Po roku od śmierci ojca Antoni Sojka ujawnia prawdę. To wydarzyło się w Sopocie
Antoni Sojka po wielu miesiącach milczenia zdecydował się na niezwykle bolesne wyznanie. W rozmowie ze „Światem Gwiazd” syn legendarnego artysty powraca wspomnieniami do tragicznych wydarzeń z 21 sierpnia 2025 roku. Choć od nagłej śmierci Stanisława Soyki minął już prawie rok, to, co wydarzyło się tuż przed planowanym festiwalem, wywołało falę domysłów i niegasnące emocje, na które teraz wreszcie poznaliśmy odpowiedź.
W podcaście prowadzonym przez Mateusza Szymkowiaka syn Stanisława Soyki opowiedział o tym, co wydarzyło się w Sopocie. Tragiczne wieści o śmierci muzyka dotarły do fanów w trakcie festiwalu. Pełna szczerości rozmowa wyjaśniła, co działo się na chwilę przed smutnymi doniesieniami.
Ostatnie chwile Stanisława Soyki
66-letni Stanisław Soyka przygotowywał się do wielkiego koncertu podczas Top of the Top Sopot Festival. Z samego rana wziął udział w próbie na scenie słynnej Opery Leśnej. Nikt z obecnych na miejscu organizatorów nie przypuszczał, że to jego ostatnie spotkanie z mikrofonem. Atmosfera przed występem była pełna oczekiwania, a fani z niecierpliwością czekali na pojawienie się legendy muzyki.
Po zejściu ze sceny artysta udał się prosto do pokoju hotelowego, by odpocząć przed wieczornym wyjściem. Jak relacjonuje Antoni Sojka, to właśnie po powrocie z porannej próby jego ojciec nagle poczuł się znacznie gorzej. Czas mijał nieubłaganie, zbliżała się pora kolejnych przygotowań, a muzyk wciąż nie pojawiał się na dole.
Zaniepokojony road manager, który na co dzień dbał o komfort i bezpieczeństwo gwiazdy, postanowił sprawdzić, dlaczego muzyk nie schodzi na umówione spotkanie. Gdy po wielokrotnym pukaniu nikt nie otwierał, wszedł do pokoju. Tam zastał widok, którego nie zapomni do końca życia – na ratunek było już za późno. Jak później ustalono, prokurator został powiadomiony o odnalezieniu ciała w sopockim hotelu około godziny 21:00.
Tata wrócił z próby do hotelu, słabiej się poczuł i zmarł. To nie jest żadna tajemnica. Ktoś po niego poszedł, żeby go wziąć, bo był tam road manager, który go pilnował. On poszedł zaniepokojony, że nie schodzi, no i się okazało, że nie żyje.
Samotna śmierć w Sopocie
Najbardziej rozdziera serce fakt, że muzyk umierał w samotności. W Sopocie nie było przy nim nikogo z bliskich. Podczas poprzednich tras często ktoś mu towarzyszył, jednak tym razem było inaczej.
Jego żona Ewa została w domu, podczas gdy syn Antoni przebywał akurat na wakacjach, z dala od Trójmiasta. Ta bolesna świadomość opuszczenia w tak krytycznym momencie ciąży dzisiaj jego bliskim najbardziej. Z powodu przebywania na urlopie Antoni Sojka nie zdążył dotrzeć na miejsce i na zawsze stracił szansę, by pożegnać się z ojcem, co dodaje całej sytuacji jeszcze większego dramatyzmu.
Wtedy na tym festiwalu nie było z nim nikogo.
Rodzina podjęła trudną decyzję
Nagłe odejście uwielbianego przez tłumy artysty błyskawicznie stało się przedmiotem wnikliwego zainteresowania służb. Prokuratura Rejonowa w Sopocie wszczęła postępowanie wyjaśniające w sprawie śmierci gwiazdora pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci, opierając się na artykule 155 Kodeksu karnego. To rutynowa, ale konieczna procedura śledcza w przypadku tak niespodziewanych zgonów w miejscach publicznych, takich jak hotele.
Przeprowadzona w kolejnych dniach sekcja zwłok całkowicie wykluczyła jednak udział osób trzecich w tym tragicznym zdarzeniu. Na ciele zmarłego nie odnaleziono żadnych śladów obrażeń wskazujących na walkę, nieszczęśliwy wypadek czy intencjonalne działanie z zewnątrz.
Śledztwo w tej sprawie zostało oficjalnie umorzone 10 grudnia 2025 roku z powodu braku znamion czynu zabronionego. Decyzja ta zamknęła formalną stronę dramatu, choć opinia publiczna wciąż szukała odpowiedzi na pytanie o bezpośrednią przyczynę zgonu legendy polskiej sceny.
Rodzina Stanisława Soyki stanowczo i kategorycznie nie wyraziła zgody na ujawnianie opinii publicznej tak intymnych szczegółów, w tym dokładnych wyników sekcji zwłok. Śledczy w pełni uszanowali to prawo do prywatności, chroniąc bliskich przed dodatkowym bólem wywołanym niepotrzebnym szumem medialnym.
Natomiast, szanując wolę rodziny zmarłego więcej informacji na temat przedmiotowego śledztwa nie udzielamy.