Były partner o Mai Chwalińskiej. Tak ją podsumował. Ujawnił to, czego nie wiedział o niej nikt
Wielkoszlemowy turniej w Paryżu znów przyniósł historię, o której mówi się półgłosem w tenisowym świecie. Młoda zawodniczka, do niedawna pozostająca w cieniu większych nazwisk, nagle znalazła się w centrum uwagi po występie, który wielu określa mianem przełomowego. Sukces odbił się szerokim echem, a emocje tylko podgrzała wypowiedź jednego z jej dawnych partnerów z kortu.
Maja Chwalińska w Paryżu
Maja Chwalińska nie była w tym Roland Garros tylko tłem dla większych nazwisk. Zaczęła od kwalifikacji, a potem krok po kroku przeszła przez turniej, który dla wielu kończy się dużo wcześniej niż w głównej drabince. W Paryżu zagrała pewnie, bez zbędnego rozgłosu, ale z wynikiem, którego nikt nie mógł zignorować. Finał wielkoszlemowych zmagań sam w sobie robi wrażenie, a w jej przypadku tym bardziej, że droga do niego nie była podana na tacy.
W decydującym meczu lepsza okazała się Mirra Andriejewa, ale sam wynik nie przykrył tego, co Chwalińska zrobiła wcześniej. Jej występ szybko stał się jednym z najczęściej komentowanych tematów turnieju, bo Polka pokazała stabilność, której w kobiecym tenisie często brakuje. To był tenis bez zadęcia, za to z konkretem.
Właśnie dlatego jej historia tak mocno wybrzmiała. Nie chodziło o jednorazowy przebłysk, tylko o serię spotkań, w których Chwalińska potrafiła utrzymać poziom. Z perspektywy kibica wyglądało to prosto: wychodziła na kort i robiła swoje. Z perspektywy turnieju to już dużo więcej, bo takie wejście do finału zawsze podnosi zawodniczce notowania i uwagę mediów.
To były partner mówi o Chwalińskiej
Kilka tygodni przed paryskim finałem Chwalińska mówiła wprost, że od początku kariery mogła liczyć na pełne wsparcie rodziców. Podkreślała też, że nigdy nie czuli potrzeby wywierania na niej presji związanej z wynikami. To ważne, bo w sporcie młodych zawodników często gubi nie sam talent, ale otoczenie, które chce przyspieszać wszystko na siłę.
Zamiast tego rodzice zaufali trenerom i pozwolili jej rozwijać się we własnym tempie. Ta decyzja teraz wybrzmiewa mocniej, bo po turnieju w Paryżu widać było, że Chwalińska nie trafiła do finału przypadkiem. Jej tenis zyskał nowy ciężar, a awans w rankingu tylko to potwierdził. Z 114. miejsca na 21. — taki skok trudno zignorować, nawet jeśli tenisowy kalendarz szybko przynosi kolejne mecze.
Dodatkowo o jej potencjale wypowiedział się były sparingpartner w rozmowie z „Halo tu Polsat”, Jakub Jastrzębski:
Maja na pewno nie pokazała jeszcze wszystkiego, co potrafi. [...] Niektóre te ćwiczenia to były jak sztuczki cyrkowe, z zamkniętymi oczami, ze słuchawkami na uszach, odbijanie z kozłowaniem piłki do siatkówki.
Zaznaczył, że Maja Chwalińska ma jeszcze dużo więcej do pokazania i że jej wachlarz uderzeń oraz tenisowych sztuczek nie został jeszcze w pełni wykorzystany.
Robiła różne układy, które, myślę, zwykłemu człowiekowi albo nawet dobremu sportowcowi by się nie udały — dodał.
Właśnie to brzmi dziś najciekawiej: że zawodniczka, która już dotarła tak daleko, według osób znających ją z treningów wciąż nie odsłoniła wszystkiego.
Maja Chwalińska ma pełne wsparcie rodziców
Za kulisami paryskiego sukcesu ważną rolę odegrali rodzice Mai Chwalińskiej. Przez cały pobyt we Francji byli z nią na miejscu, co samo w sobie pokazuje, jak duże znaczenie miał ten turniej także dla rodziny. W reportażu „Uwaga! TVN” ujawniono, że mama tenisistki, pracująca jako recepcjonistka w Centrum Sportu i Rekreacji w Dąbrowie Górniczej, specjalnie przedłużyła urlop, żeby wspierać córkę w najważniejszych spotkaniach.
Ojciec nie musiał już martwić się o zawodowy grafik, bo jest na emeryturze. Wcześniej pracował jako elektryk w kopalni. To proste, konkretne tło rodzinne, bez wielkich słów i bez budowania mitu. Po prostu byli tam, gdzie trzeba, w momencie, kiedy Chwalińska walczyła o kolejny etap kariery.
Sama obecność rodziców miała tu znaczenie praktyczne, nie tylko symboliczne. W sporcie na takim poziomie liczą się nie tylko trenerzy i sparingpartnerzy, ale też ludzie, którzy potrafią odciążyć zawodniczkę poza kortem. W przypadku Chwalińskiej ten element był widoczny wyraźnie: rodzina nie wchodziła w rolę ekspertów, tylko dawała jej wsparcie wtedy, gdy turniej robił się naprawdę wymagający.
