Niebywałe, co Gulczas ujawnił o uczestnikach "Big Brothera". Smutna prawda wyszła na jaw
Piotr „Gulczas” Gulczyński po latach wrócił wspomnieniami do pierwszej edycji „Big Brothera” i opowiedział, jak naprawdę wyglądały relacje między uczestnikami po zakończeniu programu. W szczerym wywiadzie zdradził, dlaczego telewizyjna znajomość nie zawsze oznaczała przyjaźń oraz jak potoczyły się jego kontakty z osobami, z którymi przez trzy miesiące dzielił dom przed kamerami.
Choć pierwsza polska edycja „Big Brothera” przyciągała przed telewizory miliony widzów, rzeczywistość po opuszczeniu domu okazała się zupełnie inna. Gulczas nie ukrywa, że większość uczestników nie utrzymywała ze sobą kontaktu. W rozmowie z Jastrząb Post wrócił również do Janusza Dzięcioła, pierwszego zwycięzcy programu, który zmarł w 2019 roku.
Pierwsza edycja „Big Brothera” była telewizyjnym fenomenem. Gulczas szybko stał się gwiazdą
Pierwsza polska edycja „Big Brothera” wystartowała 4 marca 2001 roku na antenie TVN i błyskawicznie stała się jednym z największych telewizyjnych hitów początku XXI wieku. Widzowie po raz pierwszy mogli na taką skalę podglądać codzienne życie osób zamkniętych w jednym domu. Uczestnicy mieszkali razem, wykonywali zadania, rozmawiali, kłócili się i stopniowo żegnali z programem. Wszystko działo się pod czujnym okiem kamer, a ich losy śledziły miliony Polaków. Finał pierwszej edycji oglądało około 10 milionów widzów, co najlepiej pokazuje, jak ogromne zainteresowanie wzbudził ten format.
Wśród mieszkańców domu Wielkiego Brata znaleźli się między innymi Janusz Dzięcioł, Manuela Michalak, Klaudiusz Ševković, Małgorzata Maier oraz Piotr Gulczyński, znany wszystkim jako Gulczas. Ten ostatni szybko wyróżnił się na tle pozostałych uczestników. Charakterystyczny wizerunek, swobodne zachowanie i cięty język sprawiły, że zyskał sporą sympatię publiczności. Szczególną popularnością cieszyło się jego powiedzenie: „Gulczas, a jak myślisz?”, które na długo weszło do potocznego języka fanów programu.
Choć Gulczyński nie wygrał rywalizacji i opuścił dom po 85 dniach, jego przygoda z telewizją na tym się nie skończyła. Wystąpił w komedii Jerzego Gruzy „Gulczas, a jak myślisz...”, a także w kolejnych produkcjach związanych z uczestnikami reality show. Napisał również książkę „Tajemnice domu w Sękocinie”, w której wrócił do kulis programu. Dla wielu widzów do dziś pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy pierwszego „Big Brothera”.
Po latach tamten telewizyjny fenomen wygląda jednak nieco inaczej z perspektywy samych uczestników. To, co przed kamerami mogło przypominać wielką przyjaźń, wcale nie musiało przetrwać poza programem. I właśnie o tym postanowił opowiedzieć Gulczas.
Zobacz też: Ujawnili, kto był jedną z ofiar zamachu w Krakowie. To polska artystka | Świat Gwiazd
Gulczas szczerze o Januszu Dzięciole. Nie łączyła ich przyjaźń
Podczas rozmowy z Karoliną Motylewską dla Jastrząb Post Piotr Gulczyński został zapytany o Janusza Dzięcioła, zwycięzcę pierwszej edycji „Big Brothera”. To postać, której nie trzeba przedstawiać fanom kultowego reality show. Dzięcioł zdobył sympatię widzów, a po opuszczeniu domu Wielkiego Brata nie zniknął z życia publicznego. W kolejnych latach zaangażował się w politykę i zasiadał w Sejmie. Niestety, jego historia zakończyła się tragicznie. W grudniu 2019 roku zginął w wypadku samochodowym. Miał 65 lat.
Gulczas nie próbował udawać, że łączyła ich szczególna więź. Wręcz przeciwnie, postanowił wyjaśnić, jak wyglądały ich relacje po zakończeniu programu. Okazuje się, że choć przez wiele tygodni mieszkali pod jednym dachem, nie przełożyło się to na regularne spotkania czy wieloletnią przyjaźń. Po wyjściu z programu każdy poszedł w swoją stronę, a kontakty między uczestnikami były raczej sporadyczne.
