Gwiazda TVP oburzona programem na TVN. Nie zostawiła suchej nitki
Burza po emisji nowego sezonu „Królowej Przetrwania”! Aktorka Dorota Naruszewicz nie gryzła się w język i w mocnych słowach uderzyła w popularne reality show. Jej wpis wywołał lawinę komentarzy w sieci, a internauci natychmiast podzielili się na dwa obozy — jedni bili jej brawo, inni bronili programu. W sieci znów rozgorzała gorąca dyskusja o tym, jak daleko telewizja może posunąć się w pogoni za oglądalnością i czy reality show nie jest przekraczaniem granic zwykłej rozrywki.
„Królowa przetrwania” na TVN
„Królowa przetrwania” to reality show emitowane przez grupę TVN od 2023 roku. Program powstał na bazie holenderskiego formatu „Echte Meisjes in de Jungle” i szybko trafił do grona najgłośniejszych telewizyjnych produkcji ostatnich sezonów. W centrum wydarzeń znalazły się celebrytki i influencerki, które na kilka tygodni zamieniają wygodne życie na pobyt w dżungli.
Akcja dwóch pierwszych edycji rozgrywała się w Tajlandii, natomiast trzeci sezon nagrano na Sri Lance. Uczestniczki żyją bez telefonów, internetu i codziennych wygód. Muszą same organizować sobie warunki do życia, budować schronienia, zdobywać jedzenie i radzić sobie z trudnymi warunkami. Stawką w programie jest 100 tysięcy złotych oraz zwycięstwo w finale. Show opiera się nie tylko na konkurencjach fizycznych. Ważną częścią programu są relacje między uczestniczkami, konflikty i sojusze tworzące się w grupie. Zadania często sprawdzają odporność psychiczną, odwagę i umiejętność działania pod presją. Każdy odcinek kończy się eliminacją jednej z kobiet, aż do wyłonienia zwyciężczyni.
Pierwsze dwie edycje prowadził Izuagbe Ugonoh. W trzecim sezonie gospodarzem programu została Małgorzata Rozenek-Majdan. Zmiana prowadzącej była jedną z szerzej komentowanych nowości nowej odsłony programu.

Dorota Naruszewicz ostro krytykuje "Królowe przetrwania"
Dorota Naruszewicz, znana widzom przede wszystkim z roli Beaty Boreckiej w serialu Klan, skrytykowała program Królowa przetrwania. Aktorka nie ukrywa, że jej zdaniem produkcja opiera się głównie na podkręcaniu emocji i celowym stawianiu uczestniczek w trudnych sytuacjach.
To nie jest reality show. To jest laboratorium emocjonalnego przeciążania ludzi dla oglądalności — oceniła
Najmocniej zwróciła uwagę na sam pomysł programu, w którym występują wyłącznie kobiety. Według Naruszewicz takie formaty nadal bazują na konfliktach, wzajemnym ocenianiu i pokazywaniu uczestniczek w niekorzystnym świetle. Chodzi szczególnie o momenty, w których bohaterki muszą mierzyć się z zadaniami wywołującymi dyskomfort albo przekraczać własne granice.
Czy tylko mnie zastanawia, że cały ten format opiera się wyłącznie na kobiecej obsadzie? Nie ma wersji męskiej. Nie ma "twardzieli przetrwania" — napisała.
Aktorka przywołała też sceny, które najbardziej ją zirytowały.
Wciąż oferuje się rozrywkę opartą na publicznym upokarzaniu kobiet i obserwowaniu, która pierwsza psychicznie pęknie. [...] Babranie się w błocie, kiślu czy zmuszanie do wąchania odchodów… wszystko podane jako "rozrywka" — wylicza.
Wśród nich znalazły się zadania związane z ocenianiem wyglądu uczestniczek czy komentarzami na temat medycyny estetycznej.
Pseudointelektualna konkurencja połączona z wyliczaniem, która z kobiet jakim zabiegom się poddała, była po prostu żenująca — oceniła.
