Robert Lewandowski oszukał Anię. Wszystko się wydało już na początku znajomości
Anna i Robert Lewandowscy są dziś uznawani za jedno z najbardziej zgranych, stabilnych i podziwianych małżeństw w polskim show-biznesie. Wspólnie wychowują dwie córki, Laurę i Klarę, a 22 czerwca 2026 roku świętują wyjątkowe wydarzenie – 13. rocznicę ślubu. Choć ich obecne życie przypomina sielankę, początki tej wielkiej miłości wcale nie zwiastowały tak trwałego i głębokiego uczucia. Okazuje się, że pierwsze spotkanie przyszłego kapitana reprezentacji Polski z piękną sportsmenką rozpoczęło się od niespodziewanego kłamstwa i sporej dawki wzajemnego sceptycyzmu.
Obozowe spotkanie na AWF-ie i uprzedzenia do piłkarzy
Para poznała się w 2007 roku podczas obozu studenckiego Akademii Wychowania Fizycznego. Co ciekawe, niewiele brakowało, a Robert w ogóle nie pojawiłby się na tym wydarzeniu. Ostatecznie dotarł na miejsce spóźniony i tylko na jeden dzień, jednak to wystarczyło, by w tłumie studentów natychmiast wypatrzył swoją przyszłą żonę.
Pamiętam, że zobaczyłem piękną blondynkę… Ania trochę się zmieniła przez te lata. Oczywiście, że na korzyść. Wydoroślała. Ja zresztą też — wspominał napastnik w rozmowie z magazynem „VIVA!”.
Zupełnie inne nastawienie miała jednak Anna, która do pomysłu bliższego poznania młodego sportowca podchodziła z ogromnym dystansem. Do pójścia na spotkanie musiała ją wręcz namawiać przyjaciółka, ponieważ przyszła trenerka miała wówczas bardzo sprecyzowane i niezbyt pochlebne zdanie na temat środowiska piłkarskiego.

Jak Lewy oszukał Ankę?
Kiedy w końcu doszło do pierwszej oficjalnej randki w jednej z warszawskich kawiarenek, oboje zaliczyli mniejsze lub większe wpadki. Ania spóźniła się na spotkanie, z kolei Robert postanowił nieco... nagiąć rzeczywistość. Piłkarz zataił przed nową znajomą swoje prawdziwe imię i przedstawił się zupełnie inaczej, co po latach oboje wspominają z dużym rozbawieniem:
Robert myślał, że gram w tenisa albo tańczę w balecie. Kiedy się dowiedział, że trenuję karate, z początku nie uwierzył. Powiedział mi, że ma na imię Andrzej. Umówiliśmy się w kawiarence na Chmielnej — relacjonowała Anna Lewandowska.
Mimo że kłamstwo szybko wyszło na jaw, Robert musiał wykazać się ogromną cierpliwością i determinacją, by przełamać lody i przekonać do siebie nieufną studentkę.
Słowa, które zmieniły wszystko
Sama sportsmenka w wywiadach otwarcie przyznaje, że w ich przypadku nie można mówić o nagłym uderzeniu pioruna. Przełomem w relacji okazały się jednak niezwykle trafne i zaskakujące słowa Roberta, którymi ostatecznie całkowicie rozbroił jej wątpliwości:
Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Łączył nas sport, wydawało mi się, że Robert nie jest dla mnie. Ale powiedział mi na początku znajomości: daj sobie szansę poznać faceta, którego nigdy nie poznałaś. Pomyślałam, że to dobry bajer. A tak poważnie, to zdanie ze mną zostało... I tak się zaczęło — opowiadała Ania na łamach magazynu „Coaching”.
Wspólne życiowe doświadczenia oraz miłość do sportu okazały się idealnym spoiwem. Choć na początku nic na to nie wskazywało, ryzyko się opłaciło, a czas pokazał, że intuicja ich nie zawiodła. Jak podsumowała to Anna w książce „Imperium Lewandowska”:
Pochodzimy z Robertem z dwóch różnych domów, ale z podobnymi przejściami i sport nas ostatecznie połączył. Nagle znaleźliśmy siebie, takie dwa dopasowane puzzle i powiedzieliśmy sobie: Dobra, let's go, zobaczymy, co z tego wyniknie.
Znaliście tę historię?
