Dymiński ujawnił o jasnowidzach. Tak się zachowali w trakcie poszukiwań Krzysztofa
Daniel Dymiński w rozmowie w podcaście „Balans” opowiedział o osobach, które zgłaszały się z pomocą w poszukiwaniach jego syna Krzysztofa. Wśród nich byli także jasnowidzowie – część miała podchodzić do sprawy bardzo poważnie, inni, zdaniem ojca zaginionego, mieli wykorzystywać tragedię do zdobycia rozgłosu.
Krzysztof Dymiński zaginął w maju 2023 roku. Od tamtej pory jego ojciec nie ustaje w poszukiwaniach i korzysta z różnych informacji oraz wskazówek, które mogą pomóc w ustaleniu losu syna. W rozmowie z Kubą Jankowskim Daniel Dymiński wrócił także do kontaktów z osobami podającymi się za jasnowidzów. Nie wszystkie zgłoszenia traktował jednak w ten sam sposób.
Krzysztof Dymiński zaginął w maju 2023 roku. Jego ojciec nadal prowadzi poszukiwania
27 maja 2023 roku 16-letni Krzysztof Dymiński wyszedł z domu i zaginął. Ostatni potwierdzony ślad nastolatka pochodzi z Warszawy. Kamery zarejestrowały go w okolicach Mostu Gdańskiego. Jak opisywał później dokumentalista Michał Marczak, który poznał historię rodziny i stworzył o niej film „Bez końca”, kamera przez pewien czas rejestrowała Krzysztofa stojącego na moście, a następnie przestała go obejmować. Od tego momentu nie udało się jednoznacznie ustalić, co stało się z nastolatkiem.
W poszukiwania od początku angażowała się rodzina. Szczególnie aktywny był ojciec Krzysztofa, Daniel Dymiński. Razem z bliskimi, znajomymi i wolontariuszami przeszukiwał między innymi Wisłę poniżej Mostu Gdańskiego. Jak wynika z relacji przedstawionych przez TVN24, Dymiński zaczął również samodzielnie konstruować urządzenia, które mogły pomóc w sprawdzaniu rzeki, jej dna oraz trudno dostępnych miejsc. Poszukiwania stały się dużą częścią jego codzienności.
Sprawa przez kolejne lata przyciągała uwagę mediów i internautów. Pojawiały się różnego rodzaju informacje oraz zgłoszenia dotyczące możliwego miejsca pobytu Krzysztofa. Rodzina sprawdzała kolejne tropy, nie wiedząc jednak, który z nich może okazać się istotny.
Daniel Dymiński nie ukrywa, że w tej sytuacji kontaktowało się z nim wiele osób deklarujących pomoc. Wśród nich byli detektywi, osoby zajmujące się poszukiwaniami, a także jasnowidze. To właśnie ta ostatnia grupa okazała się dla niego szczególnie trudnym tematem.
Zobacz też: Reakcja ojca Krzysia Dymińskiego na odnalezienie ciała. Tak kończył dramat kolejnej rodziny | Świat Gwiazd

„Było ich sporo”. Daniel Dymiński opowiedział o jasnowidzach
W rozmowie prowadzący podcast „Balans” zapytał Daniela Dymińskiego, czy podczas poszukiwań zgłaszali się ludzie, którzy chcieli pomóc rodzinie. Ojciec Krzysztofa przyznał, że takich osób było dużo. Jednocześnie zwrócił uwagę na to, że w przypadku podobnych ofert trzeba zachować ostrożność.
Tak, takich osób zgłaszało się dużo, natomiast, jeżeli miałbym podpowiedzieć rodzinom, warto weryfikować i nie o wszystkim mówić. Warto weryfikować ich zdolności, doświadczenie i czy nie szukają tylko sensacji i szybkiego zarobku.
Jak się okazuje, szczególną kategorię stanowiły osoby przedstawiające się jako jasnowidze. Dymiński przyznał, że kontaktowało się z rodziną wielu takich ludzi. Niektórzy byli znani, inni pojawiali się zupełnie anonimowo.
