Maciej Zakościelny podbija świat. Dostał rolę w zagranicznym filmie
Maciej Zakościelny podbija Włochy. Jego pierwsza międzynarodowa produkcja okazała się hitem.
Maciej Zakościelny zrobił ważny krok w swojej karierze. Aktor po raz pierwszy wystąpił w międzynarodowej produkcji, a film z jego udziałem okazał się we Włoszech sporym sukcesem. W komedii romantycznej „Zróbmy sobie przerwę” Polak pojawia się u boku gwiazd włoskiego kina. Co ciekawe, rolę dostał bez tradycyjnego castingu, a na potrzeby produkcji musiał nauczyć się mówić po włosku. Od 28 sierpnia film będzie można oglądać również w Polsce.
Maciej Zakościelny zagrał we włoskim filmie. To jego pierwsza międzynarodowa produkcja
Maciej Zakościelny od lat należy do grona najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorów. Teraz jego kariera nabiera międzynarodowego wymiaru. Gwiazdor dołączył do obsady włoskiego filmu „Zróbmy sobie przerwę” w reżyserii Christiana Marazzitiego.
Produkcja trafiła do włoskich kin w lutym i spotkała się z dużym zainteresowaniem. Film obejrzało około 250 tys. widzów, co w obecnych realiach kinowych jest znaczącym wynikiem. Produkcja została również dobrze przyjęta przez publiczność i krytyków.
Teraz „Zróbmy sobie przerwę” trafia nad Wisłę. Polska premiera została zaplanowana na 28 sierpnia.
Dla Zakościelnego jest to szczególny projekt — aktor po raz pierwszy w swojej karierze pojawił się w zagranicznej produkcji w tak znaczącej roli.
Maciej Zakościelny u boku włoskich gwiazd
Obsada filmu może robić wrażenie. W „Zróbmy sobie przerwę” występują popularne nazwiska włoskiego kina.
Jedną z gwiazd produkcji jest Claudia Gerini, znana polskiej publiczności między innymi z „Pasji” oraz „Pod słońcem Toskanii”. Na ekranie pojawia się również Paolo Calabresi, którego widzowie mogli oglądać m.in. w serialu „Lampart”. W filmie zagrali także Marco Giallini i Fabio Volo.
W tym gronie znalazł się również Maciej Zakościelny. Polski aktor wciela się w Jana — Polaka, który od dwóch dekad mieszka we Włoszech.
Co ciekawe, Zakościelny otrzymał rolę w dość nietypowych okolicznościach.
Maciej Zakościelny dostał rolę bez nagrania castingu
Aktor opowiedział o kulisach angażu podczas wizyty w „Dzień Dobry TVN”. Kiedy dowiedział się o zainteresowaniu ze strony twórców filmu, przebywał akurat na wakacjach ze swoimi dziećmi.
Początkowo wszystko wskazywało na to, że będzie musiał przygotować specjalne nagranie castingowe. Zakościelny uprzedził jednak swojego agenta, że w trakcie rodzinnego wyjazdu może być to trudne.
„Dowiedziałem się nagle, że będę musiał się nagrać. Powiedziałem, że nie będę w stanie tego zrobić, bo jestem z dziećmi i mam wakacje. Mój agent zadzwonił po dwóch dniach i powiedział, że już nie muszę się nagrywać, bo mnie wybrali. Okazało się, że agent puścił im moje demo” — opowiadał w „Dzień Dobry TVN”.
Twórcom wystarczyły więc dotychczasowe materiały aktora, aby zdecydować, że to właśnie on powinien wcielić się w Jana.
Angaż był jednak dopiero początkiem przygotowań.
Maciej Zakościelny musiał nauczyć się włoskiego
Jednym z największych wyzwań związanych z udziałem w produkcji był język. Bohater grany przez Zakościelnego jest Polakiem, ale od 20 lat mieszka we Włoszech. Aktor musiał więc przygotować się tak, aby jego sposób mówienia odpowiadał historii postaci.
W nauce pomagała mu coach Kasia Hoffmann. Zakościelny zdradził, że momentami musiał wręcz pilnować, aby jego włoski nie brzmiał zbyt perfekcyjnie.
„Fabio Volo, z którym gram najwięcej, powiedział, że bardzo lubi mój włoski. Gram Polaka, który mieszka we Włoszech od 20 lat. (...) Uczyłem się włoskiego z moim coachem Kasią Hoffmann, która nawet mi powiedziała, żebym niektóre zdania mówił bardziej jak Polak, z większym akcentem” — mówił aktor.
Szczególnie dużo scen Zakościelny dzieli z Fabio Volo. Włoski aktor i pisarz miał pozytywnie ocenić sposób, w jaki jego polski kolega poradził sobie z językiem.
O czym jest „Zróbmy sobie przerwę”?
Film opowiada historie trzech par znajdujących się na różnych etapach życia. Ich losy rozgrywają się na przestrzeni blisko 20 lat, dzięki czemu widzowie mogą obserwować, jak z upływem czasu zmieniają się relacje bohaterów, ich oczekiwania oraz problemy.
Każda z par w pewnym momencie dochodzi do punktu, w którym pada tytułowa propozycja: „zróbmy sobie przerwę”.
„W pewnym momencie każda z tych par mówi: »zróbmy sobie przerwę«. Tak też się nazywa ten film. Jedni z tej opresji wychodzą zwycięsko, inni nie. To jest ciekawe, bo w 2005 roku gramy czterdziestolatków, a w 2025 roku — sześćdziesięciolatków” — tłumaczył Zakościelny w „Dzień Dobry TVN”.
Jednym z głównych wątków jest historia Waltera i Fiorelli, którzy po 30 latach małżeństwa przechodzą poważny kryzys. Walter prowadzi restaurację w Rzymie i niemal całkowicie poświęca się pracy. Jego żona coraz mocniej odczuwa, że została zepchnięta na dalszy plan.
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy ich córka Martina zachodzi w ciążę. Zamiast skoncentrować się na wsparciu rodziny, Walter zaczyna przede wszystkim dociekać, kto jest ojcem dziecka.
„Zróbmy sobie przerwę” łączy humor z historią o kryzysach w związkach
Choć produkcja przedstawiana jest jako komedia romantyczna, nie brakuje w niej poważniejszych tematów. Twórcy opowiadają o wieloletnich związkach, kryzysach, przyjaźni i decyzjach, które mogą całkowicie zmienić życie.
Film stawia również pytanie o to, czy czasami odsunięcie się od codzienności i drugiej osoby może pomóc lepiej zrozumieć własne potrzeby.
Dla polskich widzów dodatkowym powodem zainteresowania produkcją może być właśnie udział Macieja Zakościelnego. Aktor, który dotychczas budował karierę przede wszystkim w rodzimych filmach i serialach, tym razem miał okazję sprawdzić się na zagranicznym planie i zagrać w innym języku.
Pierwsza międzynarodowa produkcja z jego udziałem zdążyła już przekonać do siebie włoską publiczność. Od 28 sierpnia będzie można sprawdzić, jak „Zróbmy sobie przerwę” zostanie przyjęte przez widzów w Polsce.
