Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
Swiatgwiazd.pl > Newsy > Nie żyje legendarny muzyk. Polacy uwielbiali jego wyjątkowe koncerty
Magdalena Szymańska
Magdalena Szymańska 09.06.2026 11:20

Nie żyje legendarny muzyk. Polacy uwielbiali jego wyjątkowe koncerty

Nie żyje legendarny muzyk. Polacy uwielbiali jego wyjątkowe koncerty
fot. Pixabay

Świat muzyki znów wstrzymał oddech po smutnej wiadomości zza oceanu. Nie żyje jedna z ikon sceny lat 70., artysta, który przez dekady wyznaczał nowe kierunki i łamał muzyczne schematy. Informacja o jego śmierci poruszyła fanów na całym świecie, a branża żegna kolejną legendę, która współtworzyła złotą erę rocka.

Kto zmarł ostatnio?

Końcówka maja i początek czerwca 2026 roku przyniosły serię smutnych informacji ze świata filmu i telewizji, które szczególnie mocno odczuli miłośnicy kina gatunkowego oraz klasycznej telewizji.

22 maja w wieku 79 lat zmarł Michael Keating, brytyjski aktor kojarzony przede wszystkim z produkcjami science fiction. Największą popularność zdobył dzięki rolom w kultowych serialach „Blake’s 7” oraz „Doctor Who”, które zapewniły mu trwałe miejsce w historii brytyjskiej popkultury. Widzowie pamiętają go również z długoletnich występów w „EastEnders”, gdzie przez lata należał do rozpoznawalnych twarzy serialu.

Kilka dni później, 30 maja, pojawiła się informacja o śmierci Kelly Curtis, aktorki i starszej siostry Jamie Lee Curtis. Miała 69 lat. Jej dorobek obejmował role filmowe i telewizyjne, w tym udział w „Star Trek: Deep Space Nine”. Poza aktorstwem angażowała się także w produkcję i współpracę przy projektach artystycznych swojej rodziny.

1 czerwca, w wieku 80 lat, odeszła Marcia Lucas, ceniona montażystka i laureatka Oscara za pracę przy „Gwiezdnych wojnach”. W jej filmografii znajdują się również takie tytuły jak „Amerykańskie graffiti” czy „THX 1138”, a także współpraca z Martinem Scorsese, która miała istotny wpływ na kształt amerykańskiego kina lat 70.

Do tej serii doniesień dołączyła również informacja z Francji — 2 czerwca zmarł Pierre Deny, aktor znany z licznych seriali obyczajowych, przez dekady obecny w rodzimej telewizji i rozpoznawalny dla szerokiej publiczności.

Z kim Ulmerowi najlepiej się współpracowało?

James „Blood” Ulmer nie należał do muzyków, których da się łatwo przypisać do jednej szuflady. Gitarzysta, wokalista i kompozytor, urodzony jako Willie James Ulmer w 1940 roku w St. Matthews w Karolinie Południowej, przez całe życie trzymał się z dala od wygodnych definicji. Zmarł w wieku 86 lat, zostawiając po sobie katalog nagrań, który wciąż brzmi świeżo właśnie dlatego, że nie próbował nikomu się podobać. Jego styl był surowy, bezpośredni i wyraźnie rozpoznawalny od pierwszych taktów.

W jego grze słychać było blues, ale nie w szkolnej, poprawnej wersji. Był tam też free jazz, funk, rock i coś jeszcze, co trudno nazwać inaczej niż własnym językiem Ulmera. Nie budował muzyki na efektownych ozdobnikach, tylko na napięciu, rytmie i ostrej ekspresji. Dla jednych była to gitarowa dzikość, dla innych pełna kontrola nad chaosem. W obu przypadkach chodziło o artystę, który nie odpuszczał ani w brzmieniu, ani w podejściu do sceny.

Początek jego drogi nie zapowiadał późniejszej pozycji w muzyce improwizowanej. Dopiero przeprowadzka do Nowego Jorku w 1971 roku otworzyła mu dostęp do środowiska, które szukało nowych form wyrazu. Ulmer wszedł w ten świat bez ostentacji, ale bardzo wyraźnie. Szybko stał się muzykiem, którego trudno było pomylić z kimkolwiek innym, a jego nazwisko zaczęło funkcjonować jako znak jakości dla słuchaczy ceniących ryzyko, a nie wygodę.

Ważnym momentem w karierze Ulmera była współpraca z Ornettem Colemanem. To właśnie z nim jako pierwszy gitarzysta elektryczny pracował podczas nagrań i koncertów, co samo w sobie mówi sporo o zaufaniu i muzycznej odwadze. Coleman nie szukał wykonawców odtwarzających gotowe schematy. 

