Ojciec ks. Kaczkowskiego nie żyje. "Był dla Jana nauczycielem życia"
Istnieją w życiu relacje, które wymykają się sztywnym schematom. Pokazują nam one, że autentyczna miłość oraz wzajemny szacunek potrafią bez trudu budować trwałe mosty nad światopoglądowymi przepaściami. Nie żyje "Ziuk" Kaczkowski. Ojciec ks. Jana odszedł 10 lat po śmierci syna, pozostawiając po sobie pamięć o niezwykłej klasie, ogromnym dystansie do otaczającej rzeczywistości i miłości, która nigdy nie stawiała żadnych warunków. Ta niezwykle smutna wiadomość, przekazana oficjalnie przez Fundację im. ks. Jana Kaczkowskiego, głęboko poruszyła tysiące Polaków, dla których ta dwójka od lat stanowiła symbol niespotykanej, pięknej rodzinnej więzi.
"Ziutek" był niezwykle blisko z synem
Józef Kaczkowski, przez bliskich i przyjaciół nazywany ciepło „Ziukiem”, przez dekady pozostawał nieco w cieniu swojego niezwykle popularnego, medialnego syna. A jednak to właśnie on był tym cichym, stabilnym fundamentem, na którym wyrosła nietuzinkowa osobowość słynnego „Johnny’ego”. Historia ich wzajemnych relacji fascynowała opinię publiczną z jednego, niezwykle wyraźnego powodu – pan Józef otwarcie deklarował się przecież jako agnostyk.
W świecie pełnym niepotrzebnych uprzedzeń fakt, że niewierzący ojciec wychował jednego z najbardziej charyzmatycznych, otwartych i powszechnie kochanych duchownych w naszym kraju, brzmi jak gotowy, poruszający scenariusz filmowy. I rzeczywiście, w głośnym filmie kinowym „Johnny” z 2022 roku w postać „Ziuka” po mistrzowsku wcielił się Witold Dębicki.
To ojciec nauczył go wszystkiego
Ks. Jan Kaczkowski wielokrotnie podkreślał w wywiadach, jak ogromny dług wdzięczności ma wobec swojego taty. To właśnie od niego uczył się najważniejszych życiowych wartości:
- niezłomnej odwagi w głoszeniu własnych poglądów,
- bezkompromisowej przyzwoitości na co dzień,
- specyficznego, inteligentnego i pełnego ciepła poczucia humoru,
- patrzenia na świat oraz ludzkie słabości całkowicie bez zbędnego zadęcia.
"Był dla Jana oparciem"
Gdy młody duchowny toczył swoją heroiczną i dramatyczną walkę z nieuleczalnym glejakiem mózgu, ojciec nie odstępował go na krok. Towarzyszył mu wiernie w licznych podróżach, spotkaniach autorskich czy prelekcjach, stanowiąc dla niego nieocenione oparcie.
„Był dla Jana oparciem, nauczycielem życia i człowiekiem, od którego uczył się odwagi i poczucia humoru” – napisała w pożegnalnym komunikacie sopocka instytucja.
Wielu internautów szybko dostrzegło przejmującą symbolikę dat. „Ziuk” odszedł w sobotę, 30 maja, niemal dokładnie dekadę po tym, jak cała Polska pożegnała ks. Jana. Choć za życia formalnie dzieliły ich kwestie wiary, połączyło ich głębokie, bezgraniczne oddanie. Choć ziemska podróż pana Józefa dobiegła końca, jego mądrość trwale zapisała się w sercach tych, którzy dzięki niemu zrozumieli, czym jest prawdziwe ojcownictwo.