Anna Dymna ujawniła, jak ją potraktowano. Przykre wyznanie
Anna Dymna od lat zachwyca publiczność rolami teatralnymi i filmowymi, a jednocześnie angażuje się w pomoc potrzebującym. W rozmowie z Plotkiem podczas festiwalu Dwa Brzegi aktorka opowiedziała o starzeniu się w zawodzie, bolesnych komentarzach, które słyszy od ludzi, oraz o tym, dlaczego mimo upływu lat nie zamierza przepraszać za swój wygląd. Padły naprawdę mocne słowa.
Aktorka nie ukrywa, że oglądanie swoich dawnych filmów pozwala jej wracać do wspomnień i ludzi, którzy byli ważną częścią jej życia. Dziś jednak patrzy na przemijanie zupełnie inaczej niż wtedy, gdy była młodą gwiazdą. Nie chce wstydzić się zmarszczek ani udawać, że czas się dla niej zatrzymał. Najbardziej przykre okazują się reakcje części widzów, którzy potrafią zapomnieć, że po drugiej stronie ekranu jest człowiek.
Anna Dymna to legenda polskiego kina. Ma na koncie setki ról i ogromne serce
Anna Dymna należy do grona najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorek. Urodziła się 20 lipca 1951 roku w Legnicy, a aktorstwa uczyła się w krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Jeszcze podczas studiów zadebiutowała na scenie Starego Teatru w Krakowie, z którym związała swoją późniejszą karierę. Przez dekady stworzyła dziesiątki ról teatralnych, filmowych i telewizyjnych.
Widzowie doskonale pamiętają ją między innymi z „Janosika”, „Znachora”, „Mistrza i Małgorzaty”, „Tylko strach” czy „Dużego zwierzęcia”. Dymna nie ograniczała się jednak do aktorstwa. Od lat angażuje się społecznie, a w 2003 roku założyła Fundację „Mimo Wszystko”, która pomaga dorosłym osobom z niepełnosprawnością intelektualną. To właśnie działalność fundacji zajmuje dziś ogromną część jej życia.
Podczas festiwalu Dwa Brzegi aktorka miała okazję spojrzeć na swoje dawne role z perspektywy wielu lat. Przyznała, że oglądanie siebie sprzed dekad jest dla niej niezwykłym doświadczeniem. W „Janosiku” widzi przecież bardzo młodą kobietę, która dopiero zaczynała zawodową drogę.
Do jednych dlatego, że jestem tam młodziutka i patrzę się na takie dziecko, jak tam biega (śmiech). W „Janosiku” jeszcze byłam w szkole teatralnej, czyli widzę siebie młodą, co jest cudne właściwie. Bo czas tak szybko mija, a my się tak zmieniamy. To jest naprawdę fantastyczne w tym zawodzie, że jesteśmy zarejestrowani i że możemy nagle się cofnąć. Ja dlatego mam taką dobrą pamięć (śmiech). Bo jak coś widzę, to wszystko pamiętam. - powiedziała w wywiadzie dla Plotka.
Dla Dymnej filmy są przede wszystkim zapisem ludzi, emocji i ważnych momentów życia. Nie potrafi wskazać jednej ulubionej produkcji, bo każda przypomina jej inną historię.
Zobacz też: Wielka radość w życiu Cichopek. Ogłosiła powrót do tańca | Świat Gwiazd

„O Jezu, to pani jeszcze żyje?”. Anna Dymna zdradziła, co słyszy od ludzi
Najmocniejszym momentem rozmowy okazała się jednak opowieść o tym, jak część widzów reaguje na upływ czasu. Anna Dymna przez lata była podziwiana przede wszystkim za talent, ale również za wyjątkową urodę. Dziś, gdy na ekranie pojawiają się jej archiwalne role, niektórzy odbiorcy zdają się oczekiwać, że aktorka nadal będzie wyglądała dokładnie tak samo.
Dymna przyznała, że dostawała listy od osób, które nie potrafiły zaakceptować jej naturalnego starzenia się. Jeden z nich zapamiętała szczególnie.
