Uczestniczka "Sanatorium" nie wytrzymała. Grozi sądem i ujawnia, co zrobiła produkcja
Barbara Tyborowicz po udziale w “Sanatorium miłości” udzieliła mocnego wywiadu, w którym skrytykowała kulisy programu i zaatakowała Lillę Zając. Seniorka zapowiedziała możliwość podjęcia kroków prawnych, zarzucając jej rozpuszczanie plotek i naruszenie dóbr osobistych.
„Sanatorium miłości” pod ostrzałem. Barbara Tyborowicz mówi o kulisach programu
Udział w uwielbianym przez Polaków programie - “Sanatorium miłości” miał być dla Barbary Tyborowicz przygodą, szansą na nowe znajomości i oderwanie się od codzienności. Rzeczywistość, jak sama twierdzi, okazała się jednak znacznie mniej kolorowa. Seniorka niespodziewanie opuściła program w trakcie jego trwania, co już wtedy wzbudziło spore zainteresowanie widzów. Teraz, z perspektywy czasu, zdecydowała się opowiedzieć o powodach swojej decyzji i – jak podkreśla – nie zamierza niczego lukrować.
Tyborowicz już wcześniej sugerowała, że produkcja reality show nie pokazuje wszystkiego takim, jakie jest naprawdę:
Wszystko było wyreżyserowane, ukartowane i to fikcja – napisała kilka tygodni temu w poście na Facebooku.
W jej opinii wiele sytuacji miało być wyreżyserowanych lub przedstawionych w sposób wybiórczy, co mogło wpływać na odbiór uczestników przez widzów. Jej słowa wpisują się w szerszą dyskusję o autentyczności programów typu reality show, które z jednej strony mają oddawać prawdziwe emocje, a z drugiej – muszą przyciągać uwagę i budować napięcie.
Była uczestniczka nie ukrywa, że zawiodła się nie tylko na samej formule programu, ale też na relacjach z innymi kuracjuszami. Jak zaznacza, atmosfera w grupie nie zawsze sprzyjała budowaniu pozytywnych więzi. Zamiast wsparcia i życzliwości miały pojawiać się konflikty, niedopowiedzenia i – jej zdaniem – brak podstawowych manier u niektórych osób. To właśnie te doświadczenia miały ostatecznie przesądzić o jej decyzji o wyjeździe z Konstancina i zakończeniu udziału w show przed czasem.

Ostre słowa o uczestnikach i zarzuty wobec Lilli Zając
Barbara Tyborowicz w rozmowie z „Faktem” nie gryzła się w język, opisując swoje relacje z innymi uczestnikami programu. Szczególnie krytycznie wypowiedziała się o kilku osobach, podkreślając, że poziom rozmów i zachowania nie zawsze odpowiadały jej oczekiwaniom.
Nie wszyscy mieli towarzyskie maniery i obycie. Dotyczyło to Lilki, Tereski, Heńka. Ich poziom rozmów mi nie odpowiadał. Czasami też Zbyszka i Mike'a, bo nic mądrego nie wnosili, a nie dawali mi skończyć zdania. – powiedziała w rozmowie z „Faktem”.
Najwięcej emocji wzbudził jednak jej konflikt z Lillą Zając. Tyborowicz twierdzi, że od początku ich relacje były napięte i mimo prób nawiązania kontaktu nie udało się znaleźć wspólnego języka.
Zapraszałam ją na kawę, na spacer, do rozmowy. U niej tego nie było. Była zamknięta, wycofana i od początku do mnie źle nastawiona. Chodziła po pokojach i buntowała grupę przeciwko mnie. Potem pojawiły się opinie, że ją męczę. Z plotkarskich mediów dowiedziałam się, że rzekomo się pobiłyśmy, że szarpałyśmy się za włosy, że trafiłam do szpitala. Robiono ze mnie "Burzę ze Szczecina". To oglądała moja rodzina… – wyznała w „Fakcie”.
Relacja Barbary wskazuje na narastający konflikt, który z czasem miał wymknąć się spod kontroli i przenieść poza plan programu – do mediów i internetu. Seniorka podkreśla, że szczególnie dotknęły ją plotki, które – jak twierdzi – nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. W jej ocenie sytuacja ta nie tylko wpłynęła na jej samopoczucie, ale także na decyzję o opuszczeniu programu.
„Żądam przeprosin”. Tyborowicz zapowiada możliwe kroki prawne
Najmocniejszym elementem wywiadu są zapowiedzi Barbary Tyborowicz dotyczące możliwych działań prawnych wobec Lilli Zając. Seniorka jasno daje do zrozumienia, że nie zamierza dłużej ignorować sytuacji, którą uważa za krzywdzącą.
Mój brat pracuje w służbach mundurowych i doradzał, abym się broniła, bo są paragrafy za nękanie, za pomówienia w Internecie. Lilla dopuszcza się nękania i plotkowania w Internecie. Narusza moje dobra osobiste, godność i wizerunek. Żądam zaniechania tych plotek i przeprosin! Ja nikogo nie raniłam. To mnie raniono. Znam swoją wartość i wiem, że nie zrobiłam nic złego. Plotki, które wpłynęły na złą atmosferę i brak możliwości zmiany pokoju, spowodowały, że wyjechałam z Konstancina — wyjaśniła w „Fakcie”.
Na zakończenie rozmowy Tyborowicz wróciła jeszcze do sposobu, w jaki została przedstawiona w telewizji. Jej zdaniem widzowie zobaczyli jedynie fragment rzeczywistości, który nie oddaje jej prawdziwego charakteru.
To, co pokazano w telewizji, nie było pełnym obrazem mnie. Znam swoją wartość, mam doświadczenie i wiedzę. Jestem kreatywna, koleżeńska, lubię być zrozumiana, nie lubię ograniczeń i chaosu, który Lilla wprowadzała. Nie była koleżeńska, gdy byłyśmy w pokoju! Odwracała się do ściany całymi dniami i nic nie mówiła. Za to chrapała w nocy. Powinna wezwać lekarza, jeśli czuła się chora. A męczyć to sama się męczyła ze sobą, ja jej nie męczyłam, włos z głowy jej nie spadł. Niestety, żadnych szans na zmianę pokoju nie było! – podsumowała w rozmowie z „Faktem”.
Wygląda na to, że emocje po programie wciąż są bardzo żywe, a sprawa może mieć swój dalszy ciąg – być może już nie tylko medialny, ale i sądowy.

KONIECZNIE OBEJRZYJ. BYŁY ZNANY SIATKARZ O UPADKACH, DEPRESJI I DEMONACH PRZESZŁOŚCI