Jest jeszcze jeden obszar osób, które się zgłaszają po zaginięciu, to są jasnowidzowie. Było ich sporo, albo tacy znani albo samozwańczy, których człowiek nie zna. I to jest chyba najtrudniejszy moment.
Prowadzący dopytał następnie, czy część jasnowidzów próbowała zdobyć dzięki sprawie medialny rozgłos. Odpowiedź Daniela Dymińskiego była stanowcza.
Dokładnie tak, i nawet gdzieś tam był jakiś taki kanał, już nie pamiętam jego nazwy, że sobie można było kupić live, płaciłeś pieniądze i jeden z jasnowidzów tam siedział i wahadełkiem macha i mówi: “zaginięcie Krzysztofa Dymińskiego, winny ojciec? - nie, winna matka? O wahadełko trzęsie się”. A w innym ojciec winny, matka nie. I tak 30 osób na live’ie i tysiące różnego rodzaju scenariuszy.
Według relacji ojca Krzysztofa problemem były więc nie tylko same nietypowe wskazania, ale również sposób, w jaki niektórzy przedstawiali je publicznie. Dymiński zwrócił uwagę na sytuacje, w których sprawa jego syna stawała się elementem internetowych transmisji.
W takiej sytuacji rodzinie trudno było oddzielić potencjalnie przydatną informację od treści tworzonych przede wszystkim dla odbiorców. Dlatego Dymińscy zaczęli zwracać uwagę przede wszystkim na konkret.
Jedni mówili, że Krzysztof żyje, inni, że nie. Rodzina sprawdzała konkretne wskazania
Daniel Dymiński podkreślił jednak, że nie wszyscy jasnowidze podchodzili do sprawy w taki sam sposób. Wśród osób, które skontaktowały się z rodziną, znalazła się grupa, która przez dłuższy czas analizowała zaginięcie Krzysztofa.
Natomiast niektórzy naprawdę profesjonalnie do tego podchodzili, mieliśmy taką grupę 14 czy 15 osób. Przez miesiąc czasu analizowali tę sytuację i każdy z nich przedstawiał swój punkt widzenia i mieli swoje zebrania. Niestety połowa powiedziała, że Krzysztof żyje, a połowa, że nie żyje. Ale poważnie do tego podeszli.
Wypowiedzi jasnowidzów nie były więc nawet zgodne ze sobą. Część uważała, że Krzysztof żyje, a część twierdziła, że nie. Dla rodziny oznaczało to kolejne różniące się od siebie scenariusze.
Dymiński zaznaczył jednak, że nie przekreślał automatycznie żadnego zgłoszenia. Jeżeli ktoś wskazywał konkretne miejsce, rodzina próbowała je sprawdzić — nawet wtedy, gdy początkowo wydawało się ono mało prawdopodobne.
My, jeśli jasnowidz do nas dzwoni prosimy o precyzyjne wskazanie miejsca i nawet zgłoszenia, które były niezbyt istotne i wydawały się niemożliwe, to je sprawdzaliśmy, jeśli było konkretne to zgłoszenie.
To ważna część relacji Daniela Dymińskiego, bo pokazuje, jak szeroko rodzina podchodziła do kolejnych informacji. Nie chodziło wyłącznie o to, kto coś „wyczuł”, ale przede wszystkim o to, czy można było wskazanie zweryfikować w terenie.
Poszukiwania Krzysztofa przez lata obejmowały między innymi kolejne odcinki Wisły. Daniel Dymiński wielokrotnie wracał nad rzekę, wykorzystując różnego rodzaju sprzęt i analizując informacje, które mogły pomóc w odnalezieniu syna.
W rozmowie jasno rozdzielił więc dwie kwestie: osoby, które rzeczywiście poświęcały czas na analizę sprawy, oraz te, które — według jego relacji — wykorzystywały zaginięcie do działalności w internecie.

Skompletuj najlepszą szkolną wyprawkę w supercenach w MediaExpert: