Filip Chajzer odniósł się do słów Heleny Englert w "TzG". "To jest bardzo frustrujące"
Filip Chajzer zabrał głos w sprawie Heleny Englert i dyskusji, która od pewnego czasu towarzyszy jej karierze. Prezenter, który sam doskonale zna blaski i cienie dorastania w rodzinie znanej postaci, nie gryzł się w język. Jego słowa mogą dać młodej aktorce sporo do myślenia.
W rozmowie z „Faktem” Chajzer odniósł się zarówno do sytuacji Heleny, jak i do własnych doświadczeń związanych ze słynnym nazwiskiem. Nie ukrywał, że doskonale rozumie, z czym wiąże się życie w cieniu znanego rodzica. Przy okazji ocenił też to, co młoda aktorka pokazuje obecnie w „Tańcu z gwiazdami”.
Helena Englert i „nepo baby”. Jedno wyznanie w „Tańcu z gwiazdami” rozpętało dyskusję
Helena Englert od dawna funkcjonuje w przestrzeni publicznej nie tylko jako aktorka i piosenkarka, ale również jako córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny. Jej rodzinne nazwisko regularnie wraca przy okazji kolejnych zawodowych aktywności. Ostatnio dyskusja nabrała jednak wyjątkowej intensywności za sprawą jej udziału w „Tańcu z gwiazdami”.
Wokół młodej aktorki ponownie pojawiło się określenie „nepo baby”, którym określa się dzieci znanych lub wpływowych osób, rozwijające później kariery w podobnych branżach. W przypadku Englert temat ten jest szczególnie mocno związany z teatrem, ponieważ jej ojciec, Jan Englert, obsadził ją w roli Ofelii w swoim przedstawieniu „Hamlet”.
Decyzja ta wywołała sporo komentarzy. Część osób zwracała uwagę na jej rodzinne powiązania i możliwość dania szansy innym aktorkom. Z kolei zwolennicy Heleny wskazywali, że samo nazwisko nie wystarcza, by utrzymać się w wymagającym zawodzie.
Temat powrócił ze zdwojoną siłą podczas jednego z odcinków „Tańca z gwiazdami”. Helena otwarcie opowiedziała w programie o hejcie, z którym mierzyła się po premierze „Hamleta” oraz po swoim występie na Open’erze.
Aktorka przyznała, że skala negatywnych komentarzy bardzo mocno odbiła się na jej psychice. Wyznała, że doprowadziło ją to do załamania nerwowego, a od około półtora roku pozostaje pod opieką lekarza i przyjmuje leki.
Jej słowa sprawiły, że dyskusja o „nepo babies” przestała dotyczyć wyłącznie zawodowych przywilejów. W centrum znalazła się również cena, jaką młode osoby mogą płacić za funkcjonowanie pod ogromną presją opinii publicznej.
Helena nie jest jednak jedyną osobą, która zna ten problem od środka. Podobne doświadczenia ma Filip Chajzer, który od lat mierzy się z przypominaniem, że jego ojcem jest Zygmunt Chajzer.
Zobacz też: Conchita Wurst na najnowszym nagraniu nie przypomina siebie. Ale przemiana | Świat Gwiazd

Filip Chajzer zna ten temat od podszewki. „To się nigdy nie skończy”
Filip Chajzer w rozmowie z „Faktem” nie udawał, że temat jest mu obcy. Sam od ponad dwóch dekad mierzy się z łatką syna znanej osoby. Choć przez lata zbudował własną pozycję w mediach, nadal zdarza mu się słyszeć, że pracę zawdzięcza ojcu.
Prezenter przyznaje przy tym, że rozpoznawalne nazwisko rzeczywiście może ułatwić początek kariery. Większa rozpoznawalność, zainteresowanie mediów czy łatwiejsze dotarcie do odbiorców to niewątpliwe atuty. Problem pojawia się wtedy, gdy wszystkie późniejsze sukcesy zaczynają być automatycznie przypisywane rodzinnym kontaktom.
Chajzer skierował więc do Heleny bardzo konkretną wiadomość. Jego zdaniem nazwisko może być jednocześnie ogromnym ułatwieniem i ciężarem, którego nie da się po prostu odłożyć na bok.