Jej zdaniem takie elementy niewiele wnoszą do programu i sprowadzają się do wzajemnego punktowania kobiet przed kamerami.
Na centymetr czuć tam psychologicznie opracowane mechanizmy jak jeszcze bardziej skonfliktować, jeszcze bardziej podkręcić emocje, napuścić jedne na drugie, jeszcze mocniej doprowadzić do granicy frustracji, upokorzenia i utraty kontroli tylko po to, żeby powstał mocny viral — stwierdziła
Jednocześnie Naruszewicz wyraźnie podkreśliła, że nie krytykuje samych uczestniczek. Zaznaczyła, że pretensje kieruje wyłącznie do formuły programu i sposobu budowania emocji wokół rywalizacji. W ocenie aktorki problemem jest mechanizm reality show, który premiuje napięcia i mocne reakcje.
Uczestniczek nie oceniam — zaznaczyła. — Szokuje mnie to, że istnieje przyzwolenie na taki format i że z upokorzenia kobiet robi się produkt medialny
Na koniec postawiła sprawę jasno — nie zamierza wracać do oglądania programu.
Jutro ostatni odcinek. Ja pas — napisała Dorota Naruszewicz.
Internauci przyłączyli sie do krytyki formatu
Po wpisie Doroty Naruszewicz w sieci ruszyła dyskusja o tym, jak dziś wygląda udział w programach typu reality show. Aktorka zwróciła uwagę przede wszystkim na skalę komentarzy, z jaką później mierzą się uczestniczki takich formatów. Wiele osób przyznało jej rację i pisało, że internetowy hejt po emisji odcinków często przekracza granice zwykłej krytyki.
- Ja z tych samych powodów przestałam oglądać ten program. Nagonka w szczególności na dwie uczestniczki jest przerażająca. Co jeśli po programie nie dźwigną tej fali hejtu i upokorzenia?
- Jak wszystkie reality show nie do przyjęcia dla normalnych ludzi ale pytanie dla kogo są one nagrywane i kto je ogląda?
- Nie ogladam, ale moge sobie wyobrazic na podstawie fragmentow.
Pojawiły się też głosy przypominające, że udział w telewizji to świadoma decyzja. Według części komentujących osoby zgłaszające się do programów doskonale wiedzą, z czym wiąże się popularność i obecność w mediach społecznościowych. Nie brakowało opinii, że reality show od lat opierają się właśnie na emocjach, ocenianiu i komentowaniu uczestników przez widzów.
- To one sprowadzają kobiety do tego poziomu, o którym Pani pisze. Wszystko dla kasy. Szczęśliwie można tego nie oglądać.
- A ja myślę, że dopóki będzie zapotrzebowanie - czytaj: publiczność - na tego typu programy, będą produkowane. Kasa musi się zgadzać.
W komentarzach wrócił również temat sposobu przedstawiania kobiet w tego typu produkcjach. Niektórzy internauci określali program jako „igrzyska kobiet”, podkreślając, że konflikt i napięcia między uczestniczkami często stają się najważniejszym elementem widowiska.
- W końcu ktoś nazwał rzeczy po imieniu. Igrzyska kobiet, jeszcze brakuje do tego koloseum.
- To juz nawet nie jest Vanity Fair, to żalosny spektakl marionetek -ofiar obecnej pop kultury, no cóż fakt ze nikt ich do tego nie zmuszał… tak jak zresztą do Hotelu P.
- Dobrze że ktos tak dobitnie określa prawde o takich programach, najgorsze jest to że są tacy którzy manipulują społecznościami testując zachowania w takich programach, ten program wygląda jak królik doświadczalny pokazujący innym chore formy łamania granic ludzkiej godności, społecznego życia, norm, szacunku itd.
KONIECZNIE OBEJRZYJ. BYŁY ZNANY SIATKARZ O UPADKACH, DEPRESJI I DEMONACH PRZESZŁOŚCI