"Muszę się ukrywać i nie mam co jeść". Zbudował imperium, a potem wszystko stracił. Bolesny upadek polskiej gwiazdy
Był jedną z największych postaci polskiej mody na świecie, pracował dla najbardziej prestiżowych domów mody i ubierał najpopularniejsze gwiazdy. Po latach spektakularnych sukcesów wrócił do Polski, gdzie próbował zbudować własną markę, jednak jego biznes szybko się załamał. Stracił firmę, pieniądze i pozycję, a później zniknął z medialnego świata, wyjeżdżając na drugi koniec globu.
Od wybiegów McQueena do światowych tygodni mody
Zanim wszystko się skomplikowało, jego nazwisko pojawiało się w kontekście najbardziej prestiżowych miejsc świata mody. Pracował w atelier Alexandra McQueena i szybko wszedł w orbitę najważniejszych nazwisk branży. Ukończył Central Saint Martins, a jego talent rozwijał się pod okiem Philippa Treacy’ego, co otworzyło mu drzwi do Londynu, Paryża i Nowego Jorku. Tam jego pokazy zaczęły przyciągać uwagę redakcji takich jak „Vogue”, „i-D”, „The Face” czy „Harper’s Bazaar”.
Jego projekty nosiły światowe gwiazdy, w tym Björk, Christina Aguilera, Janet Jackson, Ashanti, Pink i Brad Pitt, co tylko wzmacniało jego pozycję. Moda, którą tworzył, nie była jednak klasyczna — była teatralna, konceptualna i często prowokacyjna. Na wybiegach poruszał tematy wojny, religii i seksualności, co budziło ogromne emocje. Kolekcje takie jak „Virgin Mary Wears the Trousers” czy „PolitFashion” stawały się medialnymi wydarzeniami, o których mówiło się długo po pokazach.
Jak sam wspominał w rozmowie z “Gazetą Wyborczą” w 2024 roku:
“Jak branża zobaczyła, że "Vogue" ni stąd, ni zowąd pisze o jakimś Arkadiusie na dwóch stronach, to coś musi być na rzeczy. Telefony się rozdzwoniły. I już nie przestały dzwonić”
To był moment, w którym świat mody dosłownie otworzył przed nim drzwi na oścież. Nikt wtedy nie przypuszczał, że ta historia potoczy się w tak dramatycznym kierunku.

Międzynarodowy sukces i narodziny legendy bezkompromisowego twórcy
Tym, który stanął za marką znaną po prostu jako Arkadius, był Arkadiusz Weremczuk — projektant, który szybko stał się jednym z najbardziej wyrazistych głosów w europejskiej modzie. Po sukcesach w Londynie jego nazwisko zaczęło funkcjonować jak marka sama w sobie. Jego pokazy nie były jedynie prezentacją ubrań, ale pełnymi emocji spektaklami, które łączyły modę, sztukę i komentarz społeczny.
W branży szybko zyskał opinię twórcy bezkompromisowego i odważnego, który nie bał się poruszać tematów trudnych i kontrowersyjnych. Jego kolekcje często balansowały na granicy sztuki performatywnej, a każdy pokaz był starannie wyreżyserowanym widowiskiem. Dzięki temu przyciągał uwagę nie tylko krytyków mody, ale też mediów głównego nurtu.
W tamtym czasie Arkadius był obecny na najważniejszych tygodniach mody na świecie, a jego nazwisko regularnie pojawiało się w publikacjach branżowych. Uznanie, rozpoznawalność i prestiż rosły w błyskawicznym tempie, a on sam funkcjonował w świecie wielkich kontraktów, pokazów i międzynarodowych współprac.
Jednocześnie jego styl życia stawał się coraz bardziej intensywny. Sukces oznaczał nieustanne podróże, presję i oczekiwania, które w branży mody są wyjątkowo wysokie. W tym okresie nic nie zapowiadało jeszcze przyszłego kryzysu. Wręcz przeciwnie — wszystko wskazywało na to, że jego kariera dopiero nabiera rozpędu.
Dziś ten etap wspominany jest jako czas, w którym Arkadius był jednym z najbardziej charakterystycznych polskich nazwisk na światowej scenie mody.
Powrót do Warszawy, upadek firmy i ucieczka na drugi koniec świata
Po latach sukcesów za granicą Arkadiusz Weremczuk postanowił wrócić do Polski i stworzyć własne zaplecze biznesowe. W Warszawie uruchomił butik przy ulicy Mokotowskiej i zatrudnił około 35 osób, licząc na stabilny rozwój marki. Początkowo wszystko wyglądało obiecująco, jednak — jak twierdził — został oszukany przez wspólnika, co doprowadziło do szybkiego załamania firmy. Kontrakty zaczęły wygasać, środki finansowe znikały, a struktura biznesu rozpadła się w krótkim czasie.
To był moment gwałtownego przełomu. Z życia pełnego pokazów, podróży i medialnej obecności trafił do rzeczywistości, która wyglądała zupełnie inaczej. Jak sam opowiadał:
“Byłem w niebie i w kilka chwil spadłem do piekła. Jednego dnia piję szampana Moet & Chandon, udzielam wywiadów i pozuję na ściankach, a dosłownie parę dni później muszę się ukrywać i nie mam co jeść.”
— mówiła dla „Gazety Wyborczej”
Po tej katastrofie przyszły kolejne trudne doświadczenia — depresja i uzależnienie, które jeszcze bardziej pogłębiły kryzys. W końcu zdecydował się na radykalny krok: wyjazd z kraju. Najpierw trafił do Argentyny, a następnie osiadł w Brazylii, gdzie zamieszkał na wyspie i przez długi czas pozostawał poza zasięgiem mediów.
Jak sam mówił:
“Nie chciałem, żeby ktokolwiek, cokolwiek o mnie wiedział. Dlatego nawet nazwę wyspy, jeśli o niej mówiliśmy, to używaliśmy skrótu, żeby nikt nie mógł zlokalizować. Także jak Beata Sadowska do mnie przyjeżdżała czy Kora, to nikt nie mówił, gdzie to jest.”
— w wywiadzie dla „Świata Gwiazd”
Do Polski przyjeżdża raz w roku i tylko na krótko. Nie planuje też powrotu do mody na dawnych zasadach ani odbudowy kariery w branży. Po raz ostatni pojawił się w Warszawie w 2025 roku, gdzie udzielił wywiadu dla „Świata Gwiazd” i opowiedział o tym, jak wygląda jego codzienne życie z dala od dawnego świata mody i wielkich pokazów. Wcześniej, w czerwcu 2024 roku, pojawił się na wystawie poświęconej swojej twórczości, gdzie przez chwilę znów znalazł się w centrum zainteresowania mediów i fanów.
Dziś żyje spokojniej, w związku z młodszym o 26 lat partnerem. Do dawnego świata mody już nie wraca — przynajmniej na razie.



KONIECZNIE OBEJRZYJ. BYŁY ZNANY SIATKARZ O UPADKACH, DEPRESJI I DEMONACH PRZESZŁOŚCI