Nikt nie wiedział przez co przechodziła Monika Miler. "Szpital psychiatryczny uratował mi życie"
W szczerej rozmowie z „Super Expressem” Monika Miller opowiedziała o trudnych doświadczeniach z przeszłości, w tym o leczeniu psychiatrycznym, które – jak sama podkreśla – uratowało jej życie. W wywiadzie towarzyszył jej dziadek, były premier Polski Leszek Miller.
Kim jest Monika Miller i Leszek Miller? Rodzina, kariera i wspólne pasje
Monika Miller to artystka, influencerka i modelka znana z mediów społecznościowych, a także występów telewizyjnych. Jest wnuczką byłego premiera Polski Leszka Millera, jednego z najbardziej rozpoznawalnych polityków początku XXI wieku. Jak podkreślają oboje, ich relacja wykracza daleko poza rodzinne obowiązki.
W rozmowie z „Super Expressem” Leszek Miller na pytanie co ich łączy odpowiedział wprost:
Czułość, solidarność, miłość... wszystko to, co może łączyć dziadka z wnuczką.
Monika dodała także, że łączą ich wspólne zainteresowania – miłość do zwierząt, filmów science fiction oraz muzyki. Oboje przyznali, że lubią spędzać czas razem, m.in. oglądając filmy i słuchając muzyki takich artystów jak Amy Winehouse czy The Beatles.
Były premier wspominał też, że w rodzinie zawsze znajdował czas dla wnuczki, nawet w najbardziej intensywnych momentach kariery politycznej.
Starałem się wykorzystywać każdą chwilę – mówił.
Monika z kolei podkreślała, że wspólne wyjazdy, wizyty w zoo i rodzinne wakacje były dla niej bardzo ważne. W ich relacji widać wyraźną bliskość, opartą na codziennych gestach, a nie wielkich deklaracjach.

Trudne dzieciństwo i hejt w szkole. „Myślałam, że coś jest ze mną nie tak”
Monika Miller w rozmowie opisała bolesne doświadczenia z dzieciństwa, które na długo wpłynęły na jej psychikę. Jak mówiła, w szkole doświadczała przemocy rówieśniczej i wykluczenia, które wynikały z politycznej sytuacji jej rodziny.
Myślałam, że to ze mną jest coś nie tak, jakby ciążyła na mnie jakaś klątwa – wyznała.
Dopiero z czasem zrozumiała, że agresja wobec niej była skutkiem hejtu politycznego przenoszonego przez dorosłych na dzieci. Monika nie ukrywa, że czuła się bezsilna, a szkoła – jak podkreśla – często nie reagowała na to, co się działo.
Nauczyciele widzieli i pozwalali na to. To był absurd – mówiła wprost.
W rozmowie padł także wątek rodziców i ich reakcji. Monika przyznała, że często słyszała, iż inni „jej zazdroszczą”, co nie zawsze pomagało jej w radzeniu sobie z emocjami. Z kolei Leszek Miller tłumaczył, że nie interweniował bezpośrednio w szkole, uznając, że sprawy powinny być rozwiązane przez rodziców i placówkę.
Szpital psychiatryczny, terapia i powrót do równowagi. „To uratowało mi życie”
Monika Miller w rozmowie bardzo otwarcie opowiedziała również o swoim zdrowiu psychicznym i leczeniu, które trwało latami i – jak podkreśla – było świadomym wyborem, a nie nagłą decyzją pod wpływem kryzysu. Jak przyznała, pierwszy raz do szpitala psychiatrycznego trafiła w wieku 21 lat i od początku traktowała to jako element leczenia, a nie coś, co działo się „ponad nią”.
Tak, zawsze świadomie tam trafiałam. Czułam obciążenie, nie miałam narzędzi, by sobie samej poradzić – powiedziała.
W jej wypowiedziach wyraźnie wybrzmiewa, że była to droga oparta na szukaniu profesjonalnej pomocy i stopniowym odzyskiwaniu stabilności. Monika podkreśla również, że pobyty w szpitalu psychiatrycznym były dla niej realnym wsparciem, a nie miejscem tabu:
Szpitale psychiatryczne to nie są miejsca z dowcipów – one uratowały mi życie - wyznała.
Artystka mówi także o długim procesie leczenia. Za sobą ma 16 lat terapii, a dziś pozostaje w stałym kontakcie z psychiatrą i – jak zaznacza – dzięki temu normalnie funkcjonuje. Zwraca uwagę, że zdrowie psychiczne wymaga konsekwencji i profesjonalnego wsparcia, a nie prostych rad.
Wiem, jak ważna jest farmakologia. Nie wystarczy ‘wziąć się w garść’ – podkreśliła, przełamując stereotypy dotyczące leczenia psychiatrycznego.
Leszek Miller w tej samej rozmowie przyznał, że rodzina była świadoma jej trudności i starała się ją wspierać. Jak mówił, byli informowani o jej stanie i pomagali w kontaktach ze specjalistami.
Miałem wrażenie, że dźwiga potworny ciężar – wspominał, podkreślając, że starali się zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa i obecności bliskich osób.
Dziś Monika mówi o swoim zdrowiu spokojnie i bez wstydu, traktując swoją historię jako przykład tego, że szukanie pomocy może być początkiem powrotu do normalnego życia, a nie jego końcem.
