Łatwogang z wielką prośbą do ekipy. Musieli się zatrzymać. „Nie daję rady”
Przejazd charytatywny Łatwoganga trwa nieprzerwanie od piątku popołudniu. Influencer przemierza Polskę na rowerze, zbierając pieniądze dla chorego Maksa. W trakcie akcji przyznał, że jest skrajnie zmęczony i poprosił ekipę o jedno.
Łatwogang jedzie przez Polskę i porusza tysiące osób
Akcja Łatwoganga od początku wzbudza ogromne emocje wśród internautów. Przejazd rozpoczął się w piątek po godzinie 16 i od tamtej chwili influencer praktycznie nie schodzi z roweru. Odpoczywał jedynie podczas bardzo krótkich postojów oraz dwóch nocnych przerw na sen. Pierwsza trwała około pół godziny przed 1 w nocy, druga między 4 a 6 rano. Spał w samochodzie technicznym, który towarzyszy mu od samego Zakopanego.
Choć sam wielokrotnie podkreślał, że nadal ma w sobie sporo energii, nie ukrywał też, że trasa jest ogromnym wyzwaniem fizycznym. Szczególnie nocą było widać, jak bardzo daje mu się we znaki zmęczenie. Mimo to konsekwentnie powtarzał, że jedzie przede wszystkim dla Maksa i nie zamierza się poddać.
Ogromne znaczenie ma dla niego także wsparcie innych rowerzystów. Wielu z nich dołączało do przejazdu na różnych etapach trasy i wspólnie pokonywali kolejne kilometry.
„Mamy wyrozumiałą ekipę. Chłopaki jadą ze mną. Gdyby nie oni, to już dawno bym nie jechał. Są niesamowici. Niektórzy z nich mają w nogach po 300–400 km”
Na trasie regularnie pojawiają się również kibice. Czekają przy drogach, biją brawo, proszą o zdjęcia i dopingują influencera nawet późno w nocy. Łatwogang przyznał, że momentami bardzo go to wzrusza i dodaje mu sił do dalszej jazdy.

Wielki sukces zbiórki. Padło ponad 12 milionów złotych
Najważniejsza wiadomość pojawiła się w niedzielny poranek. Dokładnie o godzinie 8:44 udało się osiągnąć główny cel zbiórki, czyli 12 milionów złotych dla Maksa. Dla obserwatorów całej akcji był to prawdziwie przełomowy moment. Internet błyskawicznie zalały gratulacje, a licznik wpłat nadal rósł w zawrotnym tempie.
Co ważne, zakończenie podstawowego celu nie oznacza końca całej inicjatywy. Organizatorzy od początku zakładali, że jeśli uda się przekroczyć wyznaczoną kwotę, kolejne środki zostaną przeznaczone na pomoc następnemu dziecku zmagającemu się z tą samą chorobą. Tak właśnie się stało.
Nadwyżka po przekroczeniu 12 milionów złotych trafi na leczenie 4-letniego Adasia. Już chwilę po osiągnięciu głównego celu internauci zaczęli wpłacać kolejne pieniądze. Do godziny 15:30 w niedzielę udało się zebrać dodatkowo ponad 2,4 miliona złotych.
Sam Łatwogang nie ukrywał, że skala zainteresowania akcją całkowicie go zaskoczyła.
„Nie spodziewałem się, że wokół tego wszystkiego będzie aż taki szum, ale bardzo się z tego cieszę. Im więcej pomocy, tym lepiej. To pokazuje, jak wspaniałym narodem jesteśmy i jak bardzo chcemy pomagać”
Kryzys na trasie. „Ja już nie daję rady”
Choć atmosfera wokół przejazdu jest bardzo pozytywna, sam Łatwogang przeżywa na trasie prawdziwy fizyczny rollercoaster. W pewnym momencie zwrócił się do swojej ekipy z bardzo konkretną prośbą o zmniejszenie tempa jazdy.
„Damy radę zejść do dwudziestki? Ja już nie daję rady, na chwilę chociaż, siadają mi nogi.”
Influencer wyjaśnił później, że chodziło o obniżenie prędkości do około 20 kilometrów na godzinę. Przyznał też otwarcie, że organizm jest już na granicy wytrzymałości:
„Jestem słabiutki już.”
Dodatkowym problemem okazały się trudne warunki na trasie. Łatwogang narzekał między innymi na mocny wiatr wiejący prosto w twarz, który znacząco utrudniał jazdę i odbierał resztki sił. Sam zaznaczył, że tempo narzucone podczas przejazdu jest dla niego bardzo wymagające.
„To tempo jest dla mnie szybkie, ja zwykle koło 17 jadę (…) Jest mi k***a szczerze w ch*j słabo. Ja nie wiem jak my tam dojdziemy, 100 km zostało."
Mimo wyraźnego kryzysu nie zabrakło też charakterystycznego dla niego dystansu do samego siebie. Chwilę później próbował motywować zarówno siebie, jak i ekipę.
„Trzeba się wziąć w garść, ja tak zawsze jak zmęczony jestem to zaczynam narzekać.”
Łatwogang zdradził, że bardzo bolą go już plecy i ręce, zrobili przerwę, żeby odpoczął, ale niedługo wrócą na trasę.
