Kołaczkowska jak Adrian z "ŚOPW" walczyła z glejakiem. Te objawy zauważyli jej koledzy
Dokładnie rok temu, 17 lipca 2025 roku, zmarła Joanna Kołaczkowska, która przez kilka miesięcy walczyła z glejakiem. Podobną drogę przechodzi teraz Adrian Szymaniak ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia”. Zarówno u Joanny, jak i u Adriana pierwsze objawy były niepozorne, a diagnoza przyszła dopiero po wykonaniu specjalistycznych badań.
Joanna Kołaczkowska myślała, że to migrena. Koledzy szybko zauważyli, że coś jest nie tak
Pierwsze informacje o chorobie Joanny Kołaczkowskiej pojawiły się w kwietniu 2025 roku. Wtedy bliscy artystki nie wiedzieli jeszcze, z czym naprawdę się mierzą. Jak później opowiadał Dariusz Kamys z kabaretu Hrabi, początki nie wskazywały jednoznacznie na poważny problem neurologiczny.
Joanna była osobą, która niemal zawsze dawała z siebie wszystko. Koledzy z zespołu doskonale wiedzieli, że trudno było ją zatrzymać i namówić do odpoczynku. Dlatego fakt, że nagle musiała zrezygnować z próby z powodu bólu głowy, od razu zwrócił ich uwagę.
Silny i utrzymujący się ból głowy był pierwszym sygnałem, który z czasem okazał się objawem glejaka. Początkowo jednak wszystko wskazywało na bardziej błahy powód. Przyjaciele artystki sądzili, że to po prostu migrena.
Dariusz Kamys w rozmowie z Wirtualną Polską wspominał, że Joanna przez kilka dni zmagała się z bólem, który był na tyle dokuczliwy, że uniemożliwiał jej normalne funkcjonowanie.
Aśka rzuciła, że od tygodnia bardzo boli ją głowa. Niby nic wielkiego, ale ból był tak dokuczliwy, że zamiast uczestniczyć w próbach, poszła się położyć. To było coś niezwykłego, bo była w naszym zespole największym tytanem pracy.
Koledzy zauważyli także zmianę w jej zachowaniu. Jak opowiadał Kamys, Joanna miała stać się bardziej nerwowa i szybciej reagować emocjonalnie niż wcześniej.
Poza tym Aśka miała 'krótki lont', bardzo szybko się denerwowała. Zadzwoniła do swojej przyjaciółki, lekarki, która przepisała jej środki na migrenę. Ból trochę zelżał, co nas uspokoiło. Na migrenę się przecież nie umiera. Ale przyszły kolejne niepokojące sygnały.
Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, że sytuacja jest aż tak poważna. Dopiero kolejne wydarzenia sprawiły, że Joanna trafiła na dokładniejsze badania.

Jeden występ zmienił wszystko. Joanna zaczęła mieć problemy z pamięcią i orientacją
Przełomowy moment wydarzył się podczas jednego z występów kabaretu Hrabi w warszawskiej sali Relaks. To właśnie wtedy bliscy Joanny zobaczyli, że dzieje się coś bardzo niepokojącego.
Po wykonaniu jednego ze skeczy artystka miała ponownie wyjść na scenę i zapowiedzieć ten sam numer. Sama nie zdawała sobie sprawy, że właśnie go zakończyła.
Dariusz Kamys opisał tę sytuację jako bardzo dziwną i trudną do wyjaśnienia.
W sali Relaks w Warszawie Aśka zagrała skecz, a potem wyszła na scenę i znowu go zapowiedziała. 'Lopez', czyli Łukasz Pietsch, mówi za kulisami: 'Aśka, przecież to już było'. Na jej twarzy odmalowało się zaskoczenie.
Chwilę później padły słowa, które mocno zaniepokoiły ekipę.
W pewnym momencie zapytała: 'Gdzie my w ogóle jesteśmy? Co to za sala?'. To było bardzo dziwne. Później dowiedzieliśmy się, że miewa krótkie utraty świadomości.
Po tym wydarzeniu zespół zdecydował o odwołaniu dalszych występów. Joanna została skierowana na badania — wykonano tomografię oraz rezonans magnetyczny. Wyniki przyniosły wiadomość, której nikt się nie spodziewał.
Diagnoza: glejak.
Jak wspominał Kamys, sama Joanna miała przyjąć informację o chorobie z ogromnym spokojem. Nie było gwałtownej rozpaczy ani paniki. Artystka miała podejść do sytuacji bardzo rzeczowo.
Jak gdyby lekarz powiedział: 'pani samochód ma stary alternator, trzeba wymienić'. Nie było rozpaczy, tylko ten spokój i łagodność. Ale nie wiem, jak podchodziła do tego w środku.
Koledzy z kabaretu Hrabi byli przy niej w czasie choroby. Najważniejsze było dla nich to, że mimo postępującej choroby nie widzieli u niej ogromnego cierpienia.
Joanna Kołaczkowska stopniowo odchodziła, ale do końca pozostała osobą, którą bliscy zapamiętali jako pełną ciepła, humoru i niezwykłej siły.
Adrian Szymaniak ze „ŚOPW” też walczy z glejakiem. Jego objawy były równie podstępne
Historia Adriana Szymaniaka, znanego z programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”, również poruszyła wiele osób. Uczestnik programu, który zdobył sympatię widzów dzięki relacji z żoną Anitą, w 2025 roku przekazał, że zmaga się z poważną chorobą. Lekarze zdiagnozowali u niego glejaka IV stopnia.
Podobnie jak w przypadku Joanny Kołaczkowskiej, początkowe objawy nie były oczywiste. Adrian zauważył problemy neurologiczne, między innymi zaburzenia widzenia. Opisywał, że ekran telefonu wyglądał dla niego inaczej niż zwykle, a później pojawiły się kolejne niepokojące sytuacje.
Z czasem doszedł silny ból głowy, który skłonił go do konsultacji lekarskiej. Badania wykazały, że przyczyną objawów jest guz mózgu.
Przypadki Joanny Kołaczkowskiej i Adriana Szymaniaka pokazują, że glejak może początkowo dawać bardzo niecharakterystyczne sygnały. Ból głowy, problemy z pamięcią, dezorientacja czy zaburzenia widzenia mogą mieć wiele przyczyn, ale wymagają uwagi i kontroli.
Adrian od początku dzielił się z fanami informacjami o swojej walce. Jego historia szybko poruszyła internautów, którzy wspierali go w trudnym czasie.
Wspólnym elementem historii Joanny i Adriana jest to, że choroba pojawiła się nagle i zmieniła ich codzienność. Oboje musieli zmierzyć się z diagnozą, której nikt się nie spodziewał.
Joanna Kołaczkowska pozostawiła po sobie ogromny dorobek artystyczny i wspomnienia tysięcy widzów. Adrian Szymaniak nadal walczy o zdrowie i pokazuje, jak ważne jest szybkie reagowanie na niepokojące objawy.
Glejak to choroba, która potrafi długo pozostawać niezauważona. Historie znanych osób przypominają, że nawet pozornie zwyczajne dolegliwości czasem wymagają dokładniejszej diagnostyki.
