„Miałem córkę, mam syna”. Transpłciowe dziecko Jacka Braciaka w śniadaniówce
Jacek Braciak jest ojcem trojga dzieci, w tym Konrada Braciaka – transpłciowego mężczyzny, który otwarcie mówi o swojej drodze do życia w zgodzie z tożsamością. Aktor publicznie wsparł syna i podkreślił, że akceptacja w rodzinie ma kluczowe znaczenie.
Konrad Braciak i jego droga do życia w zgodzie ze sobą. Kim jest syn znanego aktora?
Jacek Braciak od lat cieszy się opinią jednego z najbardziej wszechstronnych polskich aktorów – widzowie znają go zarówno z kina ambitnego, np. z filmu “Kler” czy “Pod Mocnym Aniołem”, jak i popularnych seriali, jak np. “Rodzinka.pl” czy “Kasia i Tomek”. Na ekranie potrafi być surowy, zabawny, nieprzewidywalny, ale prywatnie przede wszystkim jest ojcem trójki dzieci. I to właśnie ta rola – jak się okazuje – przyniosła mu jedną z ważniejszych życiowych lekcji.
Jego syn, Konrad Braciak, przez lata szedł własną drogą, która nie zawsze była łatwa. Urodził się jako Jadwiga, jednak z czasem odkrył, że jego tożsamość płciowa jest inna. Dziś mówi o sobie wprost – jest transpłciowym mężczyzną i nie zamierza tego ukrywać ani łagodzić przekazu.W szczerym wyznaniu opublikowanym na mlodeglowy.pl napisał:
Jestem suflerem. Jestem homoseksualnym transpłciowym mężczyzną. Żałuję, że nie jest to bez znaczenia.
Konrad nie idealizuje swojej historii. Podkreśla, że codzienność osób transpłciowych bywa trudna, zwłaszcza gdy trzeba odpowiadać na pytania, które często przekraczają granice prywatności. Zwraca uwagę, że wiele osób bardziej interesuje jego ciało niż to, kim jest jako człowiek.
Jednym z najtrudniejszych momentów była decyzja o formalnej tranzycji. To właśnie wtedy musiał zmierzyć się nie tylko z własnymi emocjami, ale też z systemem prawnym, który wymaga od osób transpłciowych podjęcia bardzo konkretnych, często bolesnych kroków.
Dziś jednak Konrad mówi jasno – żyje w zgodzie ze sobą, ma stabilną pracę, bliską osobę u boku i poczucie, że wreszcie może po prostu być sobą.

„Miałem córkę, mam syna” – reakcja Jacka Braciaka
Jacek Braciak przez lata chronił swoje życie prywatne, jednak w tej sprawie postanowił zabrać głos – i zrobił to w sposób, który dla wielu stał się symbolem rodzicielskiej akceptacji. Aktor jasno powiedział, że najważniejsze jest dla niego dobro dziecka i jego autentyczność.
Niegdyś w rozmowie ze „Zwierciadłem” wyznał:
Jestem ojcem dwóch córek i syna. Dlatego że moja córka okazała się mężczyzną w swojej istocie, w swoim wnętrzu, myśleniu, więc w tej chwili mam syna.
To zdanie odbiło się szerokim echem i zostało odebrane jako wyraźny gest wsparcia. Co ważne, dla Konrada nie było to zaskoczenie, lecz raczej publiczne potwierdzenie tego, co od dawna czuł w relacji z ojcem.
Sam Konrad przyznał:
Dobrze się stało. Miałem łzy w oczach, gdy tata powiedział mi o wywiadzie. Nie potrzebowałem tego, bo wiedziałem, że tata się mnie nie wstydzi, jednak był to ogromny wyraz akceptacji.
Relacja między ojcem a synem opiera się dziś na zrozumieniu i wzajemnym szacunku. Braciak nie ukrywa, że była to dla niego także osobista lekcja – empatii, otwartości i redefiniowania tego, czym jest rodzicielstwo. Zamiast kurczowo trzymać się dawnych wyobrażeń, postawił na autentyczny kontakt z dzieckiem.
W świecie, w którym temat transpłciowości wciąż budzi emocje, taka postawa ma szczególne znaczenie. Pokazuje, że nawet jeśli droga do akceptacji bywa trudna, może prowadzić do jeszcze silniejszych więzi rodzinnych.
Trudna procedura i życie po zmianie dokumentów
Jednym z najbardziej wymagających etapów w życiu Konrada była procedura prawna związana ze zmianą płci w dokumentach. Jakiś czas temu w programie „halo tu polsat” opowiedział o niej bez upiększeń, pokazując, jak wygląda rzeczywistość osób transpłciowych w Polsce. By dokonać zmiany płci musiał wówczas pozwać własnych rodziców.
Wyjaśnił:
Ja do moich rodziców nic nie mam. Gdyby procedura tak nie wyglądała w Polsce, to bym ich nie pozywał, bo nie mam o co. Ale tak wygląda procedura. Praktyka sądownicza jest taka, że należy kogoś pozwać. Nie pamiętam, w którym roku została podjęta decyzja, że nie będziemy pozywać państwa polskiego i Skarbu Państwa. Bo wcześniej pozywaliśmy państwo. [...] To jest pozew o ustalenie płci, tak to się nazywa.
Proces sądowy okazał się ogromnym obciążeniem psychicznym:
Taki proces jest bardzo trudny. Należy usiąść po przeciwnych stronach sali sądowej z własnymi rodzicami. I odpowiadać na pytania obcego człowieka o to, jak wygląda moje życie prywatne, jak wyglądają plany, dotyczące mojego ciała. [...] Są też zadawane pytania zupełnie niezwiązane z tematem.
Mimo tych trudności Konrad podkreśla, że mógł liczyć na wsparcie najbliższych:
Moi rodzice są bardzo wspierający. Oczywiście jest to dla nich... nie, poprawię się, było to dla nich trudne na początku. Ale w tej chwili, to w ogóle nie jest dla nas temat do rozmów, na tym etapie. [...] Teraz mają syna.
Na koniec padło najważniejsze pytanie – o szczęście. Odpowiedź była bardzo szczera:
Bardzo jestem szczęśliwy. Może przesadą byłoby powiedzieć, że czekałem na to całe życie. Ale na samą decyzję, na ten spokój, który mam teraz. Na to, że nie muszę już myśleć o swojej tożsamości non stop. Na to czekałem co najmniej trzy lata.
To historia o trudnej drodze, ale też o tym, że wsparcie rodziny naprawdę robi różnicę – i pozwala zacząć nowy rozdział na własnych zasadach.


KONIECZNIE OBEJRZYJ. BYŁY ZNANY SIATKARZ O UPADKACH, DEPRESJI I DEMONACH PRZESZŁOŚCI: