Rodzice Mai Chwalińskiej ujawnili jej plan B. Naprawdę to wyznali
Maja Chwalińska jest dziś jedną z największych gwiazd polskiego tenisa. Po historycznym występie w Roland Garros rodzice 24-latki opowiedzieli o kulisach jej sukcesu, życiu podporządkowanym sportowi i planie awaryjnym, który miała na wypadek niepowodzenia. Okazuje się, że jako dziecko rozważała zupełnie inną ścieżkę kariery.
Historyczny sukces Mai Chwalińskiej zaskoczył nawet jej najbliższych
O Mai Chwalińskiej w ostatnich tygodniach mówił niemal cały tenisowy świat. Polska zawodniczka rozpoczęła swoją przygodę z Roland Garros od kwalifikacji, a następnie sprawiła ogromną sensację, docierając aż do finału prestiżowego turnieju. Tym samym została pierwszą kwalifikantką w historii, która awansowała do finału Roland Garros, zapisując się na kartach tenisowej historii.
Nic więc dziwnego, że sukces 24-latki wywołał ogromne emocje również w jej rodzinnym domu. Jak przyznała mama tenisistki w reportażu programu „Halo tu Polsat”, nikt nie zakładał tak spektakularnego scenariusza.
W ogóle nie spodziewaliśmy się, że tak daleko zajdzie. Pojechaliśmy z nadzieją, żeby chociaż przeszła eliminacje, a jakby wygrała jeszcze jeden mecz, to już byłoby naprawdę fajnie. A tu strzeliło się, jak to się mówi, i doszła aż do finału — wspominała mama Mai Chwalińskiej.
Droga Polki do wielkiego finału była imponująca. Po przejściu kwalifikacji pokonywała kolejne wyżej notowane rywalki, a jej postawa zachwyciła ekspertów i kibiców na całym świecie. W trakcie turnieju wygrała dziewięć spotkań z rzędu i zanotowała największy sukces w swojej dotychczasowej karierze.
Dla rodziców były to jednak przede wszystkim trzy tygodnie ogromnych emocji. Każdy kolejny mecz oznaczał coraz większe napięcie, ale też dumę z córki, która konsekwentnie realizowała swoje sportowe marzenia. Dziś nie mają wątpliwości, że jej sukces nie był dziełem przypadku, lecz efektem wielu lat ciężkiej pracy, wyrzeczeń i niezwykłej determinacji.

Pokój pełen pucharów i życie podporządkowane tenisowi. Tak wyglądała droga do zawodowstwa
W reportażu „Halo tu Polsat” widzowie mogli zajrzeć do rodzinnego domu Mai Chwalińskiej. Szczególne wrażenie zrobił pokój tenisistki, który wypełniają liczne trofea, medale i puchary zdobywane przez lata startów w turniejach.
Tych pucharów i medali jeszcze trzy razy tyle, ale nie mogliśmy tego pomieścić, więc córka ma je także u siebie w mieszkaniu i w klubie — tłumaczyła mama 24-latki.
Kolekcja jest tak imponująca, że nawet rodzice nie potrafią określić, ile dokładnie nagród zdobyła ich córka.
Nie liczyliśmy tego, jest tego bardzo dużo. Kiedy sprzątam, czyszczę, schodzi mi to bardzo długo, ale cieszę się, bo wtedy przypominam sobie niektóre turnieje, na których byłam razem z mężem — dodała mama, pokazując pierwszy puchar córki.
Rodzice zgodnie podkreślają, że sport był obecny w życiu Mai od najmłodszych lat. Już jako dziecko wyróżniała się ogromną energią i zamiłowaniem do aktywności fizycznej.
Zawsze była bardzo sprawna i ruchliwa. Dlatego poszła w sport. Wytrzymała w tym reżimie treningowym. Sport zawodowy wymaga poświęcenia — mówił tata Mai Chwalińskiej w programie „Halo tu Polsat”.
Zawodowy tenis oznaczał jednak również wiele wyrzeczeń.
Nie ma żadnych zabaw i imprez jak u nastolatków. Nigdy jej do tego nie ciągnęło. Nawet my jej nieraz radziliśmy, żeby zrobiła sobie przerwę dla zdrowia psychicznego, ale miała wszystko uporządkowane, żeby dążyć do tego zawodowstwa — dodał tata tenisistki w „Halo tu Polsat”.
Dziś rodzice przyznają, że mimo sukcesów córki widują ją bardzo rzadko.
Przyjeżdża na dzień, dwa i wraca do swoich zajęć, także widzimy się rzadko — mówiła mama.
Podkreślają jednak, że popularność i sukces nie zmieniły charakteru Mai. Wciąż pozostaje skromna, pogodna i bardzo empatyczna.
Maja Chwalińska miała plan B. Rodzice zdradzili, o czym marzyła jako dziecko
Choć dziś trudno wyobrazić sobie Maję Chwalińską poza kortem tenisowym, okazuje się, że w dzieciństwie miała także alternatywny pomysł na swoją przyszłość. Rodzice zdradzili, że na wypadek niepowodzenia w sporcie córka rozważała zupełnie inny zawód.
Miała plan B. Powiedziała, że gdyby nie wyszło z tenisem, może zostanie dziennikarką sportową — wyjawiła mama 24-latki.
Szybko okazało się jednak, że była to jedynie dziecięca refleksja, która nie przetrwała próby czasu.
Ale to było, jak miała siedem lat — dopowiedział tata.
W rzeczywistości od najmłodszych lat wszystko kręciło się wokół tenisa. Maja konsekwentnie stawiała na sport i nie dopuszczała do siebie myśli o innej zawodowej drodze. Rodzice przyznają, że jej determinacja była imponująca już wtedy, gdy była dzieckiem.
Po historycznym sukcesie w Paryżu emocje w rodzinie wciąż jeszcze nie opadły.
Pomalutku dochodzimy do siebie, wracamy do rzeczywistości. W dalszym ciągu cieszymy się tym sukcesem Mai — mówił tata Mai Chwalińskiej.
Mama tenisistki nie ukrywa natomiast, że oglądanie meczów córki kosztowało ją mnóstwo nerwów.
Na początku oglądałam połowę i wychodziłam, bo nie dawałam rady, ale z każdym meczem nabierałam odwagi i zostałam do końca. Ostatnie trzy, cztery mecze obejrzałam już całe — przyznała w „Halo tu Polsat”.
Dziś wiadomo już jedno — plan B nigdy nie był Mai Chwalińskiej naprawdę potrzebny. Od początku postawiła wszystko na tenis i konsekwentnie udowadniała, że właśnie na korcie chce spełniać swoje największe marzenia.
