Zaskakujące sceny na meczu Polaków ze Szwedami. Nagle przerwano spotkanie
Reprezentacja Polski zmierzyła się ze Szwecją w drugim meczu tej edycji Ligi Narodów. Spotkanie rozpoczęło się od nietypowych scen na stadionie w Solnie. Sędzia przerwał grę już w pierwszej minucie, a piłkarze musieli poczekać na wznowienie rywalizacji. Do zdarzenia doszło na oczach kibiców obu drużyn.
Dla Polaków był to powrót na stadion, na którym kilka miesięcy wcześniej przegrali ze Szwecją baraż o awans na mistrzostwa świata. Biało-czerwoni przystępowali do spotkania po bezbramkowym remisie z Bośnią i Hercegowiną. Gospodarze mieli za sobą zwycięstwo nad Rumunią i prowadzili w grupie. Obie drużyny od początku walczyły więc o ważne punkty w Lidze Narodów. Tym większe zdziwienie wywołała decyzja arbitra, która zapadła niemal natychmiast po pierwszym gwizdku.
Szwecja – Polska w Lidze Narodów. Powrót na stadion po bolesnym barażu
Poniedziałkowy mecz na Strawberry Arenie w Solnie miał dla reprezentacji Polski znaczenie wykraczające poza drugą kolejkę Ligi Narodów. To na tym stadionie w marcu biało-czerwoni przegrali ze Szwecją 2:3 w finale baraży o mistrzostwa świata. Po tamtym spotkaniu gospodarze świętowali awans, a Polacy musieli pogodzić się z utratą szansy na udział w turnieju. Wrześniowy powrót dawał okazję do kolejnego pojedynku z rywalem, który kilka miesięcy wcześniej okazał się lepszy w decydującym momencie.
Stawka była jednak inna. Baraż rozstrzygał o wyjeździe na mundial w jednym wieczorze. Liga Narodów wymaga zbierania punktów przez całą fazę grupową, dlatego każdy wynik wpływa na sytuację drużyny w następnych kolejkach. Polska rozpoczęła tę rywalizację od bezbramkowego remisu z Bośnią i Hercegowiną. Szwecja wygrała wcześniej z Rumunią 2:1. Gospodarze przystępowali więc do spotkania z trzema punktami, a zespół Jana Urbana szukał pierwszego zwycięstwa w edycji 2026/27.
Przed meczem dużo uwagi poświęcano temu, jak polska drużyna poradzi sobie z grą Szwedów. Marcowe starcie pokazało, że rywale potrafią wykorzystać przestrzeń i szybko przenieść ciężar akcji pod bramkę przeciwnika. W Solnie gospodarze mogli też liczyć na wsparcie własnych kibiców. Dla biało-czerwonych był to sprawdzian zarówno sportowy, jak i mentalny: trzeba było wrócić na miejsce niedawnej porażki, a zarazem skupić się na nowym meczu i nowej tabeli.
Jan Urban rozpoczął spotkanie składem, w którym znaleźli się Marcin Bułka, Matty Cash, Przemysław Wiśniewski, Jan Bednarek, Jakub Kiwior i Tymoteusz Puchacz. W wyjściowej jedenastce byli także Piotr Zieliński, Wiktor Nowak, Sebastian Szymański, Nicola Zalewski oraz Mateusz Żukowski. Już samo zestawienie drużyny było ważną częścią przedmeczowej dyskusji, bo po remisie z Bośnią i Hercegowiną kibice czekali na bardziej skuteczną grę w ofensywie.
Zanim kibice mogli ocenić, czy reprezentacja wyciągnęła wnioski z poprzedniego spotkania, uwaga kamer przeniosła się z piłkarzy na jeden z narożników boiska. To tam pojawił się problem, który zmusił arbitra do zatrzymania gry.
Sprawdź także: Niewiarygodne, co Martyniuk zrobił na antenie. Ludzie osłupieli
Mecz Szwecja – Polska przerwany po 31 sekundach. Serpentyny spadły na murawę
Sędzia Javier Alberola Rojas dał sygnał do rozpoczęcia spotkania, ale boisko niemal natychmiast pokryły białe serpentyny. Spadły w okolicy narożnika przy bramce reprezentacji Szwecji. Według relacji Jacka Laskowskiego, komentującego mecz w TVP Sport, poleciały z sektorów zajmowanych przez polskich kibiców. Papierowe wstęgi znalazły się na części murawy, przez którą mogła przebiegać akcja.
Oj, będzie jakieś małe sprzątanko, bo z naszych sektorów posypały się serpentyny.
Pierwsze sekundy gry upłynęły więc pod znakiem obserwowania, co zrobi arbiter. Piłkarze rozpoczęli mecz, lecz wstęgi leżące na boisku wymagały usunięcia. Sytuacja była szczególnie widoczna właśnie przy narożniku: to miejsce, do którego piłka może trafić przy akcji skrzydłem albo po wybiciu jej poza linię końcową.
Gwizdek rozległ się po 31 sekundach spotkania. Przerwa trwała krótko. Służby porządkowe usunęły serpentyny, a niespełna dwie minuty po zatrzymaniu spotkania piłkarze wrócili do gry.
Sprawdź także: Kobiety szaleją za Fornalem, a on? Spotyka się z 24-letnią gwiazdą z TzG. Zdradził ich jeden szczegół
Szwecja – Polska 3:1. Jak potoczył się mecz po nietypowym początku?
Po wznowieniu gry Polacy musieli szybko przenieść uwagę z zamieszania przy narożniku na rywalizację z gospodarzami. Szwedzi objęli prowadzenie w 10. minucie po golu Benjamina Nygrena. Wczesna bramka zmieniła sytuację zespołu Jana Urbana: od tej chwili biało-czerwoni musieli szukać sposobu na odrobienie straty, a gospodarze mogli grać z przewagą.
Polska doprowadziła do wyrównania przed przerwą. W 44. minucie bramkę zdobył Sebastian Szymański, dzięki czemu drużyny schodziły do szatni przy wyniku 1:1. Dla biało-czerwonych gol tuż przed końcem pierwszej połowy oznaczał powrót do punktu wyjścia. Mimo straconej szybko bramki mieli jeszcze całą drugą część spotkania, by powalczyć o zwycięstwo lub przynajmniej wywieźć ze Szwecji remis. Liga Narodów
Po zmianie stron wynik przez pewien czas pozostawał otwarty. Rozstrzygające okazały się dwa trafienia gospodarzy. W 65. minucie do siatki trafił Yasin Ayari, a osiem minut później prowadzenie Szwecji powiększył Viktor Gyökeres. Polska nie odpowiedziała już kolejnym golem. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla Szwecji, co oznaczało drugą porażkę biało-czerwonych z tym rywalem w 2026 roku.
Marcowe i wrześniowe spotkania łączy miejsce oraz rywal, lecz ich przebieg był odmienny. W barażu Polacy przegrali jedną bramką w meczu o awans na mistrzostwa świata. Tym razem zdołali wyrównać przed przerwą, ale w drugiej połowie stracili dwa gole i nie wrócili już do gry o punkty. Powrót na Strawberry Arenę nie przyniósł więc rewanżu, na który liczyli kibice reprezentacji.