Świątek wyznała, z czym mierzyła się Chwalińska. Aż serce boli po tych słowach. Nikt nie miał pojęcia
Maja Chwalińska zachwyciła tenisowy świat znakomitym występem na Roland Garros, docierając aż do finału i wyprzedzając w turniejowej hierarchii m.in. Igę Świątek. Jej sukces nie tylko zaskoczył ekspertów, ale też spotkał się z uznaniem samej liderki polskiego tenisa, która nie kryła podziwu dla drogi i determinacji swojej dawnej partnerki deblowej.
Przełomowy turniej i spektakularny awans
Maja Chwalińska znalazła się na fali wznoszącej po znakomitym występie na kortach Roland Garros, gdzie dotarła aż do finału. Jej sukces był ogromnym zaskoczeniem, zwłaszcza że jeszcze przed turniejem niewielu ekspertów dawało jej realne szanse na tak daleki awans. Polka pokazała jednak znakomitą formę, eliminując po drodze wyżej notowane rywalki i imponując konsekwencją oraz odpornością psychiczną.
24-latka rozpoczęła rywalizację od kwalifikacji, które przeszła bez straty seta, a następnie kontynuowała zwycięską serię w głównej drabince. Łącznie wygrała dziewięć spotkań z rzędu, zanim w finale musiała uznać wyższość lepiej dysponowanej rywalki. Mimo to osiągnięcie to stało się najważniejszym momentem w jej dotychczasowej karierze, przynosząc jej awans w rankingu, nagrody finansowe oraz ogromne zainteresowanie kibiców i mediów.

Polki na paryskich kortach i nieoczekiwany zwrot akcji
Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju większość uwagi skupiała się na Idze Świątek, która w ostatnich latach dominowała na paryskiej mączce, czterokrotnie triumfując w Roland Garros. Tym razem jednak scenariusz potoczył się inaczej — raszynianka odpadła w czwartej rundzie po meczu z Martą Kostiuk.
W tej sytuacji to właśnie Maja Chwalińska przejęła rolę największej polskiej nadziei w turnieju. Jej sukces był tym bardziej zaskakujący, że jeszcze niedawno znajdowała się poza czołową setką rankingu WTA. Dzięki swojej determinacji i formie udowodniła, że w kobiecym tenisie droga na szczyt może przebiegać w bardzo różnym tempie.
Relacja ze Świątek i słowa uznania
Historia Mai Chwalińskiej i Igi Świątek sięga lat juniorskich — zawodniczki grały razem w deblu i dotarły do finału juniorskiego Australian Open w 2017 roku. Z czasem ich drogi się rozeszły, o czym Chwalińska otwarcie opowiedziała:
Poszłyśmy swoimi drogami i Iga wystrzeliła. Takie jest też życie, że troszeczkę się oddaliłyśmy, nie ma co ukrywać. Po prostu już nie miałyśmy tyle czasu, żebyśmy spędzały go ze sobą i to jest też normalne.
Mimo rzadszego kontaktu Iga Świątek uważnie śledziła występy koleżanki i nie kryła uznania dla jej osiągnięć:
To był na pewno niesamowity turniej dla Mai, taki zmieniający życie o 180 stopni. Przede wszystkim najbardziej można podziwiać to, jaką drogę Maja przeszła. Jest to piękna historia, bo też pokazuje, w jak różny sposób i w jak innym tempie można osiągnąć ten sukces w sporcie. Mega się cieszę, że Maja była w finale i wygrała z naprawdę super zawodniczkami. Miała okazję przeżyć te wszystkie emocje, które towarzyszą zawodniczce na tym ostatnim etapie w Wielkim Szlemie, no bo jest to coś zupełnie innego niż na innych turniejach. Oglądałam każdy mecz poza finałem, bo już wtedy wróciłam do treningów, ale bardzo mnie to cieszy. Wiem, ile Maja przeszła i cieszę się, że odmieniła swoje życie tym, co wypracowała - powiedziała Świątek dla WP SportoweFakty.
Świątek podkreśliła również, że cieszy ją skala wsparcia, jaką Chwalińska otrzymała od kibiców, wyrażając nadzieję, że pozytywnie wpłynie to na dalszy rozwój jej kariery.
