Pilny komunikat mamy pięcioraczków. Ogłosiła koniec, dramatyczny wpis niesie się po sieci
Szok i gorzkie wyznanie Dominiki Clarke, znanej jako mama „pięcioraczków z Horyńca”. Kobieta poinformowała w mediach społecznościowych, że jest zmuszona zamknąć istotny rozdział swojego życia — i jak podkreśla, wcale nie była to jej decyzja. Nie kryje rozgoryczenia i jasno daje do zrozumienia, że obecny bieg wydarzeń ją przytłacza.
Clarke przenieśli życie do Tajlandii
Rodzina Clarke od dłuższego czasu funkcjonuje w przestrzeni publicznej, a ich codzienność obserwują tysiące osób w mediach społecznościowych.
W pewnym momencie Clarke’owie zdecydowali się na zmianę miejsca życia i przenieśli się do Tajlandii. Jak wskazywali wcześniej, celem było ograniczenie presji i zwiększenie prywatności, która w Polsce była trudna do utrzymania przy tak dużym zainteresowaniu internautów. Nowe miejsce zamieszkania oznaczało także zmianę rytmu dnia oraz organizacji codziennych obowiązków związanych z dużą rodziną. Pomimo przeprowadzki zainteresowanie rodziną nie osłabło. Publikowane materiały w sieci nadal trafiają do szerokiego grona odbiorców i są komentowane przez obserwujących. Każda informacja dotycząca życia Clarke’ów szybko zaczyna funkcjonować w obiegu internetowym, co sprawia, że ich codzienność pozostaje widoczna dla publiczności mimo zmiany kraju zamieszkania.
To właśnie ta stała obecność w sieci sprawia, że nawet drobne zmiany w ich życiu szybko stają się szeroko komentowane i natychmiast pojawiają się w dyskusjach internautów.
Clarke rezygnuje z biznesu po groźbach
Dominika Clarke opublikowała na Facebooku obszerny wpis, w którym poinformowała o odejściu z biznesu, który miał być dla niej formą „normalnej pracy”, jak określała to część osób krytycznych wobec jej wcześniejszej aktywności. Wpis odnosił się do sytuacji związanej z działalnością, którą współtworzyła.
ZMUSILIŚCIE MNIE DO REZYGNACJI... CZY TAK WYGLĄDA WASZA „TROSKA”? Piszę to z ogromnym bólem, ale i z furią, której nie zamierzam już ukrywać. Zostałam zmuszona do rezygnacji z pracy w biurze. Nie potrafię pojąć logiki osób, które od dwóch lat wykrzykują w moją stronę: „zniknij z sieci i idź do normalnej pracy!”. Zrobiłam to. Otworzyłam biuro, nawiązałam współpracę, zaczęłam budować coś stabilnego poza mediami społecznościowymi. I co zrobiłyście, drogie „obrończynie”? Zniszczyłyście to, zanim na dobre ruszyło.
Jak wynika z jej relacji, decyzja była spowodowana falą anonimowych wiadomości i gróźb kierowanych wobec jej wspólników. W obawie o ich komfort i bezpieczeństwo Clarke zdecydowała się na wycofanie z firmy — jak zaznaczyła w treści posta.
Nękanie mojej wspólniczki, zastraszanie jej, ohydne kłamstwa o moich rzekomych długach i próby zaszczucia każdego, kto podał mi rękę - to jest Wasze „dobro dzieci”? Zabrałyście matce 11 dzieci możliwość legalnego zarobkowania w biurze. Czy teraz Wasze sumienia są czyste? Osiągnęłyście swój cel: dla bezpieczeństwa moich partnerów biznesowych i spokoju rodziny, wycofuję się z tego projektu. Ale nie myślcie, że to koniec.
W komunikacie zapowiedziała również podjęcie kroków prawnych wobec osób odpowiedzialnych za zastraszanie.
Wszystkie dowody nękania, maile z pogróżkami, screeny z grup lokalnych i próby sabotażu moich działań zawodowych są już zabezpieczone. Przekazałam sprawę prawnikowi. To już nie jest internetowy hejt - to jest celowe niszczenie reputacji i miejsca pracy, a za to w polskim prawie płaci się wysoką cenę.
W swoim wpisie odniosła się także do zarzutów dotyczących finansowania życia. Podkreśliła, że prowadzenie biura podróży miało być alternatywą dla krytykowanego przez niektórych modelu opartego na zbiórkach internetowych.
Skoro tak bardzo nie chciałyście, bym pracowała w biurze, to wracam do tego, w czym jestem najlepsza i czego nikt mi nie zabierze - do pracy ONLINE. Nie dam Wam tej satysfakcji, bym siedziała i płakała. Już teraz zapraszam wszystkich, którzy chcą się uczyć języka angielskiego w radosnej atmosferze, na mój nowy profil: ANGIELSKI na 50 PLUS.
Wpis zakończył się licznymi komentarzami obserwujących, w których dominowały głosy wsparcia. W komentarzach pod wpisem pojawiło się wiele reakcji od obserwatorów. Część użytkowników wyrażała zrozumienie dla decyzji, zwracając uwagę na skalę presji, z jaką mierzy się rodzina Clarke w sieci. Wpis szybko zaczął być szeroko udostępniany, co dodatkowo zwiększyło jego zasięg.
- I to kobieta kobiecie tak niszczy życie ? wstyd! to mało powiedziane bo to przykro jest jak takie osoby muszą być nieszczęśliwe i niekochane że plują takim jadem.
- Brakuje słów dosłownie.. ludzie, przecież ona musi zarabiać by utrzymać rodzinę, po co niszczycie coś co tworzy?
- Domi trzymaj się jesteśmy z tobą i aha nie rezygnuj z pracy bo to wazne
- Zdrowia i wytrwałości w tym niecodziennym czasie, Dominiko,trzymaj się,mam nadzieję, że tym wszystkim hejterom przyjdzie dzień zapłaty [pisownia oryginalna - przyp. red.]
Licencja Dominiki Clarke
Dominika Clarke poinformowała wcześniej o uzyskaniu licencji na prowadzenie działalności turystycznej, co umożliwia jej formalne prowadzenie biura podróży. Dokument ten daje jej możliwość organizowania usług związanych z podróżami w sposób zgodny z przepisami.
Kochani, cudowny dzień! Dzisiaj otrzymałam licencję na prowadzenie działalności turystycznej w Tajlandii! Go Lanta Co. Ltd.! - pisała jakiś czas temu.
Zakres działalności obejmował m.in. organizowanie i sprzedaż wycieczek po Tajlandii, tworzenie programów wyjazdów, rezerwację transportu oraz koordynację zakwaterowania dla klientów. Jak podkreślała w swoich wcześniejszych wpisach, był to dla niej nowy etap zawodowy. Sama Clarke zwracała uwagę na trudne początki związane z uzyskaniem uprawnień i organizacją działalności. W jednym z komunikatów opisywała proces jako wymagający, ale zakończony sukcesem.
Pamiętacie jak przyjechałam tu z 11 dziećmi nie znając języka? Jak uczyłam się wszystkiego od zera? Małymi kroczkami do przodu! Krok po kroku! Dzień po dniu! Dzisiaj? Wiatr w żagle. Oficjalnie mogę prowadzić moje biuro podróży – czytamy we wpisie na Facebooku.
Czy Clarke na tym nie poprzestanie i podejmie nowe próby budowania stabilnego źródła utrzymania?