Kontrowersje wokół Cancer Fighters. Co naprawdę dzieje się z pieniędzmi? Spółka wydała oświadczenie
Kwietniowy stream Łatwoganga i Bedoesa 2115 przeszedł do historii polskiego internetu. Przez dziewięć dni transmisję śledziły setki tysięcy osób, a akcja „Diss na raka” przyniosła ostatecznie 292,7 mln zł na rzecz Fundacji Cancer Fighters. Początkowo nikt nie spodziewał się tak ogromnego wyniku, bowiem zakładano zebranie około pół miliona złotych. Pomysł wyrósł z utworu „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)”, który Bedoes nagrał razem z 11-letnią Mają Mecan z Oławy.
W trakcie streamu pojawiali się artyści, sportowcy i influencerzy, a wydarzenie przyniosło także kilka niespodziewanych momentów. Teraz, kilka miesięcy po zakończeniu zbiórki, coraz więcej osób interesuje się tym, co dokładnie dzieje się z rekordową kwotą.
Dziewięć dni transmisji Łatwoganga i rekordowa kwota
Łatwogang, czyli Piotr Hancke, wraz z Bedoesem 2115 zorganizowali w kwietniu wyjątkową akcję charytatywną. Transmisja trwała od 17 do 26 kwietnia i była prowadzona praktycznie bez przerwy. W jej trakcie pojawiały się kolejne znane osoby, a widzowie mogli obserwować nie tylko rozmowy i występy, ale także spontaniczne wydarzenia.
Jednym z symboli całej akcji stało się zapętlanie utworu „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)”. To właśnie piosenka nagrana przez Bedoesa i Maję Mecan była bezpośrednią inspiracją dla przedsięwzięcia.
Z czasem licznik zbiórki zaczął rosnąć w zawrotnym tempie. Ostatecznie akcja zakończyła się wynikiem 292 738 293,05 zł. Fundacja określiła ją mianem rekordowej zbiórki w historii internetu.
Stream miał także swoje nieoczekiwane momenty. Przed kamerami doszło między innymi do pojednań osób, które wcześniej pozostawały w konflikcie. Wszystko to sprawiło, że akcja stała się czymś więcej niż tylko internetową zbiórką.
Zobacz także: Sandra Kubicka pokazała zdjęcie z ukochanym. "6 miesięcy". Płyną gratulacje

Na co przeznaczono już ponad 100 mln zł?
Po zakończeniu streamu naturalnie pojawiło się pytanie, co stanie się z niemal 293 mln zł? Fundacja Cancer Fighters deklaruje, że środki są przeznaczane na pomoc dzieciom chorym onkologicznie, leczenie pacjentów oraz wsparcie placówek medycznych.
Według najnowszych informacji fundacja rozdysponowała już ponad 100 mln zł zebranej kwoty. Pieniądze miały trafić między innymi do pacjentów oraz szpitali i klinik onkologicznych. W komunikacie cytowanym przez media prezes Cancer Fighters Marek Kopyść zapewniał:
292 miliony złotych trafią do dzieci chorych na raka. 100 procent kwoty zebranej podczas streamu Łatwoganga i Bedoesa 2115 zostanie przekazane na polską onkologię.
Fundacja przekazała również, że „zamknęliśmy zbiórki 323 pacjentów, wpłacając na nie ponad 30 milionów złotych”. Kolejnym elementem miało być przekazanie pieniędzy dziecięcym oddziałom onkologicznym oraz finansowanie modernizacji klinik. Zgodnie z deklaracjami organizacji na ten cel ma zostać przeznaczonych łącznie kilkadziesiąt milionów złotych.
Fundacja podkreśla, że decyzje dotyczące rozdysponowania pieniędzy są konsultowane z radą ekspercką, w której zasiadają osoby związane z onkologią.
Zobacz także: Żona Macieja Orłosia nie zamierza milczeć. Bez ogródek wypaliła ws. Filipa i Bianki Chajzerów
Spółka Boxing Challenge pod lupą
W ostatnich dniach wokół Cancer Fighters pojawiły się jednak nowe pytania. „Rzeczpospolita” przyjrzała się finansom Boxing Challenge, spółki należącej do fundacji i związanej z organizacją charytatywnych gal bokserskich. Według danych za 2025 rok spółka miała 343,3 tys. zł przychodów, natomiast jej koszty wyniosły około 354 tys. zł. Największą pozycję stanowiły wynagrodzenia, ubezpieczenia i świadczenia – łącznie około 218 tys. zł. Kwota ta przypadła jedynemu członkowi zarządu, prezesowi Jakubowi Michalskiemu.
Spółka nie zatrudniała pracowników, a jednocześnie odpowiadała za organizację gal bokserskich. Według informacji przedstawionych przez fundację koszt pojedynczej gali wynosił około 100–120 tys. zł, przy czym część wsparcia była przekazywana w formie barterów.
Te dane stały się podstawą pytań ekspertów o sposób rozdzielania kosztów pomiędzy fundację a spółkę. Katarzyna Batko-Tołuć z Watchdog Polska zwróciła uwagę na możliwość powstania konfliktu interesów i potrzebę jasnego rozdzielenia działalności obu podmiotów. Są to jednak oceny i pytania dotyczące organizacji działalności, a nie stwierdzenie, że środki ze zbiórki zostały wykorzystane niezgodnie z przeznaczeniem.
Koszty spółki organizującej gale wydają się niskie jak na skalę takich wydarzeń. Rodzi to podejrzenie, że dochodzi do nieoficjalnego wykorzystywania na ten cel zasobów statutowych fundacji, co jest niezgodne z prawem – mówiła w rozmowie z "Rz" Katarzyna Batko-Tołuć z Watchdog Polska.
Sama Fundacja Cancer Fighters zapewnia, że pieniądze z akcji Łatwoganga mają trafić na polską onkologię. Organizacja deklaruje również pełną jawność wydatków i zapowiada udostępnienie dokumentów po zakończeniu roku oraz ich ocenę przez biegłego rewidenta.
Tym samym historia rekordowego streamu ma dziś kolejny rozdział. Po ogromnym sukcesie zbiórki uwaga przeniosła się z licznika wpłat na pytanie, jak dokładnie rozdysponowywane są setki milionów złotych. Najważniejsze deklaracje fundacji wskazują na leczenie pacjentów, wsparcie szpitali i rozwój infrastruktury onkologicznej, a jednocześnie publikacje dotyczące finansów powiązanej spółki wywołały dyskusję o przejrzystości działania organizacji.
Pełne oświadczenie Fundacji Cancer Fighters zobaczycie poniżej: