Nie żyje znany aktor. „Spoczywaj w pokoju, Bernardzie Verley”
Nie żyje aktor filmowy, teatralny i telewizyjny. Informację o jego śmierci przekazała rodzina. Przez ponad sześć dekad występował w produkcjach znanych reżyserów. Pożegnał go między innymi reżyser, z którym współpracował przy filmie „Dzięki Bogu”.
Rozpoczął karierę na początku lat 60. i pozostał aktywny zawodowo do ostatnich lat życia. Publiczność oglądała go zarówno w rolach głównych, jak i drugoplanowych. Pojawiał się też na scenie oraz w serialach telewizyjnych. Jego filmografia obejmuje produkcje z różnych okresów francuskiego kina.
Ostatnie pożegnania w świecie filmu, muzyki i mediów
W ostatnich tygodniach dotarły wiadomości o śmierci osób, których praca przez lata towarzyszyła widzom i słuchaczom. Wśród pożegnanych znaleźli się twórca filmowy, muzyk oraz dziennikarz. Ich kariery rozwijały się w różnych krajach i dziedzinach, lecz każda pozostawiła po sobie dzieła dobrze znane publiczności.
David Worth zmarł 4 września 2026 roku w wieku 86 lat. Reżyserował „Kickboxera” i odpowiadał za zdjęcia do „Krwawego sportu” — dwóch filmów związanych z początkiem kariery Jean-Claude’a Van Damme’a. Pracował także przy innych produkcjach, w tym z udziałem Clinta Eastwooda.
Rick Sollo zginął 21 września 2026 roku w katastrofie śmigłowca w brazylijskim stanie Santa Catarina. Wrak odnaleziono następnego dnia. W wypadku śmierć poniosły również cztery inne osoby. Muzyk miał 59 lat. Wraz z Rennerem tworzył popularny duet wykonujący muzykę sertanejo, znany między innymi z piosenki „Ela É Demais”.
W Polsce pożegnano Macieja Bakesa, o którego śmierci Polskie Radio Katowice poinformowało 27 września 2026 roku. Rozgłośnia nie podała dokładnej daty zgonu. Dziennikarz miał 79 lat i przez ponad 55 lat był związany z radiem. Słuchacze pamiętają go przede wszystkim jako twórcę i prowadzącego „Zielony telefon”. W latach 1988–1991 pełnił funkcję redaktora naczelnego stacji.
27 września 2026 roku zmarł również Dennis Haskins. Amerykański aktor miał 75 lat. Widzowie zapamiętali go jako dyrektora Richarda Beldinga z serialu „Byle do dzwonka”. W tę postać wcielał się także w kolejnych produkcjach związanych z serialem. Wiadomość o jego śmierci potwierdził wieloletni agent Jay Schachter, który wspominał serdeczność aktora i jego bliski kontakt z fanami.
Sprawdź także: 43-letnia Justyna Kowalczyk pokazała brzuszek. Doczekała się w takim wieku

Bernard Verley nie żyje. Rodzina przekazała wiadomość o śmierci aktora
Bernard Verley zmarł w niedzielę 27 września 2026 roku w Tréguier, w Bretanii. Miał 86 lat. Informację o jego śmierci rodzina przekazała francuskiej agencji AFP. Aktor urodził się 4 października 1939 roku, więc do kolejnych urodzin zabrakło mu zaledwie tygodnia. Nie podano publicznie przyczyny jego śmierci.
Wiadomość dotarła do widzów w szczególnym momencie. Na 7 października zapowiedziano francuską premierę filmu „Ni vue, ni connue” Marca Fitoussiego z udziałem Verleya. Widzowie zobaczą go w nowej produkcji już po jego śmierci.
Verley miał w dorobku role pierwszoplanowe, lecz przez znaczną część kariery tworzył także postacie drugoplanowe. To właśnie one pozwalały mu regularnie wracać na ekrany i pojawiać się w filmach twórców o bardzo różnych stylach. Grał ludzi eleganckich i opanowanych, ale powierzano mu również bohaterów budzących niepokój.
Po śmierci aktora François Ozon przypomniał ich współpracę przy filmie „Dzięki Bogu”. Reżyser podziękował mu za przyjęcie wymagającej roli:
Spoczywaj w pokoju, Bernardzie Verley
Dziękujemy Ci za to, że podjąłeś się tej niezwykle skomplikowanej roli i wcieliłeś się w nią z takim człowieczeństwem.
Sprawdź także: Tuż przed zaginięciem Emilia Koprowska wysłała wiadomość. Jej treść mrozi
Kariera Bernarda Verleya. Od teatru do filmów Rohmera i Ozona
Bernard Verley urodził się w Lille. Studiował w tamtejszej szkole sztuk pięknych, lecz ostatecznie wybrał aktorstwo. Uczył się na kursie teatralnym Dullina, a później dołączył do zespołu Théâtre National Populaire Jeana Vilara. Przed kamerą zaczął występować na początku lat 60. XX wieku. Zagrał między innymi tytułową rolę w „Napoléon II: L’Aiglon”, zwracając uwagę twórców francuskiego kina.
Jedną z najważniejszych kreacji w jego dorobku był Frédéric w „Miłości po południu” Érica Rohmera z 1972 roku. Bohater, mający żonę i dzieci, staje przed wyborem, który może zmienić jego życie rodzinne. Żonę Frédérica zagrała Françoise Verley, partnerka aktora również poza planem. Film zamykał cykl „Opowieści moralnych” Rohmera i zapewnił Verleyowi jedną z jego najbardziej rozpoznawalnych ról pierwszoplanowych.
Aktor współpracował także z Luisem Buñuelem przy „Drodze mlecznej” i „Widmie wolności”. Po okresie poświęconym produkcji filmowej wrócił do częstszych występów przed kamerą około 1990 roku. W „Królowej Margot” Patrice’a Chéreau wcielił się w kardynała de Bourbon, a w „W sercu kłamstwa” Claude’a Chabrola zagrał inspektora Louduna. Pojawił się również w „Lady Chatterley” Pascale Ferran.
Verley pracował równolegle w teatrze i telewizji. Widzowie seriali mogli zobaczyć go między innymi w „Capitaine Marleau” i „Dix pour cent”. Jedną z jego późniejszych ról był ksiądz Bernard Preynat w „Dzięki Bogu” François Ozona — filmie podejmującym temat przemocy seksualnej wobec dzieci.
Aktor pozostał zawodowo aktywny do ostatnich lat życia. Na 7 października zaplanowano francuską premierę „Ni vue, ni connue” Marca Fitoussiego, w którym również wystąpił.