Polacy są wściekli! Nie chcą płacić na gwiazdy. To nowy pomysł rządu
Rząd szykuje specjalny program wsparcia dla mniej zamożnych artystów, w ramach którego państwo ma dopłacać im do składek ZUS. Dzięki temu twórcy z niższymi dochodami mieliby zyskać dostęp do opieki zdrowotnej oraz szansę na odkładanie na przyszłą emeryturę. Pomysł jednak już teraz wywołuje gorące emocje – wielu Polaków, z którymi rozmawialiśmy, nie kryje oburzenia i pyta, dlaczego to właśnie artyści mają liczyć na dodatkowe wsparcie z budżetu państwa.
Rząd proponuje wsparcie ludziom z branży showbiznesu
Malarze, muzycy, poeci, rzeźbiarze i inni artyści bez stałego etatu mają zostać objęci nowym systemem wsparcia. Chodzi o osoby, których roczne dochody nie przekraczają około 68 tys. zł brutto. Rządowy projekt zakłada dla nich dopłaty do składek ZUS, tak aby mogli być objęci pełnym ubezpieczeniem społecznym. Zgodnie z założeniami, składki mają zostać wyrównane do poziomu, jaki obowiązuje przy płacy minimalnej. W praktyce oznacza to, że państwo dopłaci różnicę, jeśli artysta nie jest w stanie samodzielnie jej pokryć. W zamyśle rozwiązanie ma zapewnić dostęp do świadczeń zdrowotnych oraz przyszłą emeryturę, zamiast sytuacji, w której osoby z branży artystycznej pozostają poza systemem.
W debacie publicznej pojawiają się przykłady znanych twórców, którzy nie zawsze regularnie odprowadzali składki. Wskazywany jest między innymi piosenkarz Krzysztof Cugowski (76 l.), który dziś otrzymuje emeryturę minimalną. Jednocześnie według dostępnych informacji wciąż uzyskuje dodatkowe dochody z działalności muzycznej, w tym ze sprzedaży swojej twórczości. To właśnie ten element budzi najwięcej emocji społecznych. Część opinii publicznej zwraca uwagę, że system ma wspierać osoby o niskich dochodach, niezależnie od zawodu, a nie finansować sytuacje, w których część artystów mogła wcześniej nie zabezpieczyć swojej przyszłości. Pojawia się argument, że wielu pracujących od lat płaciło składki samodzielnie i nie korzystało z dodatkowych rozwiązań.
Projekt nadal pozostaje na etapie prac legislacyjnych, ale jego główne założenie jest jasne: włączenie artystów do systemu ZUS i zapewnienie im podstawowej ochrony socjalnej, podobnej do tej, którą mają inni pracujący.
Polacy są podzieleni
Wśród głosów w tej sprawie znajdują się także wypowiedzi mieszkańców Podlasia. Pan Eugeniusz, mieszkający w Białymstoku, uważa, że nie powinno się oczekiwać od zwykłych obywateli kraju, aby dokładali się do pomocy osobom związanym z show-biznesem. Jego zdaniem takie wsparcie nie powinno być standardem i nie leży w obowiązkach przeciętnego podatnika.
Całe życie pracowałem, opłacałem składki do 70. roku życia i dziś nie mogę narzekać na emeryturę. Dziwi mnie pomysł, żebyśmy mieli się zrzucać na emerytury gwiazdorów, którzy dużo zarabiali, ale woleli może przehulać majątek niż coś odłożyć. Każdy musi sam myśleć o swojej przyszłości. Ja bym się nawet wstydził przyznać, że nie umiałem zadbać o siebie. – mówi pan Eugeniusz w rozmowie z Super Expressem
Inne podejście prezentuje Tomasz Rudziński, fotograf z Podlasia. W jego opinii pomoc artystom jest czymś naturalnym i nie należy jej odrzucać tylko dlatego, że dotyczy środowiska kultury czy rozrywki. Zwraca uwagę, że osoby tworzące kulturę również mogą znaleźć się w trudnej sytuacji życiowej i nie powinny być z góry wyłączane z możliwości wsparcia.
Sam jestem artystą i płacę skrupulatnie składki. Rozumiem że wielu artystów żyje i tworzy bardziej w sferze ducha, są bardziej wrażliwi i może bezbronni wobec systemu. Nie miałbym nic przeciwko pomaganiu im, ale nie dotyczy to głośnych gwiazdorów, którzy zarabiają miliony, żyją ponad stan, śmieją się ze zwykłych zjadaczy chleba, a potem nagle płaczą, że nie mają emerytury - mówi pan Tomasz.
Oba stanowiska pokazują wyraźnie odmienne spojrzenie na ten sam problem. Z jednej strony widoczne jest podejście, w którym odpowiedzialność obywateli wobec środowisk medialnych uznawana jest za ograniczoną. Z drugiej strony pojawia się przekonanie, że dostęp do pomocy nie powinien zależeć od wykonywanego zawodu.
Ile wynoszą średnie emeryutury gwiazd?
Świadczenia osób znanych z telewizji, sceny czy estrady są bardzo różne. Jedni otrzymują kwoty bliskie minimalnym świadczeniom, inni mogą liczyć na kilka tysięcy złotych miesięcznie. Różnice wynikają przede wszystkim z historii zatrudnienia i sposobu opłacania składek.
Podstawą wysokości emerytury są składki odprowadzane do ZUS. W przypadku wielu artystów przez lata dominowały umowy o dzieło lub kontrakty bez pełnego oskładkowania. Taki model pracy oznaczał brak regularnych składek emerytalnych, co później przekłada się na niższe świadczenia. System działa prosto: im wyższe i dłużej opłacane składki, tym wyższa emerytura. Przykłady publicznie znanych świadczeń pokazują skalę różnic. Maryla Rodowicz otrzymuje ok. 2 tys. zł, a Irena Santor ok. 2600 zł. W przypadku Teresy Lipowskiej to ok. 2200 zł, a Henryka Gołębiewskiego ok. 1600 zł. Majka Jeżowska deklaruje ok. 1000 zł. Z kolei Marek Piekarczyk mówił o kwocie rzędu kilkunastu złotych, co wiąże się z brakiem składek od części umów. Zygmunt Chajzer i Tomasz Stockinger wskazują, że ich świadczenia są zbliżone do średniej krajowej.
Większość osób z branży rozrywkowej nie kończy aktywności zawodowej po osiągnięciu wieku emerytalnego. Koncerty, występy i praca w mediach pozostają dla wielu głównym źródłem dochodu. Niskie świadczenia sprawiają, że emerytura nie zastępuje dotychczasowych zarobków, a jedynie je uzupełnia. Sytuacja ta pokazuje, jak silnie wysokość emerytury zależy od przebiegu kariery zawodowej i formy zatrudnienia. Dane publikowane w mediach pokazują, że różnice między świadczeniami są znaczne i wynikają z długoletnich decyzji zawodowych.

KONIECZNIE OBEJRZYJ. BYŁY ZNANY SIATKARZ O UPADKACH, DEPRESJI I DEMONACH PRZESZŁOŚCI