Jego ciało znaleziono po dwóch dniach. Uwielbiały go tłumy, a umarł w samotności
Benny Hill rozśmieszał miliony, a jednak umarł w samotności. Przypominamy tragiczną historię człowieka, który stał się ikoną jeszcze za życia.
Wyboista droga na szczyt: Jak odrzucony asystent stał się ikoną humoru?
Światła jupiterów, brawa na stojąco i uwielbienie tysięcy fanów – tak wyglądała codzienność człowieka, który stał się ikoną swojego pokolenia. Jednak gdy zgasły ostatnie reflektory, pozostała tylko dojmująca cisza. Informacja o jego śmierci wstrząsnęła krajem, ale jeszcze bardziej porażający jest fakt, że jego ciało znaleziono dopiero po dwóch dniach. Jak to możliwe, że gwiazdor, którego kochały miliony, umarł w całkowitej samotności, a świat przypomniał sobie o nim dopiero, gdy przestał odbierać telefony? To tragiczna opowieść o cenie sławy i pustce, która czai się za fasadą wielkiego sukcesu.
Świat zapamiętał go jako króla slapsticku, początki Benny’ego Hilla w świecie show-biznesu były dalekie od pasma sukcesów. Urodzony w 1924 roku artysta swoją wielką przygodę zaczynał skromnie – jako asystent kierownika sceny w rewii “Follow the Fan”. Choć marzył o blasku jupiterów, jego pierwsze solowe występy przyjmowano z rezerwą, a on sam musiał zadowalać się jedynie epizodami.
Prawdziwą szkołą hartu ducha okazały się jednak dwukrotne, bolesne odmowy ze strony słynnego Windmill Theatre w Londynie. Dyrektor tej legendarnej sceny, Vivian Van Damm, nie dostrzegł wówczas potencjału w Hillu, nieświadomie kształtując jednak jego przyszły styl.
To właśnie tamtejsza atmosfera – balansująca między odważnym repertuarem a występami skąpo ubranych tancerek – stała się fundamentem, na którym Hill zbudował później swoje kontrowersyjne imperium humoru, oparte na pościgach w rytm “Yakety Sax”.
Samotny finał króla śmiechu. Gdy miliony wiwatowały na Wembley, on odchodził w zapomnieniu
Choć w szczytowym momencie popularności Benny Hill gromadził przed telewizorami niewyobrażalne 21 milionów widzów, jego prywatny koniec był bolesnym zaprzeczeniem ekranowego blichtru. Po nagłym zdjęciu programu z anteny w 1989 roku – podyktowanym gigantycznymi kosztami, spadającą oglądalnością i widocznym wycieńczeniem artysty – stan zdrowia komika gwałtownie się pogorszył. Mimo ostrzeżeń lekarzy i postępującej niewydolności nerek, Hill z uporem odmawiał ratujących życie operacji, wybierając izolację w swoim zagraconym mieszkaniu przy Twickenham Road.
Tragiczny epilog nastąpił w kwietniu 1992 roku. Podczas gdy światowe media cytowały rzekome kondolencje Hilla po śmierci przyjaciela, Frankiego Howerda, sam satyryk od doby już nie żył. Prawdę odkrył dopiero jego producent, który po drabinie wspiął się do okna na drugim piętrze: ikona brytyjskiego humoru leżała martwa na kanapie przed włączonym telewizorem, w otoczeniu brudnych naczyń i stosów kaset wideo.
Ironią losu, informacja o jego zgonie przeszła niemal bez echa – tego samego dnia na stadionie Wembley odbywał się historyczny koncert ku czci Freddiego Mercury’ego, a uwaga całego świata była zwrócona na zupełnie inną, równie bolesną stratę.
20 milionów funtów w cerowanych ubraniach. Smutny los samotnika z milionami na koncie
Gdy na ekranie zawsze otaczały go wianuszki pięknych kobiet, prywatnie Benny Hill był chorobliwie nieśmiałym samotnikiem, którego każda próba założenia rodziny kończyła się fiaskiem. Mimo zgromadzenia fortuny wartej dziś blisko 20 milionów funtów, komik żył w sposób skrajnie oszczędny – nigdy nie kupił własnego mieszkania ani samochodu, a zamiast nowych ubrań wybierał cerowanie starych marynarek.
Ten pracoholik, który każdą wolną chwilę poświęcał na przeglądanie kaset wideo i robienie notatek, w wywiadach gorzko podsumowywał swoje miłosne porażki, porównując pracę w show-biznesie do fabryki czekolady, w której nadmiar pokus odbiera apetyt na bliższe poznanie kogokolwiek.
Nawet po śmierci los nie oszczędził legendarnemu satyrykowi goryczy. Przez brak aktualizacji testamentu z 1961 roku, jego gigantyczny majątek trafił w ręce bratanków i bratanic, których Hill niemal nie znał, pomijając wiernych przyjaciół, z którymi chciał podzielić się dorobkiem życia.
Tragifarsę dopełniła plotka o rzekomym skarbie, z którym gwiazdor miał zostać pochowany. Podsycona chciwością wizja złota i biżuterii ukrytej w trumnie doprowadziła do makabrycznego zdarzenia – złodzieje sprofanowali grób komika na cmentarzu w Southampton. Dopiero po tym incydencie ciało Hilla spoczęło pod ciężką, betonową płytą, która ostatecznie zagwarantowała mu spokój, którego tak bardzo brakowało mu za życia.
