"Życie w kłamstwie". Maja Bohosiewicz ujawnia prawdę o swoich projektach
Maja Bohosiewicz, która od lat rozwija się w biznesie i mediach społecznościowych, wróciła pamięcią do trudniejszych momentów swojej zawodowej działalności. Influencerka i była aktorka opublikowała w sieci szczery wpis dotyczący swojej modowej marki, sugerując, że droga do obecnej pozycji nie zawsze była łatwa. Choć dziś może pochwalić się biznesowym sukcesem i stabilną sytuacją finansową, początki jej modowego imperium wiązały się również z problemami. Bohosiewicz postanowiła publicznie rozliczyć się z tym okresem i podzielić się z obserwatorami gorzkimi refleksjami.
Maja Bohosiewicz przez lata rozwijała swoją markę i umacniała pozycję w mediach społecznościowych. Choć biznes przynosił jej sukces, nie wszystko układało się równie dobrze w życiu prywatnym. Jak się okazało, za zawodowym powodzeniem kryły się także trudniejsze doświadczenia. Celebrytka zdecydowała się opowiedzieć o nich szerzej.
Jakie początki miała Maja Bohosiewicz?
Maja Bohosiewicz zaczynała w show-biznesie jako aktorka, ale z czasem coraz mocniej stawiała na własny biznes i media społecznościowe. Jednym z najważniejszych elementów tej zmiany była marka odzieżowa, która szybko zdobyła popularność wśród klientek. Ubrania sprzedawały się bardzo dobrze, a zainteresowanie kolekcjami pozwoliło Bohosiewicz rozwinąć działalność na większą skalę. Z zewnątrz wszystko wyglądało więc jak historia dobrze wykorzystanej popularności i biznesowego sukcesu.
Za kulisami sytuacja nie była jednak dla niej tak komfortowa. Bohosiewicz przyznała, że początkowo jej marka opierała się przede wszystkim na kwiatowych i romantycznych projektach, choć sama właścicielka zupełnie nie utożsamiała się z takim stylem. Sprzedaż była wysoka, ale prywatnie nie czuła się dobrze w ubraniach, które trafiały do oferty. Jak opowiadała, zakładała rzeczy, na które poza pracą nie zdecydowałaby się nawet spojrzeć. W pewnym momencie musiała więc wybrać między tym, co dobrze się sprzedawało, a tym, co rzeczywiście odpowiadało jej własnemu gustowi.
Opowiem wam historię. O życiu w kłamstwie – zaczęła swój post.
Zobacz także: Nawroccy na obchodach Święta Wojska Polskiego. Co za kreacja Pierwszej Damy

Maja Bohosiewicz postawiła na kwiatowe kolekcje i szybko zobaczyła ich efekt
Rozwój sprzedaży internetowej sprzyjał wtedy takim markom. Kolejne kolekcje znikały z magazynów bardzo szybko, a zainteresowanie ofertą było dla Bohosiewicz wyraźnym sygnałem, że przyjęty kierunek działa. Problem polegał na tym, że sukces sprzedażowy nie oznaczał dla niej pełnej satysfakcji z tego, czym zajmowała się na co dzień. Popularność ubrań nie szła w parze z jej własnym stylem.
Zaczęłam sprzedaż od dokładnie tej sukienki w kwiaty. Wyprzedała się w 4 minuty. Następną więc sukienkę uszyłam znowu w kwiaty. I kolejną. I następną. Czy lubiłam kwiaty? A w życiu! – wyznała.
Bohosiewicz zdecydowała się więc sprawdzić, jak klientki zareagują na coś zupełnie innego. Zamiast charakterystycznych, kobiecych i wzorzystych projektów pojawiła się prosta kolekcja basic, bliższa temu, co sama chciała nosić. Była to próba odejścia od estetyki, z którą marka była już kojarzona. Reakcja odbiorczyń okazała się jednak dla niej rozczarowująca. Klientki nie zainteresowały się minimalistyczną propozycją w takim stopniu, jak oczekiwała.
Zobacz także: Macocha Kukulskiej w końcu nie wytrzymała. "Miarka się przebrała"
Bohosiewicz zmieniła podejście i przestała nosić rzeczy, których nie lubiła
Dla właścicielki marki był to moment konfrontacji z rzeczywistością biznesową. Z jednej strony wiedziała, co dobrze się sprzedaje, z drugiej sama nie czuła się dobrze w takim asortymencie. Sukces marki wymagał od niej kompromisu, którego wcześniej nie była do końca świadoma. Sprzedawała ubrania, które podobały się klientkom, choć nie odpowiadały jej prywatnym upodobaniom.
Warto tworzyć markę, której wartości i estetyka są zgodne z Twoim gustem. Inaczej prędzej czy później zaczniesz męczyć się, sprzedając coś, co nie jest o Tobie. Chciałam zakończyć Le Collet, bo nie chciałam już sprzedawać kwiatów. (...) Musiałam więc postawić grubą kreskę, zacząć od nowa i szukać nowych odbiorczyń lub przekonać obecne do zupełnie innego stylu – wytłumaczyła.
Z czasem Bohosiewicz zaczęła jednak mocniej stawiać na własny styl i sposób prowadzenia biznesu. Dziś mówi, że nie musi już zakładać różowych falbanek, żeby realizować swoje zawodowe cele.
W jej ocenie ciężka praca i autentyczność pozwoliły jej osiągnąć większą satysfakcję z tego, co robi. Historia marki nie sprowadzała się więc wyłącznie do wyników sprzedaży. Dla Bohosiewicz ważne było również to, aby działalność, którą zbudowała, była bliższa jej samej. Nie oznaczało to rezygnacji z biznesu, ale zmianę podejścia do tego, jak chce go prowadzić i jaką rolę ma w nim odgrywać jej własny styl.