Sprawdź także: Daniel Martyniuk przekroczył wszelkie granice. Pokazał nagranie z Faustyną
Aleksandra Konieczna reaguje na słowa Grocholi. „Dlaczego pani dezinformuje i jątrzy?”
Do sprawy włączyła się Aleksandra Konieczna. Aktorka i reżyserka doskonale zna Joannę Jabłczyńską z wieloletniej współpracy przy serialu „Na Wspólnej”. To właśnie pod oświadczeniem Katarzyny Grocholi postanowiła zostawić komentarz, w którym jednoznacznie stanęła po stronie koleżanki. Bezpośrednio zwróciła się do Grocholi:
Pani Katarzyno Joasia nigdzie nie wyraziła się źle o Agnieszce Żulewskiej. Joasia to świetna aktorka, prawy człowiek i do tego prawnik. Uderzanie w koleżankę w zawodzie jest nie w jej stylu. Dlaczego Pani dezinformuje i jątrzy?
To jedne z najmocniejszych słów, jakie dotychczas padły publicznie ze strony osób z branży zaangażowanych w dyskusję.
Konieczna nie jest zresztą jedyną osobą z branży, która publicznie wsparła Jabłczyńską. Wcześniej zrobiła to między innymi Beata Kawka. Później do dyskusji dołączyła także Agnieszka Kaczorowska, która opublikowała wymowną rolkę z Marcinem Rogacewiczem i napisała, że podziwia „odważne kobiety w tej branży, mówiące głośno prawdę”. Jabłczyńska odpowiedziała jej krótkim „dziękuję”.
W efekcie historia, która zaczęła się od jednej decyzji castingowej, stała się jednym z najgłośniejszych konfliktów wokół polskiej produkcji filmowej ostatnich dni. Zamiast rozmowy o fabule nowego „Nigdy w życiu!” uwagę przejęły kulisy castingu, wzajemne oświadczenia oraz pytania o to, jak potraktowano aktorkę kojarzoną z pierwszą ekranizacją.
Aleksandra Konieczna swoim komentarzem dołożyła do tej dyskusji kolejny mocny głos. Nie pozostawiła przy tym większych wątpliwości, po której stronie stoi.

