Karol Strasburger uderza w młodych aktorów. Nie hamował się, padły mocne słowa
Karol Strasburger od lat jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej telewizji. Widzowie doskonale znają go przede wszystkim jako gospodarza „Familiady”, ale jego kariera jest znacznie bogatsza. Strasburger od dekad spełnia się również jako aktor i ma na koncie role w wielu filmach oraz serialach. Ostatnio zdecydował się jednak zabrać głos w sprawie zmian, jakie obserwuje w branży filmowej i telewizyjnej.
W rozmowie z Plotkiem bardzo krytycznie wypowiedział się o angażowaniu do produkcji osób znanych głównie z internetu. Jego zdaniem sama popularność w sieci nie powinna być wystarczającym powodem, aby powierzać komuś aktorską rolę. Aktor zwrócił uwagę między innymi na brak odpowiedniego przygotowania i problemy z dykcją. Jego słowa były wyjątkowo stanowcze i z pewnością mogą wywołać dyskusję wśród widzów oraz przedstawicieli branży.
Karol Strasburger od lat jest gwiazdą telewizji
Karol Strasburger od lat należy do grona najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej telewizji. Widzowie kojarzą go przede wszystkim z „Familiadą”, którą prowadzi od wielu lat, ale jego kariera zaczęła się znacznie wcześniej i od początku była związana również z aktorstwem. Zanim na dobre zagościł w domach Polaków jako gospodarz popularnego teleturnieju, występował w filmach, serialach i na deskach teatrów.
Na przestrzeni dekad pojawiał się w licznych produkcjach, wcielając się w bardzo różne postacie. Jego dorobek pokazuje, że telewizja rozrywkowa stanowi tylko jedną część jego zawodowej działalności. Możecie go kojarzyć m.in. z “Pierwszej Miłości” czy “M jak miłość”.
Aktor nie zamierza jednak rezygnować z tej części swojej kariery. Strasburger nadal pojawia się na ekranie i chętnie korzysta ze swojego wieloletniego doświadczenia. W jednym z ostatnich wywiadów poruszył temat, który od pewnego czasu budzi emocje w środowisku filmowym i telewizyjnym – obsadzania w produkcjach osób znanych przede wszystkim z internetu.
Zobacz także: „Nasi w mundurach". Kiedy premiera i gdzie oglądać nowy sezon? Lista uczestników

Karol Strasburger ostro o osobach bez aktorskiego wykształcenia
Zdaniem Karola Strasburgera coraz częściej zdarza się, że do ról angażowane są osoby, które nie mają klasycznego przygotowania aktorskiego. W rozmowie z Plotkiem zwrócił uwagę szczególnie na młodych twórców, którzy – jego zdaniem – przy wyborze obsady kierują się między innymi popularnością kandydatów w internecie.
W tej chwili dość często, a szczególnie młodzi reżyserzy, angażują do pracy aktorów, którzy nie są aktorami. Są ludźmi pracującymi w internecie albo coś tam robią kompletnie innego, ale tylko dlatego, że mają dużo odsłon w internecie, to ich się obsadza. No to przepraszam, ale ja jestem przeciwnikiem tego, z czym mam do czynienia, grając w serialach – wyznał w rozmowie z Plotkiem.
Strasburger nie ukrywa, że w jego ocenie aktorstwo wymaga odpowiedniego przygotowania. Zwrócił uwagę między innymi na znaczenie dykcji i warsztatu, które przez lata zdobywa się podczas nauki oraz pracy na scenie i przed kamerą. Jego słowa były bardzo bezpośrednie i jasno pokazały, że nie jest zwolennikiem traktowania popularności w sieci jako wystarczającego argumentu przy obsadzaniu ról.
Zobacz także: Kim jest Chad Lowe? Kariera, związki, śmierć 13-letniej córki
Karol Strasburger się nie hamował
W dalszej części rozmowy Karol Strasburger jeszcze mocniej rozwinął swoją opinię na temat osób, które trafiają do produkcji bez aktorskiego wykształcenia. Zaznaczył, że samo pojawienie się przed kamerą nie oznacza jeszcze posiadania odpowiedniego warsztatu. Według niego szczególnym problemem może być sposób mówienia i brak podstawowych umiejętności potrzebnych aktorowi.
W tej chwili mamy do czynienia z ludźmi, którzy nie ukończyli szkół teatralnych i wiem, jak to wygląda. Mówią tak, że nie bardzo można ich zrozumieć, nie uczono ich dykcji, niczego ich nie uczono, bo po prostu przyszli z ulicy i nie są aktorami, mimo że ich się nazywa aktorami – ocenił surowo.
Aktor zwrócił również uwagę na popularność internetową jako czynnik, który może wpływać na decyzje dotyczące obsady.
Mamy do czynienia z ludźmi, którzy przyszli ot tak, nie wiadomo skąd, z internetu. I potem jest kłopot, bo mówią tak, że nie bardzo można zrozumieć, co mówią, coś grają, ale nie bardzo wiadomo, co. Jedyną ich zaletą jest to, że są popularni, ale to trochę mało jak na aktorstwo – podsumował.
Jego wypowiedź z pewnością może wywołać dyskusję, szczególnie że coraz więcej twórców internetowych pojawia się dziś w filmach, serialach i programach telewizyjnych.
