Maja Chwalińska nie miała pieniędzy na hotel. Musiała nocować w takim miejscu. Zgroza
Czy można połączyć błyszczące w słońcu korty, luksusowe hotele i wielomilionowe czeki z twardą, codzienną rzeczywistością? Tak większość z nas wyobraża sobie codzienność zawodowego tenisa. Życie bywa jednak znacznie bardziej przyziemne i potrafi zaskoczyć logistycznym torem przeszkód. Przekonała się o tym polska zawodniczka, której niedawne sukcesy zachwyciły kibiców na całym świecie, choć jeszcze chwilę wcześniej jej sztab musiał wykazać się niezwykłą kreatywnością, by znaleźć zwykły dach nad głową podczas dalekich wyjazdów turniejowych.
Ile wygrała Maja Chwalińska?
Maja Chwalińska ma dopiero 24 lata, a jej sportowa biografia już teraz przypomina gotowy scenariusz na film kinowy. Jej kapitalny występ podczas turnieju Roland Garros przyniósł jej nie tylko ogromne uznanie, ale też nagrodę w wysokości 1,4 miliona euro. Mogłoby się wydawać, że taka suma raz na zawsze rozwiązuje wszelkie problemy materialne.
Diabeł tkwi jednak w szczegółach, o czym opowiedział menedżer tenisistki, Piotr Szczypka, w programie „Fakty po Faktach” na antenie TVN24. Jak zauważył w rozmowie z Katarzyną Kolendą-Zaleską, od tej kwoty należy odliczyć potężne podatki oraz koszty bieżącego utrzymania profesjonalnego sztabu szkoleniowego. W efekcie to, co na ekranie wygląda na astronomiczną fortunę, w bolesnej rzeczywistości bardzo szybko topnieje.
Solidarność na końcu świata
Zanim jednak pojawiły się wielkie wygrane, ekipa Chwalińskiej musiała regularnie mierzyć się z prozą życia. Przed wielkoszlemowym turniejem Australian Open w 2023 roku niebotyczne ceny hoteli w Melbourne okazały się barierą nie do przejścia. Menedżer, szukając ratunku i radząc się wcześniej doświadczonych graczy, takich jak Łukasz Kubot, zdecydował się na opublikowanie nietypowego apelu na Facebooku z prośbą o pomoc w znalezieniu tańszego zakwaterowania.
Choć uciążliwa kontuzja ostatecznie wykluczyła Maję z tamtych zawodów, to ten sam plan oszczędnościowy niespodziewanie zadziałał w zupełnie innym zakątku globu.
Tak musiała nocować
Podczas zmagań w Nowej Zelandii cała ekipa przez niemal miesiąc mieszkała u pani Alice – Polki, która bezinteresownie otworzyła przed nimi drzwi swojego domu. Co więcej, po kilku dniach gospodyni zostawiła im klucze i wyjechała, wykazując się absolutnym zaufaniem.
Jak wspominał Szczypka, było to niesamowite przeżycie, że na krańcu świata Polak potrafił tak szybko zaufać drugiemu Polakowi. Ta piękna lekcja ludzkiej solidarności pokazuje, że w drodze na szczyt liczą się nie tylko punkty w rankingu, ale przede wszystkim życzliwi ludzie spotkani po drodze. Dziś, gdy Maja śmiało rzuca wyzwanie najlepszym rakietom świata, warto pamiętać o tej niezwykłej podróży.