Pani Helenie mogę powiedzieć mniej więcej tyle, że ja w wieku prawie 42 lat — czyli pewnie dwa razy więcej, niż ma pani Helena — do dzisiaj słyszę, że pracę załatwił mi ojciec. I to jest bardzo frustrujące. Bywa zabawne, bywa ciężkie, ale niestety takie jest życie i trzeba się nauczyć z tym żyć. To się nigdy nie skończy. Nazwisko staje się trochę stemplem, pieczątką na całe życie. Ono ma swoje dobre strony, bo to uwaga, zasięgi i większa lekkość w realizowaniu marzeń, ale w przyrodzie wszystko jest bilansem — ceną za te przywileje jest hejt — powiedział Filip Chajzer „Faktowi”.
Prezenter wspomina też początki swojej kariery. Jak podkreśla, kiedy zaczynał pracę reporterską, najważniejsza była dla niego sama pasja. Opinie dotyczące nazwiska początkowo schodziły na dalszy plan.
Z czasem sytuacja zaczęła jednak wyglądać inaczej. Kolejne nagrody i szczeble kariery sprawiały, że Chajzer coraz mocniej zauważał, iż część osób zamiast jego pracy widzi przede wszystkim nazwisko ojca.
Kochałem moją pracę reporterską i na początku miałem to centralnie w dup*e, bo realizowałem pasję życia i wisiało mi to koło nosa. Dopiero potem, gdy przychodziły kolejne nagrody i szczeble kariery, zaczęło do mnie docierać, że ludzie nie widzą pasji ani pracy 24 godziny na dobę, tylko nazwisko. Z jednej strony wiesz, ile jesteś warty i że to był krew, pot i łzy, a z drugiej ktoś próbuje ci to umniejszyć. Dziś, po ponad 20 latach pracy, potrafię mieć już na to luz — tłumaczył „Faktowi”.
Zobacz też: 64-letni Jim Carrey wziął ślub. Jego wybranka jest o połowę młodsza | Świat Gwiazd
Filip Chajzer o „Hamlecie” i talencie Heleny. „Kariera i tak jest jej pisana”
Chajzer nie ograniczył się jednak do ogólnych rozważań. Wprost odniósł się do afery wokół „Hamleta” i obsadzenia Heleny w roli Ofelii. W jego wypowiedzi znalazło się miejsce zarówno na zrozumienie krytyków, jak i spojrzenie na sprawę z perspektywy rodzinnej.
Prezenter zauważył, że osoby krytykujące decyzję Jana Englerta mogą mieć argumenty. Jeśli na rolę potencjalnie mogłoby zgłosić się wiele aktorek, naturalne jest pytanie o to, czy każda z nich powinna otrzymać możliwość zaprezentowania się na castingu.
Jednocześnie Chajzer zwrócił uwagę na coś zupełnie innego — na fakt, że dzieci często dorastają w świecie zawodowym swoich rodziców i siłą rzeczy nasiąkają tym środowiskiem.
Jak twój ojciec jest stolarzem i zabiera cię do warsztatu stolarskiego, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że zostaniesz stolarzem. Zaczynasz przesiąkać, wąchać opiłki drewna i nie wyobrażasz sobie innego życia. Jeśli własny ojciec w ramach pożegnalnego benefisu oferuje ci rolę, to głupio byłoby odmówić ze względu na szacunek do niego jako autorytetu. Z drugiej strony rozumiem ludzi, których to wnerwia, bo powiedzą, że na casting przyszłoby 200 osób i każda powinna mieć szansę. Uważam jednak, że pani Helena jest na tyle utalentowana, a to, co robi w „Tańcu z gwiazdami”, po prostu przechodzi samą siebie. Musi się nauczyć z tym żyć, a kariera i tak jest jej pisana — powiedział „Faktowi” Filip Chajzer.
Szczególnie mocno wybrzmiały jego słowa dotyczące tego, co Helena pokazuje obecnie na parkiecie. Chajzer nie ma wątpliwości, że młoda aktorka prezentuje się w programie bardzo dobrze i że jej występy zasługują na ocenę niezależną od nazwiska.
Jednocześnie jego komentarz pokazuje, że według niego łatka „córki znanych rodziców” może towarzyszyć człowiekowi przez wiele lat. Sam doskonale zna ten mechanizm i — jak wynika z jego słów — z czasem nauczył się podchodzić do niego z większym dystansem.
Dla Heleny może to być dopiero początek długiej drogi. Jedno jest pewne: dyskusja o jej nazwisku, karierze i miejscu w polskim show-biznesie na razie nie zamierza ucichnąć.