Kiedy pracujesz z kimś bliskim, tak jak ja i Coleman, myśl nigdy nie dotyczy tego, co robicie dla siebie nawzajem. – mówił w wywiadzie dla „Furious”

Wcześniej współpracował także z Artem Blakeyem i Joe Hendersonem, ale to kontakt z Colemanem mocniej uporządkował jego własny styl. Ulmer nie kopiował nikogo, tylko zaczął jeszcze wyraźniej łączyć swobodę free jazzu z bluesowym ciężarem i rockową energią. Efekt był prosty do rozpoznania, choć trudny do zaszufladkowania: muzyka o ostrych krawędziach, ale bez przypadkowości. 

Myśl dotyczy tego, co robisz dla tego, co próbujesz zrobić. Coleman zawsze pracował nad czymś konkretnym i starał się to osiągnąć na najwyższym możliwym poziomie. Więc kiedy już to zrobisz, nie masz czasu myśleć o tym, jak kogoś wkurzyć. Próbujesz dokończyć to dzieło - mówił

Sam Ulmer często dawał do zrozumienia, że ważniejsza od osobistych ambicji była dla niego sztuka jako taka. I w jego przypadku nie brzmiało to jak deklaracja do folderu promocyjnego, tylko jak konsekwencja całej kariery. Nie szedł drogą, która prowadzi do najłatwiejszej popularności. Wolał ruch w bok, napięcie, zderzenie stylów i ryzyko. Dzięki temu jego muzyka nie starzała się tak szybko jak wiele bardziej oczywistych nagrań z tego samego okresu.

Najbardziej pamiętne przeboje muzyka?

W dyskografii Jamesa „Blooda” Ulmera szczególnie mocno wybrzmiewają albumy „Are You Glad to Be in America?”, „Free Lancing” i „Black Rock”. Każdy z nich pokazuje inną stronę jego myślenia o gitarze i formie, ale wszystkie łączy jedna cecha: brak zgody na muzyczne kompromisy. Ulmer nie nagrywał po to, by wpisać się w obowiązujący trend. Nagrywał po to, by przesuwać własne granice.

Nie był gwiazdą masowej skali, choć wcale nie wyglądał na artystę, który chciał takim być. Znacznie ważniejsze okazało się coś innego: wpływ na kolejne pokolenia muzyków. Krytycy i słuchacze wracali do jego nagrań, bo były inne niż większość rzeczy z półki „jazz” czy „blues”. W jego muzyce było miejsce na napięcie, bunt i brzmieniową ostrość, ale bez chaosu dla samego chaosu. To właśnie dlatego jego nazwisko przetrwało dłużej niż wiele głośniejszych karier.

Do końca pozostawał aktywny. Grał z Odyssey Band, nagrywał kolejne płyty, koncertował na świecie i nie schodził z obranej drogi. W repertuarze stale pojawiały się utwory takie jak „Are You Glad to Be in America?” i „Jazz Is the Teacher”, dobrze znane fanom jego występów. W Polsce występował kilka razy podczas Rawa Blues w Katowicach, także w duecie z Irkiem Dudkiem. Zostawił po sobie dorobek, który nie potrzebuje dopowiedzeń: niezależność, własny język i muzykę, której nie da się pomylić z cudzą.

Warto także zauważyć, że James „Blood” Ulmer, legendarny amerykański gitarzysta i wokalista łączący jazz z bluesem, występował w katowickim Spodku jako gwiazda Rawa Blues Festival. Między innymi uświetnił swoim występem 39. edycję tego wydarzenia w październiku 2019 roku, prezentując projekt Memphis Blood na Dużej Scenie. Polacy chętnie przychodzili na wydarzenia z jego udziałem.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Maciej Orłoś
Maciej Orłoś osiągnął wiek emerytalny. Wyjawił, ile może dostać z ZUS. "Nie zamierzam się skarżyć"
Świeczka
Uwielbiany aktor nie żyje. Syn partnerki miał go zaatakować nożem
Świeczka, fot. Pixabay
Nie żyje młodziutka gwiazda. Do strasznej tragedii doszło w hotelu
świeczka, fot. Pexels
Nie żyje 56-letnia uwielbiana reżyserka. "Umarła ze smutku"
Świeczka
Nie żyje legendarny wokalista. Wszyscy Polacy doskonale znają jego wyjątkowy głos. "Nasze serca są złamane"
Torbicka
Jak dobrze znasz Grażynę Torbicką? Te pytania mogą zaskoczyć
Wybór Redakcji