"Ślub się nie odbędzie". Chajzer usłyszał to od księdza przed samą ceremonią
Filip Chajzer i Bianka wzięli ślub 19 września w Krakowie. Dzień wcześniej proboszcz powiedział im jednak, że ceremonia może się nie odbyć, ponieważ brakowało dokumentów z urzędu stanu cywilnego. Był już piątkowy wieczór, urząd był zamknięty, a goście przyjeżdżali na uroczystość. Chajzer opowiedział o tych wydarzeniach po ślubie, w pierwszym odcinku podcastu prowadzonego z żoną.
Para dowiedziała się o brakach podczas spotkania z proboszczem, na kilka godzin przed planowaną ceremonią. Chajzer przyznał, że zaczął wtedy myśleć o odwołaniu uroczystości i o tym, jak przekazać taką wiadomość bliskim. Narzeczeni sprawdzali, czy istnieje inne rozwiązanie, które pozwoliłoby im dotrzymać ustalonej daty. Czasu było mało, bo kolejny poranek był już dniem ślubu.
Ślub Filipa Chajzera i Bianki w Krakowie. Co działo się przed ceremonią?
W sobotę, 19 września, Filip Chajzer i Bianka stanęli przed ołtarzem w krakowskim Podgórzu. Ich ślub od tygodni przyciągał uwagę mediów. Para wcześniej potwierdziła zaręczyny, a informacje o planowanej uroczystości regularnie pojawiały się w serwisach poświęconych życiu znanych osób. Jeszcze pod koniec sierpnia zdjęcie winietki z napisem „Bianka Chajzer” wywołało przypuszczenia, że ceremonia już się odbyła. Prezenter wyjaśnił wtedy w rozmowie z „Plejadą”, że ślub dopiero przed nimi.
Do Krakowa przyjechali zaproszeni goście, a po ceremonii zaczęły ukazywać się zdjęcia i relacje z wydarzenia. Z zewnątrz był to obraz ślubu, który przebiegł zgodnie z planem. Dopiero późniejsza opowieść Chajzera pokazała, jak wiele zależało od wydarzeń z poprzedniego dnia.
Małżonkowie przedstawili kulisy uroczystości w pierwszym odcinku wspólnego podcastu „Filip & Bianka Chajzer Podcast”. To tam prezenter wrócił do piątkowego spotkania z proboszczem. Jak relacjonował, była już mniej więcej godzina 20.00, kiedy dowiedzieli się, że potrzebne są dokumenty z urzędu stanu cywilnego potwierdzające ich stan wolny:
Jest dzień przed ślubem, jest ta godzina już pewnie jakaś 20:00, u proboszcza, a proboszcz mówi: «Potrzebujecie takie trzy karteczki z Urzędu Stanu Cywilnego potwierdzające, że jesteście stanu wolnego». A my w szoku. Urząd jest zamknięty, a ksiądz wtedy powiedział jedno zdanie: «Ślub się nie odbędzie».
Sprawdź także: "Mężczyzna w czarnym samochodzie". Przekazano ws. zaginionej Emilii. Jest nagranie

Brak dokumentów z USC. Dlaczego Chajzer obawiał się odwołania ślubu?
W opowieści Chajzera kluczowy jest moment, w którym przygotowania do rodzinnego wydarzenia zderzyły się z urzędową formalnością. Data była ustalona, goście przyjeżdżali do Krakowa, a proboszcz wskazał brak dokumentów wymaganych do przeprowadzenia ceremonii w zaplanowanej formie. Prezenter mówił o „trzech karteczkach” z urzędu stanu cywilnego. To jego potoczne określenie papierów, o których dowiedział się podczas piątkowego spotkania.
Wspominając tamten wieczór, Chajzer opowiedział również o rozważanym rozwiązaniu awaryjnym:
Był jeden wytrych na to formalny, zgodnie z którym ślub mógł się odbyć. To znaczy, mógł to być ślub tylko i wyłącznie wyznaniowy. (...) To był nasz ewentualny ratunek, ale okazało się, że chwytamy się brzytwy w wodzie, dlatego że zgody na takie rozdzielenie, może udzielić tylko i wyłącznie ze specjalnych powodów biskup. Co się okazało po telefonie do kurii? Że biskupa nie ma. I biskupa nie będzie.
Narzeczeni musieli więc znaleźć osobę, która pomoże im skontaktować się z urzędem, i ustalić, czy dokumenty da się otrzymać przed ceremonią.
Sprawdź także: Internauci zarzucają Chajzerowi i jego żonie kłamstwo. Naprawdę to zauważyli
Właścicielka warzywniaka pomogła Chajzerowi. Tak zdobyto kontakt do urzędu
Kiedy próby znalezienia prostego rozwiązania zawiodły, Chajzer zaczął dzwonić do znajomych w Krakowie. Jeden z nich wskazał mu kobietę prowadzącą warzywniak na bazarze. Jak relacjonuje „Pomponik”, jej nieżyjący ojciec był przed laty radnym miejskim i znał wiele osób pracujących w urzędach. Kontakt z właścicielką sklepu okazał się początkiem drogi do rozwiązania problemu.
Kobieta, przedstawiona w relacji jako pani Klaudia, podała prezenterowi numer do żony swojego szwagra. Ta pracowała w urzędzie stanu cywilnego i zajmowała się wydawaniem dokumentów, których potrzebowali narzeczeni. Łańcuch znajomości był długi, lecz prowadził do właściwej osoby.
Według relacji Chajzera, jeszcze w piątek udało się dotrzeć do naczelniczki urzędu stanu cywilnego. Zgodziła się otworzyć placówkę następnego ranka. Wyznaczyła parze konkretną godzinę stawienia się na miejscu:
Pani naczelnik mówi: «Musicie być punkt 9:00». Wtedy krzyknąłem: «Mamy to!»
Narzeczeni wiedzieli już, kiedy mają pojawić się w urzędzie i że przed ceremonią będą mogli otrzymać potrzebne dokumenty. Ostatecznie sobotnia ceremonia w Krakowie odbyła się zgodnie z planem. Słowa księdza, które brzmiały jak zapowiedź odwołania ślubu, okazały się początkiem intensywnego poszukiwania rozwiązania. Para zdążyła zdobyć potrzebne dokumenty i stanąć przed ołtarzem w ustalonym dniu.

Skompletuj najlepszą szkolną wyprawkę w supercenach w MediaExpert