Bo to jest tak, że jak ja pięćdziesiąt siedem lat uprawiam zawód, to są tacy ludzie, teraz już na szczęście mniej listów piszą. Ale mam takie listy, w których piszą, że mnie nienawidzą, że mija czas. Nienawidzą. Mam taki jeden list: „Ty misiu zapyziały, nie żryj tyle. Nie życzę sobie, żebyś miała wiszący podbródek, żebyś była stara i wstrętna. Masz się zrobić, operację zrób, ja sobie nie życzę!
Trudno nie zauważyć, jak bardzo osobisty jest ten fragment. Nie chodzi bowiem o zwykłą krytykę roli czy występu. Obca osoba uznała, że ma prawo powiedzieć aktorce, jak powinna wyglądać i czego nie powinna zmieniać w swoim wyglądzie.
Dymna nie zamierza jednak podporządkowywać swojego życia oczekiwaniom widzów. Wspominała, że już jako dziecko inaczej patrzyła na starość. Jej babcia miała zmarszczki, które uważała za piękne.
Mnie się wydawało, jak byłam mała, że babcia moja, co miała takie fajne zmarszczki, takie „słoneczka” na twarzy, że to jest najładniejszy człowiek na świecie. I byłam strasznie zdziwiona, że „stare to jest brzydkie”. Nigdy nie mogłam tego pojąć, dopiero jak miałam kilkanaście lat, to już wiedziałam, o co chodzi. Ale ja uważam, że my nie możemy się tego wstydzić.
Aktorka nie krytykuje kobiet, które korzystają z medycyny estetycznej. Uważa jednak, że problem pojawia się wtedy, gdy poprawianie wyglądu staje się celem samym w sobie.
Jak kobiecie to dobrze robi, niech sobie to robi. Tylko jeżeli to ma być celem mojego życia, to ile nam rzeczy umyka przez to? Życie jest krótkie i życie jest piękne, i życie jest ważne.
Dymna zwróciła też uwagę na paradoks związany z aktorstwem. Starsza aktorka może mieć ogromne doświadczenie, warsztat i umiejętności, a mimo to dostawać znacznie mniej propozycji.
A kto zagra starą kobietę lepiej od starej kobiety? No przepraszam. A jeżeli stara aktorka jeszcze potrafi się nauczyć tekstu, jeszcze się w miarę rusza, jeszcze umie coś ogarnąć, to jest skarbem. I co ja się mam wstydzić, że co?
Jej zdaniem starzenie się nie powinno oznaczać zawodowego końca. Tym bardziej że aktorka może z wiekiem zyskać coś, czego nie da się zdobyć w młodości – doświadczenie.
Dymna nie potępia kobiet, które korzystają z zabiegów poprawiających wygląd. Jej zdaniem problem zaczyna się wtedy, gdy walka z oznakami starzenia staje się najważniejszym celem.
Teraz robienie wszystkiego, żeby się podcinać, wysysać... Jak kobiecie to dobrze robi, niech sobie to robi. Tylko jeżeli to ma być celem mojego życia, to ile nam rzeczy umyka przez to? Życie jest krótkie i życie jest piękne, i życie jest ważne.
Niestety, nie wszyscy widzą to w ten sposób. Dymna zdradziła, że ludzie potrafią być wobec niej wyjątkowo bezpośredni.
Nie będę mówić, co słyszę na ulicy, ale się uśmiecham i idę dalej... Ale takie pytanie: „O Jezu, to pani jeszcze żyje?”.
Jakby tego było mało, podobne komentarze mają pojawiać się także w listach. Aktorka nie zamierza jednak pozwolić, by cudze słowa odebrały jej radość z życia.
A nie przeżywam? Cieszę się, że żyję, nie? Że jeszcze komuś jestem potrzebna.
Zobacz też: Mateusz Socha zakpił z Donalda Trumpa i Karola Nawrockiego | Świat Gwiazd
„Ja teraz więcej pracuję niż kiedykolwiek!”. Dymna zdradziła, co daje jej siłę
Choć w mediach pojawiały się informacje o emeryturze Anny Dymnej, sama aktorka podkreśla, że nie oznacza to końca jej aktywności. Wręcz przeciwnie. Jak mówi, pracuje dziś więcej niż kiedykolwiek, a działalność zawodowa i społeczna daje jej poczucie sensu.
