10-latek zalał się łzami na scenie "Mam Talent". Pirowski ujawnia kulisy
Po ostatnim odcinku "Mam Talent" łzy na scenie po występie 10-letniego wykonawcy wywołały burzę w sieci. Jan Pirowski zdradził jednak, co wydarzyło się tuż po zejściu z anteny Miłosza Jaskuły i jak naprawdę wyglądały kulisy całego zdarzenia.
Łzy, które poruszyły widzów. Co wydarzyło się na scenie?
Sobotni półfinał (11.04) programu Mam talent! przyniósł nie tylko wielkie emocje artystyczne, ale też te zupełnie ludzkie, których nie da się wyreżyserować. Dziesięcioletni Miłosz Jaskuła zachwycił publiczność swoją grą na fortepianie i bez problemu znalazł się w gronie najmocniejszych uczestników półfinału. Jednak moment ogłoszenia wyników okazał się dla niego wyjątkowo trudny.
Choć jego występ został doceniony, ostatecznie do finału przeszła Marcelina Runiewicz, a decyzją jury drugie miejsce przypadło duetowi Piotr Iwanicki i Pati Alen. Wtedy emocje wzięły górę — chłopiec nie był w stanie powstrzymać łez, co natychmiast odbiło się szerokim echem w sieci.
Internauci zaczęli zadawać pytania: czy udział dzieci w talent show to dobry pomysł? Czy taka sytuacja nie jest dla nich zbyt obciążająca? W komentarzach pojawiły się zarówno słowa wsparcia, jak i krytyki, a niektórzy sugerowali, że doświadczenie mogło być dla młodego uczestnika traumatyczne.
Widzowie zwrócili uwagę także na reakcje osób obecnych na scenie. Szczególne znaczenie miało wsparcie, jakie Miłosz otrzymał od Pauliny Krupińskiej, która od pierwszych chwil była blisko chłopca, okazując mu czułość i zrozumienie.
To właśnie ten moment — szczery, niewyreżyserowany i pełen emocji — sprawił, że półfinał programu zapisał się w pamięci widzów na długo. I choć dla jednych był to dowód na autentyczność show, dla innych stał się początkiem poważnej dyskusji o granicach telewizyjnej rozrywki.

Pirowski przerywa milczenie. „Uważam inaczej”
W obliczu narastającej dyskusji głos postanowił zabrać prowadzący program, Jan Pirowski. W rozmowie z Plejadą odniósł się do zarzutów internautów i jasno dał do zrozumienia, że jego zdaniem sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, niż przedstawiano ją w sieci.
– Uważam inaczej. Traumatycznym wydarzeniem stałby się moment, w którym, po pierwsze – zostałby z tym doświadczeniem osamotniony. Nie został – wyjaśnił w rozmowie z Plejadą.
Prezenter podkreślił, że kluczowe w takich sytuacjach jest wsparcie i możliwość przeżywania emocji w bezpiecznym środowisku. Jak zaznaczył, młody uczestnik absolutnie nie był pozostawiony sam sobie.
– Drugi warunek – znalazłby się w miejscu, w którym nie miałby możliwości wyzwolenia emocji. Miał. Miłosz nie był w czasie głosowania sam, od samego początku miał wsparcie i czułość Pauliny Krupińskiej – dodał.
Słowa Pirowskiego rzucają zupełnie nowe światło na sytuację, która dla widzów mogła wyglądać dramatycznie. Z jego perspektywy była to raczej naturalna reakcja dziecka na ogromne emocje i presję, ale jednocześnie coś, co zostało odpowiednio zaopiekowane przez produkcję.
Prezenter zwrócił też uwagę na odpowiedzialność odbiorców i mediów. Podkreślił, że nadinterpretacje i negatywne komentarze mogą mieć dużo poważniejsze konsekwencje niż same emocje przeżywane na scenie.
Jego wypowiedź wyraźnie sugeruje, że to nie łzy były problemem, lecz sposób, w jaki zostały odebrane i ocenione przez opinię publiczną.
Kulisy rozmowy po programie. „Chcę uspokoić wszystkich”
Najwięcej emocji wzbudziły jednak kulisy wydarzeń, które rozegrały się już po zejściu z anteny. Jan Pirowski zdradził, że odbył z Miłosz Jaskuła krótką, ale bardzo ważną rozmowę, która pomogła chłopcu wrócić do równowagi.
– Zaraz po finale, kiedy tylko zeszliśmy z anteny, sam na sam rozmawiałem z nim kilka minut i uspokoiliśmy wspólnie jego układ nerwowy – opowiedział w rozmowie z Plejadą.
Jak się okazuje, produkcja programu jest przygotowana na takie sytuacje. Na planie obecny jest psycholog, który specjalizuje się w pracy z dziećmi i młodzieżą, a wsparcie dostępne jest niemal natychmiast.
– Na planie podczas odcinków na żywo zawsze dostępny jest psycholog wykwalifikowany także do pracy z dziećmi i młodzieżą. Kilka metrów za sceną, na backstage'u, czekali już na niego rodzice – wyjaśnił prezenter.
Pirowski zaapelował również do widzów o większą wrażliwość w ocenianiu takich sytuacji.
– Mam też głębokie przekonanie, że zwracanie uwagi na emocje tego chłopca, wytykanie ich w komentarzach, nagłówkach, pośrednie sugerowanie, że były czymś złym (…) jeśli weźmie sobie to do serca – to dla Miłosza skończy się w przyszłości największą katastrofą – podkreślił w Plejadzie.
Na koniec prowadzący postanowił uspokoić wszystkich zaniepokojonych. Jak zdradził, emocje szybko opadły, a chłopiec wrócił do dobrego nastroju.
– Chcę też uspokoić wszystkich – pół godziny po nagraniu Miłosz z uśmiechem na ustach przyznał, że to był jeden z najlepszych dni jego życia, wrzucał rolki na Instagram, był w dobrej energii – podsumował.
Wygląda więc na to, że za kulisami historia miała znacznie bardziej pozytywne zakończenie, niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka.
