Daniel Martyniuk zabrany przez policję. Wyszło na jaw, czego się dopuścił
Daniel Martyniuk ponownie znalazł się w centrum zainteresowania po publikacjach dotyczących Viktorii Woroniewskiej. Kobieta opowiedziała o ich znajomości, internetowych wpisach i powodach, dla których zdecydowała się zgłosić sprawę na policję. W rozmowie wróciła także do wydarzeń z lutego 2026 roku.
W ostatnich dniach w mediach społecznościowych pojawiły się materiały, które ponownie zwróciły uwagę internautów na tę znajomość. Viktoria Woroniewska odniosła się do nagrań i komentarzy publikowanych przez Daniela Martyniuka. Przedstawiła własną wersję wydarzeń i wyjaśniła, jak zmieniły się ich relacje na przestrzeni ostatnich miesięcy.
Daniel Martyniuk opublikował nagrania z Viktorią. Później pojawiły się ostre komentarze
W połowie października Daniel Martyniuk opublikował w mediach społecznościowych materiały dotyczące Viktorii. Udostępnił jej zdjęcia, zrzuty ekranu prywatnej rozmowy oraz nagranie, na którym kobieta prowadzi samochód i śpiewa. Film opatrzył komentarzem, kwestionując, czy ma ona prawo jazdy, i nawiązując do rzekomych fałszywych zeznań na jego temat.
Na kolejnych publikacjach pojawiły się również zdjęcia Viktorii w bieliźnie. Martyniuk sugerował, że kobieta go nęka. Wpisy szybko wywołały jej reakcję. Viktoria zapowiedziała podjęcie kroków prawnych i dała do zrozumienia, że nie zamierza ignorować kolejnych publikacji dotyczących jej prywatności.
Następnie kobieta udostępniła nagrania dźwiękowe z awantury, do której — według jej relacji — doszło podczas pobytu Martyniuka w udostępnionym mu domu. Słychać na nich podniesione głosy, hałas przypominający tłuczone szkło i szczekanie psa. Viktoria oskarżyła syna Zenka Martyniuka o niszczenie wyposażenia nieruchomości i niewłaściwe zachowanie wobec zwierząt. Sam materiał nie pozwala jednak rozstrzygnąć wszystkich okoliczności zdarzenia.
Kobieta podkreślała, że wcześniej pomagała Martyniukowi, a ich relacje z czasem stały się coraz bardziej napięte. W kolejnych wpisach zapowiedziała konsekwencje prawne i wspomniała o zgromadzonych materiałach dowodowych. Konflikt, który początkowo rozgrywał się w mediach społecznościowych, zaczął więc obejmować również kwestie prywatności i odpowiedzialności za publikowane treści.
Sprawdź także: Koszmar Daniela Martyniuka trwa. Rodzinne obrazki to tylko pozory
Viktoria opowiedziała „Faktowi” o znajomości z Danielem Martyniukiem
Viktoria Woroniewska w rozmowie z „Faktem” wróciła do początków znajomości z Danielem Martyniukiem i wyjaśniła, dlaczego zdecydowała się go wesprzeć. Poznali się wiele lat temu w Wasilkowie pod Białymstokiem, gdzie kobieta się uczyła, a syn Zenka Martyniuka mieszkał. Później nie mieli ze sobą kontaktu. Daniel odezwał się do niej w grudniu 2025 roku, gdy mieszkała już w Warszawie.
W lutym 2026 roku ich znajomość stała się przedmiotem zainteresowania internautów. Martyniuk opublikował nagranie z podróży samochodem, na którym siedział obok Viktorii z bukietem kwiatów i pluszowym misiem. Sugerował wówczas, że łączy ich uczucie. Kobieta stanowczo odniosła się do tych doniesień w rozmowie z dziennikiem:
Chcę wyraźnie podkreślić, że nigdy nie byliśmy parą. Nie łączyła nas żadna relacja romantyczna.
Jak wyjaśniła, nagranie powstało w Amsterdamie, dokąd pojechała, by pomóc Martyniukowi po zatrzymaniu przez policję.
Ktoś musiał go odebrać, więc pojechałam mu pomóc.
Odniosła się również do prezentów widocznych na filmie:
Kwiaty, które mi wtedy wręczył, były wcześniej przez niego ukradzione, a pluszowego misia wyciągnął ze śmietnika.
Dodała, że towarzyszył im wówczas również kolega Martyniuka.
Woroniewska przyznała, że początkowo wierzyła, iż uda jej się pomóc mężczyźnie:
W tamtym czasie chciałam mu po prostu pomóc, naiwnie wierzyłam, że można go zmienić. Uważam, że wymaga pomocy i leczenia. Kiedy jest trzeźwy, potrafi być spokojny i sprawiać bardzo dobre wrażenie. Problem polega na tym, że okresy spokoju regularnie kończą się powrotem do tych samych zachowań. Dlatego nie wierzę już w obietnice poprawy.
Sprawdź także: Tego kamery nie pokazały. Przyłapali Helenę Englert tuż po "TzG", trudno uwierzyć co zrobiła, fanów zamurowało
Viktoria Woroniewska o awanturze z Danielem Martyniukiem. „Nie miałam już wyjścia”
W rozmowie z „Faktem” Viktoria Woroniewska szczegółowo opisała interwencję policji w domu na Podlasiu, który wcześniej udostępniła Danielowi Martyniukowi. Jak wyjaśniła, syn Zenka Martyniuka mówił jej, że nie ma gdzie mieszkać, dlatego postanowiła mu pomóc. Początkowo sytuacja miała być spokojna, jednak z czasem kobieta zaczęła otrzymywać niepokojące sygnały dotyczące tego, co działo się w nieruchomości. Sąsiadka poinformowała ją, że z domu dobiegają krzyki i odbywa się tam impreza. Woroniewska postanowiła pojechać na miejsce i zostać na noc.
Jak relacjonowała, obudził ją hałas:
W nocy obudził mnie hałas dochodzący z parteru. Gdy zeszłam na dół, zobaczyłam, że Daniel ponownie demoluje dom i szarpie się z telewizorem. Zadzwoniłam po ojczyma. Kiedy przyjechał i próbował go uspokoić, Daniel zaczął się z nim szarpać. Po wielu godzinach awantury, przemocy i niszczenia mienia nie miałam już wyjścia. Wezwałam policję, która zabrała go do izby wytrzeźwień.
Kobieta odniosła się również do nagrań, które później opublikowała w mediach społecznościowych. Twierdziła, że dokumentują one fragmenty awantury, a zgromadzony materiał jest obszerniejszy. W rozmowie również podkreśliła:
Nie chodzi mi o pieniądze. Przez długi czas nie chciałam podejmować żadnych kroków prawnych. Liczyłam, że uda się zakończyć tę sprawę spokojnie. Po ostatnich publikacjach i kolejnych pomówieniach uznałam jednak, że granica została przekroczona. Zależy mi przede wszystkim na bezpieczeństwie moim i mojej rodziny oraz na tym, by podobne sytuacje nie powtórzyły się w przyszłości.
Z informacji przekazanych „Faktowi” przez Komendę Powiatową Policji w Kartuzach wynika, że 17 października 2026 r. funkcjonariusze przyjęli zawiadomienie dotyczące zamieszczenia wizerunku osoby wraz z jej danymi osobowymi bez jej zgody. Policja poinformowała, że prowadzi postępowanie w tej sprawie. Adwokat Viktorii potwierdził natomiast, że wspólnie z klientką podejmie odpowiednie kroki prawne, nie ujawniając na razie szczegółów.