Piekło za zamkniętymi drzwiami. To działo się w domu polskiej gwiazdy. Sąsiedzi nie reagowali
Katarzyna Ankudowicz zdecydowała się opowiedzieć o doświadczeniach, które przez lata miały wpływ na jej dorosłe życie. Aktorka wspomniała o przemocy, której doświadczała w dzieciństwie, oraz o konsekwencjach dorastania w domu pełnym napięcia. Jak przyznała, powrót do równowagi wymagał od niej wieloletniej pracy nad sobą.
Aktorka opowiedziała o swojej przeszłości w rozmowie z Michałem Misiorkiem dla Plejady. Zdradziła, że przez 12 lat korzystała z psychoterapii. Dziś potrafi spojrzeć na swoje dzieciństwo z większym dystansem, choć nie ukrywa, że doświadczenia z tamtego okresu pozostawiły po sobie ślad.
Dorastała w domu, w którym przemoc nie była incydentem
W rozmowie Katarzyna Ankudowicz otwarcie mówiła o tym, jak wyglądała jej codzienność w dzieciństwie. Z jej słów wynika, że przemoc nie była pojedynczym wydarzeniem, lecz stałym elementem życia rodzinnego. Aktorka zwróciła uwagę na szczególną sytuację dzieci, które są zależne od dorosłych i nie mają możliwości łatwego odcięcia się od trudnego środowiska.
Ankudowicz podkreślała również, że przemoc może mieć różne oblicza. Nie zawsze wynika z celowego działania czy złej woli rodziców. Czasem jej źródłem są własne doświadczenia dorosłych, ich lęki, przemęczenie albo wzorce wyniesione z domu rodzinnego. Nie zmienia to jednak faktu, że dla dziecka takie doświadczenia mogą być bardzo obciążające.
Chyba wszystko jest odkryte — przemoc jest przemocą. Ma swój wymiar fizyczny i psychiczny. A dzieci są kompletnie bezbronne i zależne od rodziców. Niestety, bywa i tak, że zachowują się oni w sposób agresywny wobec siebie czy swoich dzieci. Najczęściej nie ze złej woli, tylko z powodu własnych braków czy lęków. Albo dlatego że są przemęczeni i przebodźcowani. Albo — sami zostali tak wychowani i powielają pewne zachowania. W moim przypadku przemoc nie zdarzała się incydentalnie. To nie były epizody. Ona trwała cały czas. Po prostu żyłam w bardzo nieszczęśliwym domu – wyznała w rozmowie z Plejadą.
Aktorka określiła swój rodzinny dom jako bardzo nieszczęśliwe miejsce. Przez lata konsekwencje tego, czego doświadczała jako dziecko, wpływały na jej sposób postrzegania świata oraz relacje z innymi ludźmi.
Zobacz też: Colin Farrell potwierdził chorobę syna | Świat Gwiazd
Przez lata zmagała się z poczuciem winy
Dorastanie w ciągłym napięciu sprawiło, że Ankudowicz długo spodziewała się zagrożenia nawet w sytuacjach, które w rzeczywistości nie były niebezpieczne. Jak opowiadała, wykształciła w sobie mechanizm ciągłego wypatrywania problemów i przygotowywania się na to, co może pójść źle.
Myślę, że nasi sąsiedzi doskonale o tym wiedzieli. Pewnych rzeczy nie sposób było nie usłyszeć - wyjawiła.
Jednym z najtrudniejszych skutków tych doświadczeń było poczucie własnej wartości. Aktorka wspominała, że przez długi czas każde przykre wydarzenie odbierała jako dowód własnej winy. Nie potrafiła oddzielić zachowania innych osób od przekonania, że sama jest za nie odpowiedzialna.
W dorosłym życiu zaczęła stopniowo pracować nad tymi mechanizmami. Pomogła jej w tym między innymi wieloletnia psychoterapia. Dwanaście lat pracy nad sobą pozwoliło jej lepiej zrozumieć własne doświadczenia i ich wpływ na późniejsze życie.
Nie chce, by dzieci musiały „hartować się” w taki sposób
Dziś aktorka potrafi dostrzec również inną stronę swoich doświadczeń. Przyznała, że trudne dzieciństwo sprawiło, iż ma mocną psychikę i potrafi wiele znieść. Jednocześnie nie oznacza to, że uważa przemoc za coś, co może przynieść dziecku korzyści.
Ankudowicz mówiła, że nie żywi żalu do rodziców. Jednocześnie ma świadomość, że doświadczenia z dzieciństwa wiele jej odebrały. Szczególnie mocno odcisnęły się na jej poczuciu bezpieczeństwa, pewności siebie i sposobie interpretowania trudnych sytuacji.
Mam dziś twardą skorupę i wiele mogę znieść. Jakkolwiek absurdalnie to zabrzmi — jestem za to wdzięczna moim rodzicom. Nie mam do nich żadnego żalu. Oczywiście, wiele mi to też odebrało. Zawsze widziałam szklankę do połowy pustą, szukałam zagrożeń, żeby się na nie przygotować i przed nimi obronić, nawet tam, gdzie ich nie było. Długi czas miałam problem z poczuciem własnej wartości i pewnością siebie. Wydawało mi się, że jeśli spotyka mnie coś złego, to dlatego że jestem beznadziejna. Nieważne, czy padał deszcz, czy tata był zły, uważałam, że to moja wina – opowiedziała.
Aktorka stanowczo sprzeciwia się jednak przekonaniu, że dziecko powinno przechodzić przez cierpienie, aby w przyszłości stać się silniejszym człowiekiem. Jej zdaniem dzieci powinny mieć możliwość przeżycia spokojnego dzieciństwa, bez konieczności budowania odporności poprzez doświadczenie przemocy. Jak podkreśliła, takie „hartowanie” od najmłodszych lat nie jest nikomu potrzebne.
Nikomu jednak nie życzę przechodzenia przez to samo. Dzieci powinny mieć normalne dzieciństwo. Takie hartowanie od najmłodszych lat nikomu do niczego nie jest potrzebne.