Schudł aż 50 kg! Niewiarygodna metamorfoza Olka Klepacza. Jest nie do poznania
Olek Klepacz, legendarny lider i wokalista zespołu Formacja Nieżywych Schabuff, świętował niedawno swoje 60. urodziny. Choć artysta od dekad jest obecny na polskiej scenie muzycznej, jego najnowszy wygląd zszokował opinię publiczną. Muzyk przeszedł spektakularną metamorfozę i zrzucił aż 50 kilogramów. Pojawił się na koncercie „Lato z Radiem i Telewizją Polską 2026” i jest nie do poznania.
Dramatyczne chwile w dzieciństwie i doświadczenie śmierci klinicznej
Podejście Olka Klepacza do życia zdeterminowało traumatyczne wydarzenie z dzieciństwa. Jako zaledwie siedmioletni chłopiec, przyszły gwiazdor estrady trafił do szpitala, gdzie musiał przejść skomplikowaną, ośmiogodzinną operację. W trakcie zabiegu doszło do dramatycznego wypadku – lekarze niechcący przecięli mu tętnicę. Nagły, potężny krwotok doprowadził do tego, że chłopiec przeżył śmierć kliniczną.
Wokalista do dziś pamięta mgliste obrazy z tamtego granicznego momentu:
Widziałem pochylone nade mną ciała dziwnych ludzi, to byli lekarze... Słyszałem to gdzieś tam przez mgłę, widziałem też dziwny punkt daleko. Taki punkt jak w starym telewizorze po wyłączeniu — wspomina po latach.
Dodatkowym ciosem była wówczas śmierć innego małego pacjenta, z którym Klepacz zdążył się zaprzyjaźnić na oddziale. Te wydarzenia głęboko zapisały się w jego pamięci, choć, jak sam przyznaje, podświadomie próbował odciąć się od tych wspomnień:
Ja to bardzo skrzętnie wygumowałem ze swojej psychiki. To nie jest nic przyjemnego. Świadomość, że jesteśmy tutaj na chwilę, zdeterminowała mnie bardzo — wyznał w rozmowie z RMF FM.

Cicha walka z podstępną chorobą i powracające epizody
Kolejnym ogromnym wyzwaniem, z jakim Olek Klepacz musiał się zmierzyć w dorosłym życiu, okazała się trwająca od około dekady walka z depresją. Na antenie programu „halo tu polsat” muzyk otwarcie opowiedział o trudnych początkach zmagania się z zaburzeniami psychicznymi, które drastycznie obniżyły komfort jego codziennego funkcjonowania:
To jest już około 10 lat, od kiedy zmagam się z tą chorobą. Aczkolwiek ten pierwszy raz był dla mnie tak dziwny i niezrozumiały… Nie byłem tego w stanie w żaden sposób klasyfikować. Po prostu bardzo źle się czułem i to się przekładało na codzienny komfort życia. To się nie dzieje cały czas, permanentnie. To jest coś, co w moim przypadku wracało. To się zwie epizodami — wyjaśnił artysta.
Lider Formacji Nieżywych Schabuff bez owijania w bawełnę opisał stan kompletnej apatii i paraliżującego wyobcowania, który towarzyszy mu podczas nasilenia choroby, podkreślając, że depresja nie ma nic wspólnego ze zwykłym, chwilowym smutkiem:
Nie byłem w stanie zorientować się w tym wszystkim, co się ze mną dzieje. I takie uczucie pod tytułem "samotność", chociaż była obok mnie żona, córka i moje psy ukochane, i mój dom, cały świat, to nie wiedziałem, co się ze mną dzieje po prostu. To nie jest kwestia permanentnego smutku, czy jakiegoś złego nastroju, to jest kwestia pełnej niechęci do funkcjonowania, do życia, słabości pewnej, ułomności i nieumiejętności reagowania na bodźce zewnętrzne — podsumował szczerze.
Walka z nadwagą i sztuka, która przyniosła ratunek
Przez większość swojej kariery muzycznej Olek Klepacz kojarzony był przez fanów z charakterystyczną, potężną posturą. Artysta nie ukrywał, że dodatkowe kilogramy od najmłodszych lat ściągały na niego przykre reakcje rówieśników, z którymi musiał walczyć, udowadniając swoją wewnętrzną wartość:
Jak widzicie państwo, jestem gruby. To rzecz, która mnie zawsze wyróżniała. Musiałem zawsze udowodnić światu, że oprócz tego, że jestem inny, to jestem wart tego, żeby ze mną się spotkać, nie tylko powyzywać "gruby, gruby, kręci śruby" albo "śruba pęka, gruby stęka" — mówił w wywiadzie dla RMF FM.
Przełomem okazało się zrzucenie 50 kilogramów, co całkowicie odmieniło jego aparycję. W programie „Mówię wam” Klepacz szczerze podsumował swoją życiową podróż i drogę do samoakceptacji, w której kluczową rolę odegrała twórczość artystyczna:
Całe życie byłem na lekkim aucie, bo byłem bardzo gruby (...). Dopiero sztuka pozwoliła mi się odnaleźć.
W sobotę pojawił się na koncercie „Lato z Radiem i Telewizją Polską 2026” i trudno było go rozpoznać. Głos ten sam, ale sylwetka całkiem nowa.