Ja teraz więcej pracuję niż kiedykolwiek! Jeśli chodzi o emeryturę, to pracowałam dziesięć lat dłużej (niż wynosi wiek emerytalny kobiet, czyli 60 l. – przyp. aut.). Nie poszłam na żadną emeryturę i nie brałam tej emerytury razem z pensją, tylko po prostu pracowałam, pracowałam, bo emerytura to jest mój przywilej.
Aktorka przyznaje, że praca pomaga jej również nie myśleć przesadnie o przemijaniu. Ma teatr, kolejne role i przede wszystkim fundację, która pochłania ogromną ilość czasu.
Dlatego że ja jak pracuję, to mnie mniej wszystko boli, to nie myślę o tym, że jest przemijanie, bo jestem potrzebna. Poza tym u mnie się tak stało, że mam fundację i nawet gdybym pracowała 24 godziny na dobę, to i tak by mi zabrakło czasu. Nie zrobiłam tego z premedytacją. Ale człowiek musi się czuć potrzebny.
W rozmowie nie zabrakło również zabawnej historii z planu „Dużego zwierzęcia”. Dymna wspominała swojego zwierzęcego partnera, wielbłąda Rubio, który miał wyjątkowo mocną osobowość.
Pamiętam, jak taka jedna pani z jakiegoś portalu plotkarskiego... Nie wiem, jak się nazywają te takie panie, co się pytają, ale dopytywała mnie: „Czy ma pani jakiegoś kochanka?”. A ja mówię: „No mam jednego, ale ja nie mogę mówić, bo musiałabym się go spytać, czy on sobie życzy, ja nie opowiadam o moich partnerach”. A ona dalej – „Ale wysoki czy niski?”. Ja mówię: „No wysoki”. „Ale blondyn czy brunet?”, ja mówię: „No blondyn”. Ale ta pani nie dawała za wygraną – „Ale proszę pani, no ale coś pani jeszcze powie”. Ja mówię: „Jest taki kochany, tak ma dużo spokoju, ale jak beknie, to tak śmierdzi, że zrzygać się można” (śmiech). I to był Rubio, mój ukochany, ale był rzeczywiście super partner.
Dymna z uśmiechem wspominała, że zwierzę potrafiło skraść całą uwagę na planie.
Ze zwierzakami się bardzo trudno gra, bo jak taką „mordę” przebić, no jak? Myśmy ze Stuhrem nawet się nie starali nic zagrać szczególnie przy nim (śmiech). Tylko wyżerał nam wszystko!
Jednak za żartami kryje się bardzo poważna refleksja. Dymna uważa, że najważniejszym sukcesem nie jest uroda, popularność czy nawet świetna rola. Największą wartość ma dla niej relacja z podopiecznymi fundacji.
No, bo my się kochamy po prostu. Ja założyłam fundację nie dlatego, że nie miałam co robić, bo wtedy miałam bardzo dużo roboty, tylko dlatego, że zaprzyjaźniłam się z takimi osobami, które mi pokazały, co w życiu naprawdę jest ważne, bo oni mózgi mają uszkodzone na zawsze, ale uczucia mają niczym niezmącone, a my mamy pozabijane mózgi tymi ambicjami. I oni mnie tak prostują. Ja przy nich jestem normalna - powiedziała w rozmowie z Plotkiem.
A później padają słowa, które chyba najlepiej pokazują, dlaczego aktorka nie zamierza przejmować się tym, że czas płynie:
Największym moim sukcesem jest to, że oni mnie kochają, że jestem Ania i że im pomagam, że można się do mnie przytulić i to się okazuje w życiu bardzo ważne. Oczywiście – jak się zagra fajną rolę i ktoś cię za to doceni, to też jest super.
Anna Dymna nie zamierza więc walczyć z metryką ani spełniać oczekiwań ludzi, którzy chcieliby zatrzymać ją w czasie. Ma role, fundację, podopiecznych i przede wszystkim poczucie, że nadal jest potrzebna. A na pytania o starzenie odpowiada bez kompleksów: „Cieszę się, że żyję”.