Nie mieliśmy żadnego kontaktu po programie. Generalnie po zakończeniu prawie nikt nie miał ze sobą kontaktu. (...) Widziałem się z nim parę razy gdzieś w programach. Zawsze to było bardzo sympatyczne i nigdy się nie pokłóciliśmy. Natomiast nie było między nami żadnej przyjaźni – zdradził „Gulczas”.
Nie oznacza to jednak, że śmierć pierwszego zwycięzcy „Big Brothera” była mu obojętna. Gulczyński przyznał, że wiadomość o tragicznym wypadku Dzięcioła wywołała w nim smutek. Nie próbował przy tym budować emocjonalnej historii o wielkiej przyjaźni, której w rzeczywistości nie było.
Ale szczerze powiem, było mi bardzo przykro. Ale tak się czasem dzieje niestety – dodał.
W tych krótkich słowach Gulczas zawarł więcej niż w niejednym długim wspomnieniu. Z jednej strony podkreślił, że nie byli bliskimi kolegami, z drugiej nie ukrywał, że wiadomość o śmierci dawnego współmieszkańca była dla niego przykra. Po latach wspólnego telewizyjnego doświadczenia pozostała sympatia, ale nie przyjaźń.
Zobacz też: Burza po tym, jak Zbigniew Boniek zareagował na zamach w Krakowie. Przykre, co napisał | Świat Gwiazd
„To są przypadkowi ludzie”. Gulczas rozwiał wątpliwości dotyczące uczestników
Największe zaskoczenie przyniosło jednak wyznanie Gulczasa dotyczące relacji między uczestnikami pierwszej edycji „Big Brothera”. Przez lata widzowie mogli mieć wrażenie, że osoby, które wspólnie mieszkały w domu Wielkiego Brata, stworzyły wyjątkowo zżytą paczkę. W końcu dzieliły ze sobą codzienność, przeżywały emocje, rozwiązywały konflikty i spędzały razem niemal każdą chwilę. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej filmowa. Gulczyński postanowił raz na zawsze rozprawić się z przekonaniem, że wszyscy uczestnicy po programie pozostali przyjaciółmi.
W rozmowie z Jastrząb Post porównał udział w reality show do wyjazdu na kolonie. Jak wyjaśnił, znalezienie się w jednym miejscu z grupą obcych osób nie oznacza automatycznie, że z każdą z nich nawiąże się bliską relację. Co więcej, utrzymywanie znajomości po zakończeniu programu wymagało również czasu i pieniędzy.
Ja muszę rozwiać te wątpliwości, bo ludzie sobie myślą, że my byliśmy taką super zaprzyjaźnioną paczką, a to jest trochę jak wyjazd na kolonię. To są przypadkowi ludzie, z którymi musisz spędzić 3 miesiące. Nie musisz się z nimi zaprzyjaźniać.
Gulczas zaznaczył jednak, że z programu wyniósł również wartościowe znajomości. Szczególne miejsce zajmuje wśród nich Klaudiusz Ševković, z którym do dziś łączy go bardzo bliska relacja.
Wspaniałą przyjaźń mam z Klaudiuszem, mamy wspaniały kontakt, jak się spotykamy, to się śmiejemy całą noc. Nasi synowie są też zaprzyjaźnieni. Ale to jest jedna osoba na 12.
Dobrze wspomina również Manuelę Michalak, z którą utrzymuje koleżeńskie, sąsiedzkie relacje. Nie oznacza to jednak częstych spotkań. Jak przyznał, uczestnicy nie zawsze mieli nawet możliwości finansowe, by regularnie się odwiedzać.
Z Manuelą mam jeszcze bardzo dobre, sąsiedzkie relacje, koleżeńskie układy, ale raz się chyba spotkaliśmy po roku. No a tak ludzie nie mają za bardzo pieniędzy, żeby się spotkać, wynająć hotel, zapłacić za dojazd. Nie wszyscy zarobili po tym programie.
To właśnie ta część wywiadu pokazuje mniej znaną stronę telewizyjnej popularności. Wspólne trzy miesiące przed kamerami nie zagwarantowały uczestnikom przyjaźni na całe życie. Gulczas nie ma jednak wątpliwości, że z tamtego okresu zostały mu wspomnienia i jedna naprawdę wyjątkowa znajomość.