Nawroccy podjęli stanowczą decyzję w sprawie córki. To musiało się tak skończyć
Marta Nawrocka ujawniła, że została już dwukrotnie przesłuchana w sprawie fali hejtu, jaka zalała jej 7-letnią córkę. Ten koszmar, który rozegrał się na oczach całej Polski, boleśnie dotknął bezbronną dziewczynkę. Do prokuratury wpłynęły setki zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa, a śledczy bezwzględnie tropią autorów obelg. Dziś dowiadujemy się, jak wysoką cenę zapłaciła rodzina prezydencka.
Fala hejtu po wieczorze wyborczym
Pierwsza Dama Marta Nawrocka wraz z mężem Karolem wychowują troje dzieci. W skład rodziny wchodzi najstarszy syn Daniel, będący pasierbem prezydenta, Antoni oraz najmłodsza córka Kasia. To właśnie ta siedmioletnia dziewczynka znalazła się w centrum brutalnego ataku internautów. Wszystko zaczęło się w trakcie wieczoru wyborczego po drugiej turze wyborów, 1 czerwca 2025 roku.
Tamtego wieczoru Kasia wystąpiła publicznie na scenie w towarzystwie rodziców oraz braci. Dziewczynka entuzjastycznie reagowała na radosną atmosferę wydarzenia. Machała do zgromadzonego tłumu i układała z dłoni serduszka w kierunku zwolenników swojego ojca. Ten niewinny gest wywołał w sieci lawinę nienawiści, która wymusiła na organach ścigania stanowczą reakcję.
Setki zawiadomień i prokuratura wkracza do akcji
Kasia Nawrocka stała się centrum zainteresowania prokuratury po tym, jak do śledczych wpłynęło kilkaset zawiadomień dotyczących znieważenia dziewczynki. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformował, że dokumenty napływały od osób prywatnych, samej matki oraz Rzecznika Praw Dziecka. Obecnie prowadzone jest sześć osobnych postępowań. Śledczy badają wpisy pod kątem znieważenia, gróźb karalnych oraz nawoływania do popełnienia przestępstw na platformach takich jak Facebook, TikTok, X, LinkedIn, Instagram oraz na forum Onetu.
W czerwcu 2025 roku opinią publiczną wstrząsnęła absurdalna sytuacja z udziałem dorosłej osoby pracującej z dziećmi. Nauczycielka z Bochni 5 czerwca zawiadomiła policję o rzekomym włamaniu na jej konto na Facebooku. To z jej profilu zamieszczono wulgarny komentarz uderzający w Kasię Nawrocką. Zaledwie osiem dni później, 13 czerwca, kobieta niespodziewanie wycofała swoje zawiadomienie. Całą sprawę drobiazgowo badała policja w Tarnowie oraz Małopolskie Kuratorium Oświaty.
Głos w tej dramatycznej sprawie zabrała kategorycznie Rzecznik Praw Dziecka. Monika Horna-Cieślak odniosła się do ataków na siedmiolatkę w swoich mediach społecznościowych. To właśnie Monika Horna-Cieślak opublikowała niezwykle stanowczy i jednoznaczny wpis.
Żadne dziecko nie zasługuje na hejt i obrażanie. Nikt w internecie nie jest anonimowy.
Przyczyny wycofania córki pary prezydenckiej z przestrzeni publicznej
Po dramatycznych wydarzeniach z czerwca, rodzice podjęli trudną decyzję o stopniowym wycofaniu wizerunku córki z przestrzeni publicznej. Mimo hejtu, dziewczynka uczestniczyła jeszcze w kluczowych wizytach zagranicznych, takich jak wizyta w Watykanie i spotkanie z papieżem, przed ostatecznym wycofaniem z mediów.
Pięć miesięcy po wyborach, w listopadzie 2025 roku, Marta Nawrocka udzieliła obszernego wywiadu magazynowi "Viva!". To właśnie wtedy, pierwszy raz od tych wydarzeń, żona prezydenta zdecydowała się otwarcie opowiedzieć o koszmarze, przez który przeszła jej rodzina.
Mnóstwo osób, których nawet nie znamy, niezależnie od poglądów politycznych, stanęło w obronie Kasi. Zostałam już dwukrotnie przesłuchana w tej sprawie i mam nadzieję, że negatywne treści znikną z przestrzeni publicznej. Kasia nie powinna widzieć takich rzeczy o sobie.
Decyzja o ukrywaniu dziecka w obawie przed agresją dorosłych obnaża brutalną rzeczywistość kampanii wyborczych. Ekspertka do spraw wizerunku, Marta Rodzik, przeanalizowała tę sytuację. W rozmowie z serwisem Plejada wskazała na powtarzający się od lat mechanizm.
W polskiej polityce to w sumie dość częsty schemat: w kampanii rodzina jest bardzo widoczna, a po kilku miesiącach znika z pierwszego planu, szczególnie gdy chodzi o dzieci.
