Na wizji rozgadała się o Prokopie. Wyjawiła prawdę o ich relacji. Wielu było w błędzie
Rozstanie po ponad dwóch dekadach wspólnego życia, lawina internetowych spekulacji i jedno zdanie z piosenki, które dla niektórych stało się „dowodem” na coś znacznie większego. Ta historia w kilka dni urosła do jednego z najgorętszych tematów w polskim show-biznesie. Gdy tylko pojawiła się informacja o zakończeniu związku Marcina i Marii Prokopów, w sieci natychmiast zaczęto dopowiadać brakujące elementy. Wśród domysłów przewijało się jedno nazwisko, które powracało wyjątkowo często. W końcu zainteresowana postanowiła zabrać głos i zrobić porządek z krążącymi plotkami — i zrobiła to na żywo, bez niedomówień.
Rozstanie po latach. Spokojny komunikat zamiast medialnej burzy
Kilka dni temu informacja o rozstaniu Marcina Prokopa z żoną rozeszła się błyskawicznie i trudno się dziwić — mowa o jednej z najbardziej rozpoznawalnych twarzy telewizji śniadaniowej. Fani byli zaskoczeni, bo przez lata para skutecznie trzymała swoje życie prywatne z dala od blasku fleszy. Tym razem jednak zdecydowali się na wspólny komunikat, który pojawił się w mediach społecznościowych i od razu wyznaczył ton całej historii.
“Tak wyglądają ludzie, którzy bardzo się lubią, szanują i wspierają. Którzy przeżyli ze sobą ponad 20 lat i mimo, że jakiś czas temu rozstali się jako małżeństwo, to jako przyjaciele i rodzice Zosi nadal pozostają razem.”
Bez dramatów, bez wzajemnych oskarżeń, bez niedomówień. Raczej spokojne zamknięcie pewnego rozdziału niż początek medialnej burzy. Para była razem ponad dwie dekady, wychowała córkę Zofię i – co rzadkie w show-biznesie – konsekwentnie chroniła swoją prywatność. Tym bardziej zaskakujące było to, że o rozstaniu nikt wcześniej nie słyszał. W internecie od razu pojawiły się różnego rodzaju plotki i domysły.

Plotki, domysły i… jeden wers piosenki
Nie trzeba było długo czekać, by w sieci pojawiły się pierwsze spekulacje. Internauci zaczęli analizować każdy szczegół, szukać tropów i łączyć fakty – nawet te bardzo luźno powiązane. W pewnym momencie na celowniku znalazła się Mery Spolsky, a wszystko za sprawą fragmentu jej dawnego utworu. W komentarzach zaczęto przywoływać wers z piosenki „Polskie chłopaky”:
„Na Prokopa może raz była ochota”.
Dla niektórych stało się to zaskakującym „dowodem” na rzekomy romans, choć w rzeczywistości był to jedynie żartobliwy fragment tekstu, w którym artystka wymienia różne znane nazwiska w lekkim, popowym stylu. Sam Marcin Prokop postanowił podejść do sprawy po swojemu – z dystansem i humorem. Na Instagramie opublikował zdjęcie z podbitym okiem, opatrując je komentarzem:
“Maria Prokop wróciła do Polski i usłyszała od Grażyny w zieleniaku o Mery Spolsky.”
Tym jednym zdaniem skutecznie podsumował całą sytuację, pokazując, że nie zamierza traktować plotek zbyt poważnie. To podejście tylko podsyciło sympatię fanów, choć jednocześnie nie zakończyło spekulacji.
Mery Spolsky przerywa milczenie
W końcu głos w sprawie zabrała sama zainteresowana. Mery Spolsky pojawiła się w studiu „Dzień Dobry TVN”, gdzie rozmowa początkowo dotyczyła jej przemiany, zdrowego stylu życia i nowego podejścia do codzienności. W pewnym momencie temat naturalnie skręcił w stronę relacji i emocji.
“Czy to też jest tak, że jak ktoś bardziej pokocha siebie, jest w formie życia, to bardziej serduszko otwiera na drugą osobę, która też kocha siebie i która też kocha sport?” - zapytała prowadząca - Paulina Krupińska.
To pytanie stało się idealnym momentem, by rozwiać wszelkie wątpliwości. Artystka nie owijała w bawełnę i postawiła sprawę jasno:
“Słuchajcie, ja tutaj na tej kanapie przyszłam zdementować wszelkie plotki o moim romansie z Marcinem Prokopem. Ponieważ jestem z Mateuszem Golisem, który jest operatorem, z którym robimy razem klipy, sesje zdjęciowe.”
Jak się okazuje, jej serce od dawna jest zajęte, a relacja ma nie tylko romantyczny, ale i zawodowy wymiar. Co więcej, to właśnie partner odegrał ważną rolę w jej zmianie stylu życia.
“Nie ukrywam, że on był dla mnie motywatorem, żeby się w tym sporcie zakochać. Bo Mateusz jest sportowcem, on kiedyś trenował szermierkę zawodowo. I tak mi zaszczepił to przyzwyczajenie, że rano wstań i idź coś zrób ze sobą.”
Tym samym temat rzekomego romansu został definitywnie zamknięty. Choć plotki rozkręciły się błyskawicznie, ich finał okazał się zaskakująco spokojny – i zdecydowanie mniej sensacyjny, niż wielu się spodziewało.
