Syn Jana Frycza pożegnał ojca. Jego słowa wzruszają
Po śmierci Jana Frycza jego bliscy zaczęli dzielić się wspomnieniami, które pokazują aktora nie tylko przez pryzmat jego dorobku artystycznego. Szczególnie osobiste pożegnanie opublikował jego syn Michał. W kilku zdaniach wrócił do codziennych chwil, wspólnych pasji i planów, których ojciec i syn nie zdążą już razem zrealizować.
Jan Frycz przez lata był dla publiczności przede wszystkim aktorem, którego role zapisały się w historii polskiego kina i teatru. Dla Michała Frycza pozostawał jednak przede wszystkim ojcem i bliską osobą, z którą łączyły go nie tylko rodzinne więzi, lecz także wspólne zainteresowania i plany. Po jego śmierci syn zdecydował się opowiedzieć o tej relacji w bardzo osobisty sposób.
Kim był Jan Frycz?
Urodził się w Krakowie w 1954 roku i właśnie tam rozpoczęła się jego droga artystyczna. Po ukończeniu krakowskiej szkoły teatralnej w 1978 roku zadebiutował na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego. Później pracował między innymi w Starym Teatrze w Krakowie, Teatrze Polskim w Warszawie i Teatrze Narodowym. Z warszawską sceną narodową był związany najpierw na początku lat 80., a następnie nieprzerwanie od 2006 roku.
W pamięci widzów zapisał się jednak nie tylko jako aktor teatralny. Potrafił z równą wiarygodnością pojawić się w kinie jako bohater skomplikowany, niejednoznaczny, czasem budzący niepokój. Grał między innymi w „Wielkim Szu”, „Tam i z powrotem”, „Pręgach”, „Nigdy w życiu!” oraz „Ślepnąc od świateł”. Jego filmografia pokazuje zresztą sporą rozpiętość: od ról charakterystycznych po postacie wymagające zupełnie innego rodzaju aktorskiej dyscypliny.
Co istotne, Frycz nie należał do aktorów, którzy musieli stale przypominać publiczności o swojej obecności. Rzadko zabierał głos w sprawach prywatnych, a większe wywiady udzielał sporadycznie. W rozmowie z Onetem mówił natomiast otwarcie o trudnych doświadczeniach własnego życia, między innymi o problemie z alkoholem i terapii.
Ostatnie miesiące pokazują, że nawet wtedy nie przestał myśleć o pracy. W marcu pojawił się na premierze „Króla dopalaczy”, jednej ze swoich ostatnich ról filmowych. Jednocześnie przygotowywał się z zespołem Teatru Narodowego do „Orestei”, której premiera zaplanowana jest już po jego śmierci. Zagrał również w filmie o Wandzie Rutkiewicz, którego premierę przewidziano na 2027 rok.
Wiadomość o jego odejściu ma więc szczególny wymiar: Jan Frycz nie znika z życia polskiej kultury jako aktor, który dawno odłożył zawód. Odszedł człowiek, który do końca pozostawał związany ze sceną i planem filmowym. I właśnie ten fakt chyba najlepiej podsumowuje jego zawodową drogę.
Zobacz także: Małgorzata Kożuchowska napisała to o Janie Fryczu. “Janek długo walczył z chorobą”

Kto pożegnał Jana Frycza?
Wśród osób, które publicznie pożegnały Frycza, znalazł się Borys Szyc. Aktor wspominał swojego starszego kolegę z dużą osobistą czułością, odnosząc się nie tylko do jego talentu, ale również do poczucia humoru i relacji, jaka ich łączyła.
Swoje wspomnienie opublikowała również Małgorzata Kożuchowska. Aktorka podkreślała, że Frycz przez długi czas zmagał się z chorobą i dzielnie walczył. Jej słowa były częścią szerszej fali pożegnań, która objęła zarówno osoby związane z teatrem, jak i filmem.
Do grona żegnających dołączył także Jan Englert. Ich zawodowe drogi przecinały się wielokrotnie, między innymi na scenie Teatru Narodowego. Englert zwracał uwagę na ogromny wpływ Frycza na polską kulturę i jego szczególną osobowość artystyczną. Wspominał również, że aktor nie należał do osób, które zabiegały o rozgłos.
Głos zabrali także przedstawiciele młodszego pokolenia. Kamil Nożyński, który pracował z Fryczem przy serialu „Ślepnąc od świateł”, pożegnał aktora, wspominając wspólną pracę. Z kolei Jakub Żulczyk, autor powieści, na podstawie której powstał serial, również zamieścił pożegnanie artysty.
Szczególnie osobisty wymiar miały słowa rodziny. Gabriela Frycz, najstarsza córka aktora, opublikowała po jego śmierci krótkie pożegnanie, zwracając się do ojca słowami: „Żegnaj, kochany tato”.
Zobacz także: Olga Frycz żegna ojca. Pokazała zdjęcie z Janem Fryczem
Syn pożegnał Jana Frycza
Poruszające wspomnienie po śmierci Jana Frycza opublikował również jego syn, Michał. W swoim wpisie wrócił do codziennych momentów, które z perspektywy straty nabierają szczególnego znaczenia. Nie skupił się wyłącznie na dorobku zawodowym ojca, lecz przede wszystkim na ich relacji i wspólnych planach.
Pozostawiłeś po sobie tak wiele dobra, piękna i życiowej sztuki. Byłeś dla mnie ojcem, który mnie rozumiał. Ojcem, który potrafił zadzwonić co chwilę tylko po to, żeby zapytać: "Jaka sytuacja na horyzoncie?". Tym jednym zdaniem zawsze dawałeś mi poczucie, że jesteś obok
W dalszej części pożegnania Michał Frycz wspomniał o wartościach, które wyniósł z relacji z ojcem. Podkreślił, że Jan Frycz nauczył go samodzielności, konsekwencji i odwagi w podejmowaniu własnych decyzji. Za tymi słowami kryje się jednak także świadomość tego, jak wiele wspólnych doświadczeń nie będzie już możliwych.
Nauczyłeś mnie walczyć o siebie, nie poddawać się i iść przez życie po swojemu. Dzisiaj wiem, że wiele z tego, kim jestem, zawdzięczam właśnie tobie. Nie puścimy już razem drona ani modelu. Nie polecimy już awionetką nad Tatrami. Nie zrealizujemy wszystkich naszych planów, nie odbędziemy wszystkich rozmów, które jeszcze miały się wydarzyć — napisał.