Ma 9 lat i ponad 60 tys. obserwujących. Elsa Kołtyś mówi dzieciom jedno - nie wszystkim dorosłym się to spodoba
Wybiegi, telewizja, golf, boks, języki i pomysły, które najwyraźniej nie mieszczą się w kategorii „może kiedyś”. Elsa Kołtyś ma dopiero dziewięć lat. Nie chce jednak przekonywać świata, że jest najlepsza. Chce przekonać inne dzieci do czegoś znacznie ciekawszego: że wolno im próbować. Nawet rzeczy, które dorosłym wydają się zbyt duże, zbyt odważne albo po prostu szalone.
Są dziewięciolatki, które na pytanie „kim chcesz zostać?” podają jeden zawód.
A potem jest Elsa Kołtyś.
Modeling? Tak. Telewizja? Chętnie. Golf? Gra. Boks? Też. Moda, podróże, języki, wystąpienia przed kamerą i nowe projekty? Dlaczego właściwie miałaby wybierać tylko jedno?
I być może właśnie dlatego jej profil obserwuje już ponad 60 tysięcy osób. Nie dlatego, że dziewięciolatka próbuje wyglądać jak dorosła gwiazda. Wręcz przeciwnie. Najciekawsza robi się wtedy, kiedy przestaje „pozować do sukcesu” i po prostu pokazuje własny temperament.
Nie chce być „najlepsza”. Chce sprawdzić, co jest możliwe
O młodej Polce mieszkającej na co dzień w Marbelli było już głośno za sprawą świata mody. Pojawiała się na europejskich wydarzeniach, wybiegach, profesjonalnych sesjach i przed kamerami. Wystąpiła także w „Pytaniu na śniadanie”.
Tyle że określenie „dziecięca modelka” zaczyna być dla Elsy zwyczajnie za ciasne.
Na jej Instagramie jest fashion, ale za chwilę jest sport. Jest dopracowany kadr, a zaraz potem śmiech, wygłupy z przyjaciółmi albo Reel, w którym sama żartuje z własnej „main character energy”. Jest scena, ale jest też bardzo zwyczajne dzieciństwo.
I właśnie ten kontrast działa. Nie obserwuje się już tylko tego, jak Elsa wygląda. Zaczyna się obserwować, co wymyśli następnego.
Jedno zdanie stało się jej małym manifestem
Niedawno Elsa napisała na Instagramie:
„Normalize kids having ridiculously big dreams. And adults who don’t make them smaller.”
Czyli: normalizujmy dzieci mające absurdalnie wielkie marzenia. I dorosłych, którzy ich nie pomniejszają.
To zdanie brzmi lekko, ale dotyka czegoś, co dzieci słyszą zaskakująco często: „jesteś za mała”, „to nierealne”, „nie przesadzaj”, „zdecyduj się na jedno”.
Elsa najwyraźniej nie zamierza.
Nie dlatego, że zakłada, że wszystko jej się uda. Tylko dlatego, że chce mieć prawo sprawdzić. I właśnie z tego chciałaby zrobić coś większego niż własne osiągnięcia: zachęcać dzieci, które stoją z boku i myślą „ja bym nie potrafił”, żeby przynajmniej dały sobie szansę.
Publiczność nie zawsze bije brawo
Popularność dziecka w internecie zawsze budzi emocje. Dziecko przed kamerą? W social mediach? Na wybiegu? Dla części dorosłych już sam ten zestaw wystarczy, by mieć gotową opinię.
I właśnie tutaj historia Elsy staje się ciekawsza, bo odpowiedzią nie ma być udowadnianie, że jest lepsza, mądrzejsza czy bardziej utalentowana od innych dzieci.
Jeżeli jej profil ma coś normalizować, to nie dziecięcą sławę. Ma normalizować dziecięcą odwagę.
Możesz chcieć wejść na scenę. Możesz założyć rękawice bokserskie. Możesz marzyć o największym wybiegu świata. I możesz potem odkryć, że chcesz spróbować czegoś zupełnie innego.
Hejt może się pojawić. Nie musi jednak dostać prawa głosu w decyzji o tym, jak duże mogą być czyjeś marzenia.
Kiedy przyszła telewizja, tata zrobił jedną rzecz
Podczas występu w „Pytaniu na śniadanie” obok Elsy pojawił się jej tata. Dla niej ten obraz miał prostsze znaczenie niż telewizyjna oprawa: wsparcie.
Nie kogoś, kto mówi za nią. Nie kogoś, kto obiecuje jej karierę. Kogoś, kto w odpowiednim momencie jest obok i mówi: „Chcesz spróbować? Spróbuj”.
Jej konto jest prowadzone przez rodziców, a sama Elsa pozostaje przede wszystkim dziewięciolatką: chodzi do szkoły, ma przyjaciół, sport, kolejne fascynacje i - sądząc po jej komunikacji - wyjątkowo mało cierpliwości do pomysłu, że dziecko powinno marzyć „rozsądnie”.
Nowa twarz Gen Alpha?
Elsa nie potrzebuje jeszcze odpowiedzi na pytanie, kim zostanie. Ma dziewięć lat. Ciekawsze jest inne pytanie: ile rzeczy zdąży odkryć, zanim w ogóle będzie musiała wybierać?
Jeżeli przy okazji choć kilkoro dzieci zobaczy jej film i pomyśli: „skoro ona spróbowała, może ja też mogę?”, wtedy ponad 60 tysięcy obserwujących zaczyna znaczyć coś więcej niż liczbę przy nazwie profilu.
Bo może największym marzeniem Elsy wcale nie jest zostać najbardziej znaną dziewczynką w internecie. Może jest nim pokazanie innym dzieciom, że niezwykłe rzeczy nie są zarezerwowane dla „kogoś innego”.
A jeśli jej własne plany wydają się czasem trochę przesadzone?
Małe marzenia najwyraźniej nie przeszły castingu.