Rachunek grozy za obiad nad morzem. Wpis pary influencerów podzielił internautów
Wraz z oficjalnym rozpoczęciem wakacji i zakończeniem roku szkolnego, do polskich mediów tradycyjnie powrócił gorący temat wakacyjnych cen w kurortach turystycznych. Tym razem internetową dyskusję do czerwoności rozgrzał wpis popularnej pary influencerów – Jakuba Kwiecińskiego i Dawida Mycki. Mężczyźni, którzy na co dzień chętnie dzielą się w sieci kadrami ze swojego prywatnego życia, wybrali się na obiad do jednej ze smażalni ryb w Ustce. Opublikowany przez nich rachunek natychmiast podzielił internautów.
Ile kosztuje obiad nad morzem?
Jakub Kwieciński i Dawid Mycek to jedna z najbardziej rozpoznawalnych par jednopłciowych w Polsce. Znani szerzej jako duet „Jakub i Dawid”, od lat działają w internecie jako youtuberzy i influencerzy, dokumentując swoje życie i angażując się w działania na rzecz równouprawnienia osób LGBT+.
Jakub i Dawid postanowili zjeść klasyczny, nadmorski posiłek, jednak ceny w menu od razu skłoniły ich do podzielenia się tą informacją z obserwatorami. Celebryci dokładnie wyliczyli, co znalazło się na ich talerzach oraz ile kosztowały poszczególne pozycje z paragonu:
Zamówiliśmy dwa dorsze w smażalni w Ustce. Poprosiliśmy o małe porcje. Do tego surówki i frytki. Rachunek: 230 zł za dwie osoby — przekazali w swoim nowym poście, rzucając fanom pytanie, czy to wygórowana kwota.
Z opublikowanego szczegółowego zestawienia wynika, że za same porcje ryby musieli zapłacić odpowiednio 83 zł 60 gr oraz 88 zł 44 gr. Dodatki w postaci dwóch porcji frytek i surówek uszczupliły ich portfel o kolejne 48 złotych, natomiast za małą szklankę napoju (200 ml) lokal policzył sobie 10 złotych.
Szok dla turystów czy smutna rzeczywistość? Twórcy bronią restauracji
Mężczyźni przyznali, że dla osób przyjeżdżających nad Bałtyk z głębi kraju na krótki urlop, zderzenie z cennikami w smażalniach może być wyjątkowo bolesne. Sami jednak starali się podejść do sprawy ze zrozumieniem:
Nas nie zwalił z nóg tylko dlatego, że mieszkamy tu od kilku lat i znamy cenę, ale dla przeciętnej polskiej rodziny na wakacjach, to może być szok — podkreślili we wpisie.
Pod postem natychmiast wywiązała się dyskusja, w której influencerzy postanowili wziąć w obronę właścicieli usteckiego lokalu. Zauważyli, że wysoki rachunek końcowy to efekt globalnych podwyżek, a nie złej woli kucharzy:
Co do ceny. W pierwszej chwili pomyśleliśmy, że to dużo. Tylko to nie do końca wina restauracji, która nota bene robi świetną rybę. Ceny ryb poszybowały w górę — tłumaczyli w sekcji komentarzy.
Burza w komentarzach. Internauci o nadmorskich cennikach
Pod wpisem Jakuba i Dawida błyskawicznie zarroiło się od skrajnych opinii komentujących. Część internautów uznała, że w obecnych realiach gospodarczych kwota 115 złotych za osobę w restauracji nie powinna już nikogo dziwić:
- Sami sobie odpowiedzieliście na pytanie. To nie jest ani dużo, ani mało. Takie są realia.
- Ogólnie w polskich restauracjach jest drogo.
- Nie przesadzajmy. Normalna cena - pisali zwolennicy teorii, że drożyzna stała się normą.
Z drugiej strony barykady znaleźli się wczasowicze, którzy nie kryli oburzenia i z przerażeniem porównywali obecne stawki do tych z ubiegłych lat:
- 220 złotych za kilogram dorsza to jednak przesada.
- Tak, ceny są trochę za wysokie.
- Rok temu w Ustce za podobny zestaw płaciłem 75 złotych od osoby. Świat zwariował…
- To bardzo dużo - grzmieli mocno zniesmaczeni internauci.
Co wy na to?