Tak Zenek Martyniuk potraktował Daniela. Chodzi o pieniądze
Daniel Martyniuk pojawił się w programie „Nasi w mundurach”, gdzie opowiedział o wydarzeniach, które w ostatnich latach odbiły się szerokim echem w mediach. W rozmowie z wojskowymi wrócił m.in. do głośnego incydentu podczas lotu samolotem oraz swojej relacji z ojcem, Zenonem Martyniukiem.
Przez lata uchodził za jednego z największych buntowników polskiego show-biznesu. Teraz postanowił zmierzyć się z własnymi słabościami i udowodnić, że stać go na zmianę. Udział w wymagającym reality show okazał się dla niego nie tylko sprawdzianem kondycji, ale przede wszystkim charakteru. W koszarach szybko przekonał się, że na prawdziwym poligonie nie ma miejsca na dawną pewność siebie.
Daniel Martyniuk zrobił aferę w samolocie
Daniel Martyniuk od lat regularnie pojawia się w mediach za sprawą kolejnych kontrowersji. Tym razem jednak sam zdecydował się wejść w sytuację, w której nie mógł po prostu wyłączyć telefonu czy zakończyć internetowej transmisji. 35-latek zgłosił się do programu „Nasi w mundurach”, gdzie razem z innymi uczestnikami został poddany wojskowemu szkoleniu. Dla syna Zenona i Danuty Martyniuków był to nie tylko sprawdzian kondycji, ale również okazja do rozmowy o jego dotychczasowym życiu.
W koszarach Martyniuk musiał zmierzyć się z pytaniami o własne zachowanie i wcześniejsze problemy. Nie ukrywał, że ma za sobą wiele potknięć i że udział w programie traktuje jako próbę pokazania się z innej strony. Jednym z tematów rozmowy była głośna awantura na pokładzie samolotu Wizz Air, do której doszło podczas lotu z Hiszpanii do Warszawy. Maszyna musiała awaryjnie lądować w Nicei, a Martyniuka wyprowadziła z samolotu lokalna policja.
Zobacz także: Romans w "Tańcu z Gwiazdami"? Przyłapali ich na gorącym pocałunku

Daniel Martyniuk wspomniał o aferze w samolocie
Do szczegółowej rozmowy na ten temat doszło podczas komisji wojskowej. Instruktorzy zapytali Martyniuka o wydarzenia, które wcześniej szeroko opisywały media. Celebryta nie próbował ominąć tematu. Przedstawił swoją wersję wydarzeń i przekonywał, że wszystko zaczęło się od zamówienia przy wózku pokładowym.
To polegało na tym, że stewardessa nie chciała mi sprzedać piwa. Poprosiłem o dwa piwa i Coca-Colę. Ona powiedziała, że colę może mi dać, ale dwóch piw nie. Ja na początku myślałem, że to jest żart, bo nie byłem aż tak pijany. Tam następnie ktoś powiedział: "Zamknij mordę (nie wiem, czy słowo na" k") Martyniuczku". I tak od słowa do słowa ze wszystkimi zaczęliśmy się tam obrażać.
Martyniuk odniósł się również do sposobu, w jaki przedstawiano później całe zajście. Nie ukrywał pretensji do stacji telewizyjnych i twórców internetowych, sugerując, że materiały dotyczące afery zostały przedstawione w sposób, który nie oddawał pełnego obrazu sytuacji. W programie nie ograniczono się jednak wyłącznie do samego incydentu. Jeden z wojskowych zapytał również Martyniuka o konsekwencje całej sytuacji i o to, ile kosztował go ten wybryk.
Tylko jak to było pokazane w telewizji i na różnych kanałach, to głosy innych były powycinane i tylko mnie było słychać, co nie? - mówił
Zobacz także: Łukasz Nowicki przekazał szczęśliwą nowinę. "Udało się"
Daniel Martyniuk ujawnił, co spotkało go po aferze
Pytanie o finansowe konsekwencje wyraźnie zmieniło ton rozmowy. Martyniuk posmutniał, gdy został zapytany o cenę, jaką zapłacił za wydarzenia z pokładu samolotu. W trakcie rozmowy wyszło również na jaw, że jego ojciec odciął go od pieniędzy. To właśnie ten wątek stał się jednym z bardziej bezpośrednich momentów rozmowy podczas wojskowej komisji.
No wstyd. Największy to był wstyd. I to, że rozczarowałem rodziców i przynoszę taką hańbę. Znanemu tacie w szczególności. Wiem, że tato od tamtej pory na dobre odciął mnie od pieniędzy. Teraz mam niezły dług w banku - ujawnił
Instruktorzy chcieli także wiedzieć, dlaczego Martyniuk kolejny raz znalazł się w centrum skandalu. Zapytany o źródło swoich problemów wziął odpowiedzialność za swoje zachowanie i wskazał głównego winowajcę kolejnych tarapatów. Program „Nasi w mundurach” pozwolił więc uczestnikom nie tylko sprawdzić się podczas wymagającego szkolenia, ale również skonfrontować się z pytaniami o wcześniejsze wydarzenia.
To przez alkohol. Z bardzo złej strony się pokazuję, a mógłbym z o wiele... Bo jestem zupełnie innym człowiekiem - tłumaczył - (...) Poszedłem niepotrzebnie na wojnę z mediami. Niepotrzebnie wdawałem się w dyskusje z hejterami, całym tym złym światem, który specjalnie mnie prowokował, bo zobaczyli, że łatwo jest mnie wyprowadzić z równowagi. Ja z tej niemożności wytłumaczenia tego, że jestem inny, w końcu postanowiłem, że skoro chcecie mnie takiego, to ja taki będę. Ten zły.
