Żył w norze, nie lubił się myć. Tak mieszkał legendarny gwiazdor polskiej telewizji
Był jednym z najbardziej charakterystycznych polskich krytyków filmowych i telewizyjnych erudytów. Choć przez lata zachwycał widzów wiedzą o kinie, równie dużą ciekawość budził jego bardzo nietypowy styl życia.
30 września 2026 roku mija 22. rocznica jego śmierci. Dla wielu widzów pozostał przede wszystkim człowiekiem, który potrafił z pasją opowiadać o filmach, prowadzić błyskotliwe dyskusje i bez kompleksów wygłaszać nawet najbardziej niepopularne opinie. Dziś jego nazwisko wciąż przywołuje jednak nie tylko historię polskiej telewizji, lecz także opowieści o jego niezwykłej codzienności.
Erudyta, który przed kamerą stworzył niezapomniany duet
Zygmunt Kałużyński przez dziesięciolecia należał do najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego świata filmu i publicystyki. Był dziennikarzem, eseistą, krytykiem filmowym i wieloletnim publicystą „Polityki”, a jego teksty wyróżniały się ogromną wiedzą, bezpośredniością oraz charakterystycznym sposobem patrzenia na kulturę. Nie interesowało go jednak wyłącznie recenzowanie premier. Potrafił godzinami rozprawiać o historii kina, aktorach, reżyserach i filmach, które dla innych dawno już przestały być czymś więcej niż odległym wspomnieniem.
Szeroka publiczność szczególnie mocno zapamiętała go dzięki programowi „Perły z lamusa”, emitowanemu w TVP2 w latach 1990–2000. Wraz z Tomaszem Raczkiem stworzył duet, który trudno było pomylić z jakimkolwiek innym. Panowie potrafili gorąco spierać się o filmy, interpretacje i znaczenie poszczególnych dzieł, a przy tym zachowywali własny, bardzo wyrazisty styl.
Kałużyński miał przy tym coś, czego nie da się nauczyć z podręczników — osobowość przyciągającą uwagę. Nie próbował specjalnie dopasowywać się do telewizyjnych standardów elegancji czy zachowania. Jego wygląd, sposób mówienia i bezpośredniość szybko stały się częścią publicznego wizerunku.
I właśnie ta konsekwentna niechęć do przejmowania się konwenansami sprawiła, że z czasem wokół jego życia prywatnego zaczęły narastać niemal równie barwne opowieści jak wokół jego filmowych dyskusji.
Zobacz też: Mąż Emilii Koprowskiej nic już nie ukrywa. Ze szczegółami powiedział, co się wydarzyło | Świat Gwiazd

„Pół wieku niechlujstwa”. Kałużyński miał własną filozofię czystości
O Zygmuncie Kałużyńskim krążyły historie, które dzisiaj brzmią niemal jak gotowy scenariusz do filmu. Krytyk nie przykładał szczególnej wagi ani do wyglądu, ani do porządku w swoim otoczeniu. Przed kamerami pojawiał się w ubraniach pogniecionych, poplamionych, a czasem również dziurawych. Nie przejmował się tym specjalnie, bo estetyka codziennego życia zdecydowanie przegrywała u niego z książkami, filmami i pisaniem.
Szczególnie słynna stała się historia jego warszawskiego mieszkania. Kałużyński przez pięćdziesiąt lat nie mył okien, a własne podejście do porządków opisał nawet w felietonie „Pół wieku niechlujstwa” na łamach „Polityki”.
Przyznaję, że nie sprzątam. Zgodnie z powszechną opinią, powinienem zostać zawalony brudem cuchnącym, grzybami i robactwem oraz dostać wysypki, wrzodów i umrzeć na gruźlicę. Tymczasem przekonałem się ze zdumieniem, że po upływie lat wygląd mojej nory zmienił się niewiele.
— Zygmunt Kałużyński, felieton „Pół wieku niechlujstwa”, „Polityka”
Określenie „nora” nie było więc przypadkowe. Sam Kałużyński nie traktował swojego stylu życia jak powodu do szczególnego wstydu. Wręcz przeciwnie — potrafił przedstawiać go jako konsekwencję własnego systemu wartości.
W jednym z wywiadów wspominał również rozmowę z aktorem i konferansjerem Kazimierzem Rudzkim:
Mój kolega, aktor i konferansjer Kazimierz Rudzki, powiedział mi kiedyś: „Zygmusiu, mówią o tobie, że jesteś brudny”. Na to ja: „Kaziu, może jestem zaniedbany w ubraniu, ale się myję i kąpię”. A on: „Może powinieneś zmieniać wodę”. Faktem jednak jest, że mydło odgrywa w moim życiu rolę tylko umiarkowaną.
— Zygmunt Kałużyński, wywiad dla „Gazety Wyborczej”
Zobacz też: Córka uwielbianego aktora nie żyje. Fiona miała tylko 13 lat | Świat Gwiazd
Mycie, sprzątanie i ubrania przegrywały z książkami oraz filmami
Kałużyński nie ograniczał się jednak do żartów na temat własnego wyglądu. Swojej niechęci do przesadnej higieny i porządków potrafił dorabiać całkiem poważne uzasadnienie. W jednym z felietonów powoływał się na opinię włoskiego lekarza i przekonywał, że częste mycie może zaburzać naturalną równowagę bakterii znajdujących się na ludzkim ciele.
Każdy z nas ma na sobie miliony bakterii, które się do naszego organizmu adaptują. I kiedy się myjemy, usuwamy te bakterie, a wprowadzamy ciągle obce, co jest zagrożeniem.
— Zygmunt Kałużyński, felieton
Za jego podejściem stała jednak przede wszystkim bardzo praktyczna kalkulacja. Kałużyński uważał, że czas przeznaczony na sprzątanie, zakupy czy szczególne dbanie o wygląd można wykorzystać znacznie ciekawiej. W jego przypadku oznaczało to przede wszystkim czytanie, pisanie, oglądanie filmów i zajmowanie się sprawami, które uważał za naprawdę ważne.
W jednym z ostatnich wywiadów ujął to wyjątkowo obrazowo:
Jak człowiek nie ma rodziny, a ma masę książek, płyt, papierów, to mu się kurz łatwo zbiera. I gdybym zaczął to sprzątać, a jeszcze musiałbym szukać czegoś do zjedzenia, a jeszcze musiałbym się myć starannie, kupić ubranie, to bym przestał zarobkować i umarłbym z głodu. Ale czysty
— Zygmunt Kałużyński
Po latach Tomasz Raczek zwracał uwagę, że za przemianą Kałużyńskiego stało także odrzucenie kolejnych społecznych oczekiwań. W rozmowie ze „Zwierciadłem” wspominał:
Brud też podciągnął pod wolność od konwenansów, obyczajów, nakazów utrzymywania czystości. Nie zawsze miał dziury pod pachami i poplamiony krawat. To się pojawiło, gdy stał się abnegatem, gdy zamknął kwestię kobiet w swoim życiu, bo to one wcześniej dbały o jego wygląd. (...) Chodził w dziurawych ubraniach nie dlatego, że lubił dziury, tylko dlatego, że sam nie umiał ich zacerować, a krępował się kogoś o to poprosić.
— Tomasz Raczek, rozmowa dla „Zwierciadła”
Kałużyński pozostał więc postacią, której nie dało się łatwo wpisać w żadne ramy — także te dotyczące codziennego życia.
