Nazwał Dobrosz-Oracz "kurtyzaną". Dziennikarze reagują
Justyna Dobrosz-Oracz znalazła się w centrum medialnego zamieszania po rozmowie z Konradem Berkowiczem przed Sejmem. Dziennikarka próbowała zapytać posła Konfederacji o służbę wojskową, jednak spotkanie szybko przerodziło się w ostrą wymianę zdań. Nagranie rozmowy trafiło później do programu „Bez trybu”, a sprawa wywołała reakcje innych dziennikarzy i polityków.
Do spotkania doszło w środę przed wejściem do Sejmu. Reporterka próbowała uzyskać od Berkowicza komentarz w sprawie, która dotyczy jego działalności publicznej. Poseł początkowo nie chciał zatrzymywać się na rozmowę i tłumaczył, że spieszy się na głosowania. Dziennikarka ponowiła pytanie, a dalszy przebieg krótkiego spotkania został zarejestrowany. Fragment nagrania został następnie pokazany widzom programu prowadzonego przez Dobrosz-Oracz.
Justyna Dobrosz-Oracz chciała zadać pytanie. Konrad Berkowicz odpowiedział ostro
Do sytuacji doszło przed wejściem do Sejmu. Justyna Dobrosz-Oracz próbowała porozmawiać z Konradem Berkowiczem o jego stosunku do służby wojskowej. Poseł początkowo odmówił rozmowy, tłumacząc, że spieszy się na głosowania. Reporterka ponowiła pytanie, jednak polityk zdecydował się zakończyć wymianę zdań w znacznie ostrzejszy sposób:
Poza tym rozmawiam z dziennikarzami, a nie z kurtyzanami.
Wypowiedź została zarejestrowana, a następnie pokazana w programie „Bez trybu”, który prowadzi Dobrosz-Oracz. Dziennikarka od razu odniosła się do słów polityka:
Pan zostanie pozwany.
Dobrosz-Oracz podkreśliła później, że poczuła się osobiście zaatakowana. Zwróciła uwagę na charakter użytego określenia i zaznaczyła, że w swojej pracy dziennikarskiej nie spotkała się wcześniej z takim zwrotem skierowanym pod jej adresem.
Całe zajście szybko trafiło do mediów społecznościowych. Nagranie z sejmowego korytarza zaczęło być komentowane przez dziennikarzy oraz polityków. Szczególne zainteresowanie wzbudził fakt, że personalna uwaga pojawiła się w odpowiedzi na pytanie dotyczące działalności publicznej Berkowicza. Sprawa nabrała dodatkowego znaczenia po zapowiedzi pozwu. Dobrosz-Oracz jasno wskazała, że zamierza dochodzić swoich praw na drodze prawnej. Na tym etapie nie podała szczegółów dotyczących dalszych kroków.
Do całej sytuacji odniósł się również sam Berkowicz. Po emisji materiału opublikował w serwisie X wpis:
Przekroczyłem nieprzekraczalną granicę. Przepraszam wszystkie kurtyzany.
Wpis miał ironiczną formę i nawiązywał do określenia, którego wcześniej użył wobec dziennikarki. Nie zawierał bezpośrednich przeprosin skierowanych do Dobrosz-Oracz.
Sprawdź także: Dyrektor znanej polskiej firmy wyszedł z domu. Poszukiwania zakończyły się tragicznie

Radomir Wit i Katarzyna Kolenda-Zaleska reagują na słowa posła
Po publikacji nagrania głos zabrali przedstawiciele środowiska dziennikarskiego. Radomir Wit określił słowa Berkowicza jako „ohydne i skandaliczne”. W krótkim wpisie zapewnił dziennikarkę o swoim wsparciu. Katarzyna Kolenda-Zaleska również zareagowała w mediach społecznościowych. W swoim komentarzu nazwała zachowanie posła bardzo dosadnie i zwróciła się bezpośrednio do koleżanki po fachu:
Żałosny cham i prostak. Justa — pełne wsparcie.
Komentarze dziennikarzy pokazały, że sprawa szybko wyszła poza relację między Berkowiczem a Dobrosz-Oracz. W środowisku medialnym pojawiły się głosy dotyczące granic języka stosowanego wobec reporterów wykonujących swoją pracę.
Polityk ma prawo odmówić odpowiedzi na pytanie albo zakończyć rozmowę z dziennikarzem. Przedmiotem krytyki stała się forma, w jakiej Berkowicz zdecydował się to zrobić.
Do sprawy odnieśli się również politycy. Wśród osób krytykujących zachowanie posła znalazł się rzecznik rządu Adam Szłapka. W mediach społecznościowych pojawiały się kolejne komentarze dotyczące języka użytego przez Berkowicza. Nie jest to zresztą pierwsze spięcie polityka z dziennikarzami. Wcześniej, podczas rozmowy w sejmowym korytarzu dotyczącej sytuacji w sklepie IKEA, Berkowicz również wdawał się w ostrą wymianę zdań z Dobrosz-Oracz. W tamtej sytuacji pytał ją między innymi, czy „ma problemy umysłowe”.
Tym razem konsekwencje mogą być poważniejsze, ponieważ dziennikarka zapowiedziała skierowanie sprawy do sądu. Nagranie całego zajścia daje możliwość dokładnego odtworzenia przebiegu rozmowy i słów, które padły.
Reakcje kolegów po fachu pokazują również, że dla części środowiska dziennikarskiego sprawa stała się czymś więcej niż kolejnym politycznym konfliktem przed kamerą. Chodzi o sposób traktowania reporterów podczas wykonywania obowiązków zawodowych i granice personalnych ataków w przestrzeni publicznej.
Sprawdź także: Gwiazdor chciał zrezygnować z "TzG". “Powiedziałem, że nie wystąpię”
Sławomir Mentzen komentuje konflikt z dziennikarką
Swoje stanowisko przedstawił także Sławomir Mentzen, lider Konfederacji. Polityk mocno skrytykował Dobrosz-Oracz, ale jednocześnie przyznał, że Berkowicz posunął się za daleko:
Dobrosz-Oracz jest oczywiście obrzydliwą propagandystką, myślę o niej jak najgorzej, uważam, że szkodzi debacie publicznej i w żadnym wypadku nie powinna być brana poważnie.
Ale Konrad Berkowicz oczywiście przegiął, te słowa nigdy nie powinny paść.
Jutro mamy debatę budżetową, będziemy mówić o zbliżającej się katastrofie. To jest znacznie ważniejsze od tego, jak kto kogo obraził.
Stanowisko Mentzena dotyczy polityka należącego do jego własnego ugrupowania. Dalszy ciąg sprawy zależy teraz przede wszystkim od kroków prawnych, które zapowiedziała dziennikarka.
Jedno krótkie spotkanie przed Sejmem ponownie pokazało, jak szybko polityczna rozmowa może zmienić się w medialny konflikt. Tym razem jego osią stały się słowa skierowane bezpośrednio do reporterki i pytanie o granice języka w publicznej debacie.
