Jest reakcja rodziny Łukasza Litewki na działania Dody. "Dali mi jednoznacznie do zrozumienia"
Tragiczne wydarzenia z udziałem osób publicznych niemal zawsze wywołują ogromne poruszenie i chęć natychmiastowego działania ze strony otoczenia. Czasem jednak nawet najbardziej bezinteresowne próby pomocy i prywatne śledztwa spotykają się ze stanowczym oporem. Przekonała się o tym jedna z najpopularniejszych polskich gwiazd, która po nagłej śmierci znanego polityka została zmuszona do wycofania się z własnych inicjatyw.
Nagła śmierć posła Łukasza Litewki
Sprawa, która od kilku tygodni elektryzuje opinię publiczną, dotyczy tragicznego wypadku z 23 kwietnia. To właśnie wtedy na jednej z ulic Dąbrowy Górniczej doszło do potrącenia rowerzysty. Poszkodowanym okazał się niezwykle lubiany i zaangażowany w działalność charytatywną poseł Lewicy, Łukasz Litewka, który w wyniku odniesionych obrażeń zmarł.
Wobec tak ogromnej tragedii obojętnie nie potrafiła przejść wokalistka Doda, która postanowiła na własną rękę odnaleźć informacje o podejrzanym kierowcy, oferując za nie nawet nagrodę pieniężną.
Sprawa trafiła na Prokuraturę
Ta prywatna inicjatywa gwiazdy szybko wywołała jednak reakcję Prokuratury w Sosnowcu, która zaapelowała do artystki o cierpliwość i pozwolenie na działanie oficjalnym organom ścigania. Kluczowym momentem okazała się jednak bezpośrednia rozmowa Doroty Rabczewskiej z najbliższymi zmarłego polityka.
Rodzina dała piosenkarce jednoznacznie do zrozumienia, że w kwestii wyjaśnienia tej tragedii ufa tylko i wyłącznie prokuraturze i policji, odcinając się od wszelkich zewnętrznych interwencji.
Wyznanie Dody o Łukaszu Litewce
Doda w najnowszym wywiadzie przyznała, że po tym, jak została „sprowadzona na ziemię”, postanowiła w pełni uszanować wolę rodziny i wycofać się ze sprawy. Odniosła się także do medialnych doniesień o chaosie w fundacji charytatywnej zmarłego posła, kwitując to dosadnym stwierdzeniem, że „kapitana nie ma, statek tonie”, jednak odmówiła dalszego komentowania plotek.
Tymczasem samo śledztwo przynosi zaskakujące zwroty akcji. Choć podejrzany 57-latek początkowo trafił do aresztu, sąd ostatecznie uchylił wobec niego wszystkie środki zapobiegawcze, w tym dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju. Według prokuratury ta ostateczna decyzja świadczy o tym, że materiał dowodowy został już skutecznie zabezpieczony. Obrona podkreśla z kolei, że kierowca nie podważa swojej winy, a dalsze stosowanie restrykcji było bezpodstawne.