Niepojęte, co działo się za zamkniętymi drzwiami TVN-u. Miszczak gorzko o odejściu ze stacji
Edward Miszczak w szczerej rozmowie u Żurnalisty wrócił do kulis swojego głośnego odejścia ze stacji TVN. Jak przyznał, w pewnym momencie miał już dość niekończących się rozmów o sprzedaży telewizji. Teraz ujawnił, co naprawdę działo się za zamkniętymi drzwiami i dlaczego powiedział „dość”.
Edward Miszczak zmienił TVN na Polsat
Edward Miszczak przez ponad dwie dekady był jednym z najważniejszych architektów sukcesu TVN. Od 1998 roku odpowiadał za programy, które nie tylko budowały oglądalność, ale też kształtowały gusta widzów. W 2022 roku zdecydował się jednak na ruch, który w branży wywołał spore poruszenie — odszedł ze stanowiska i zamknął pewien rozdział.
W życiu każdego przychodzi taki moment, że mimo sukcesów odczuwa się potrzebę zmiany. Dlatego podjąłem decyzję o odejściu, ale ludzie i to wyjątkowe miejsce zawsze będą w moim sercu — tłumaczył.
Decyzja nie była przypadkowa ani wymuszona, choć długo spekulowano o kulisach tej zmiany. Sam zainteresowany jasno podkreślił, że był to świadomy krok, wynikający z poczucia, że jego wizja przestała pasować do dalszego kierunku stacji.
Dziś Miszczak działa już po drugiej stronie barykady jako dyrektor programowy Polsatu. Transfer na tak wysokim poziomie rzadko bywa neutralny — to zawsze sygnał, że na rynku szykują się przetasowania.

To nie podobało się Edwardowi Miszczakowi
W podcaście Żurnalisty pt. “Rozmowy bez kompromisów” Edward Miszczak wrócił do kulis swojej decyzji i uchylił rąbka tajemnicy.
Nie, tam miałem ciepełko. (...) [Nie podobały mi się] Sprzedaże. Uczestniczyłem w ośmiu operacjach sprzedażowych. To jest straszne. Przyjeżdżają goście napakowani kasą, którzy szukają tylko trupa w szafie, żeby zapłacić mniej. To dalej czeka TVN. Ja w pewnym momencie wysiadłem na przystanku niepodległość — mówił.
Przyznał wprost, że po przejściu do Polsatu próbował ściągnąć do nowej stacji znane twarze. Nie była to pojedyncza rozmowa, bowiem propozycje złożył aż jedenastu osobom związanym wcześniej ze stacją TVN.
Jest tam kilka naprawdę dobrych osób. Gdybym miał wybrać jedną, to bym nie brał nikogo. Ja jak przyszedłem do Polsatu, to proponowałem 11 osobom — wyjawił.
To jasno pokazuje skalę ambicji i strategii.
Nie mogę teraz powiedzieć. Połowa sali to ci, co pomyślą, że na nich szukałem zastępstwa — dodał żartobliwie.
Nie chodziło tylko o zmianę miejsca pracy, ale o realne przełożenie siły personalnej na nowy grunt. W świecie telewizji nazwiska wciąż mają znaczenie, a lojalność bywa wystawiana na próbę przy odpowiednich ofertach.
Nie chcę już spotykać się z tymi facetami, a wiesz, że jak już sprawdzą księgi, to chcą zawsze wiedzieć, w którą stronę ten facet prowadzi te stacje — dodał wracając do kwestii swojego odejścia.
Nie wszystkie rozmowy zakończyły się sukcesem, ale sam fakt ich podjęcia mówi wiele o kulisach rywalizacji między stacjami. To nie jest gra wyłącznie o formaty i ramówki, ale to przede wszystkim walka o ludzi, którzy te formaty sprzedają widzom.
Marcin Prokop i Dorota Wellman na celowniku
W trakcie rozmowy nie zabrakło konkretnych nazwisk. Prowadzący dopytywał o duet, który dla wielu widzów jest symbolem porannej telewizji, czyli Marcina Prokopa i Dorotę Wellman.
Nie, bo nie miałem jeszcze wtedy "Halo to Polsat" — odpowiedział krótko na pytanie o Marcina Prokopa.
To naturalne pytanie, bo ich rozpoznawalność wykracza poza standardowe ramy programu śniadaniowego.
To albo jednej, albo drugiej, nie? To jest para. (...) To jest taka sytuacja, że myślisz tylko o gwiazdach, a ja myślę, że cały zespół produkcyjny jest rewelacyjny w TVN. Ostatnio organizowałem jakieś urodziny i wszyscy przyszli, ci co się nie bali. — podsumował Miszczak
Miszczak nie unikał odpowiedzi, ale też nie zdradził wszystkich szczegółów. Widać jednak, że takie nazwiska automatycznie pojawiają się w kontekście transferów, gdy w grę wchodzi budowanie konkurencyjnej oferty. To właśnie twarze ekranowe często decydują o pierwszym wyborze widza.