Przyszła na trening, usiadła i zaczęła płakać. Dramat Chwalińskiej
Jeszcze niedawno Maja Chwalińska zachwycała kibiców podczas Roland Garros i po powrocie do Polski była witana na lotnisku przez tłumy fanów. Teraz tenisistka otwarcie opowiedziała o najtrudniejszym okresie w swoim życiu. W rozmowie z „Vogue Polska” wyznała, że zmagała się z depresją, przerwała karierę na 14 miesięcy i wróciła na kort dopiero wtedy, gdy odzyskała równowagę psychiczną.
Po sukcesie na Roland Garros czekały na nią tłumy. Dziś chce mówić o depresji głośno
Dziś Maja Chwalińska uchodzi za jedną z największych nadziei polskiego tenisa. Coraz częściej mówi się o niej nie tylko w kontekście świetnych wyników, ale także ogromnej dojrzałości i spokoju, który pokazuje na korcie. Mało kto jednak wiedział, że kilka lat temu jej sportowa droga niemal całkowicie się zatrzymała.
Ostatnie miesiące były dla Mai Chwalińskiej wyjątkowe. Świetny występ podczas Roland Garros sprawił, że zrobiło się o niej głośno nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Po powrocie do kraju na lotnisku czekali na nią kibice, czego sama kompletnie się nie spodziewała.
Szok, przede wszystkim. Nie byłam świadoma tego, co się dzieje w Polsce w związku z moim sukcesem. Jestem za to bardzo wdzięczna - zdradziła w wywiadzie dla “Vogue Polska”
Mimo rosnącej popularności zawodniczka podkreśla, że nie zamierza zmieniać swoich priorytetów. Najważniejsze pozostają dla niej rozwój, praca nad własną grą i zachowanie równowagi, którą udało się odzyskać po najtrudniejszym okresie.
Jedne z najmocniejszych słów padły jednak wtedy, gdy została zapytana o motywacyjne hasła. Chwalińska przyznała, że sama nie chce powtarzać popularnych sloganów.
Nigdy nikomu nie powiem: nie poddawaj się. Ja poddawałam się wiele razy, ale wróciłam.
Jak tłumaczy, każdy ma prawo zatrzymać się wtedy, gdy sytuacja staje się zbyt trudna. W jej przypadku dopiero czas, terapia i uporządkowanie własnych emocji pozwoliły wrócić do sportu z nową energią.
Dziś często przypomina sobie, dlaczego jako kilkuletnia dziewczynka zakochała się w tenisie. To właśnie powrót do tej radości z gry stał się dla niej najważniejszym drogowskazem. Jej historia pokazuje, że proszenie o pomoc może być początkiem największego zwycięstwa, a sukces nie zawsze rodzi się wyłącznie z talentu i ciężkiej pracy.

„Przyszłam na trening i zaczęłam płakać”. Tak zaczął się najtrudniejszy rozdział w życiu Mai Chwalińskiej
W szczerej rozmowie dla „Vogue Polska” tenisistka wróciła pamięcią do momentu, który na zawsze zapisał się w jej pamięci. Jak przyznała, pewnego dnia pojawiła się na treningu, ale nie była w stanie wykonać nawet najprostszego ćwiczenia.
Przyszłam na trening, ale nie byłam w stanie... Nie mogłam się ruszyć, siedziałam i płakałam – wspomina.
Obok niej był trener Jaroslav Machovsky, który zamiast motywacyjnych haseł zaproponował coś zupełnie innego. Zapytał jedynie, czy pójdą razem na kawę. Ten prosty gest okazał się dla zawodniczki niezwykle ważny.
Podszedł do mnie i zapytał, czy pójdziemy na kawę. Tylko tyle. Aż tyle.
To właśnie trener zasugerował, aby na jakiś czas całkowicie odłożyła tenis. Nie naciskał, nie stawiał ultimatum i nie oczekiwał szybkiego powrotu. Zapewnił jedynie, że będzie czekał, aż zawodniczka będzie gotowa ponownie wejść na kort.
Tak rozpoczęła się 14-miesięczna przerwa od zawodowego sportu. W tym czasie Chwalińska korzystała z pomocy psychologa, a ogromnym wsparciem byli dla niej również najbliżsi. Z perspektywy czasu przyznaje, że źródłem problemów nie była wyłącznie presja związana z rywalizacją.
Chciałam więcej i więcej. Treningu zawsze miało być więcej, nigdy mniej – wyznała, pokazując, jak ogromne wymagania stawiała samej sobie.
Najważniejsza walka odbyła się poza kortem. „Teraz znam siebie”
Choć kibice zobaczyli powrót Mai Chwalińskiej dopiero podczas kolejnych turniejów, sama zawodniczka podkreśla, że najważniejsza praca zaczęła się znacznie wcześniej. Nie dotyczyła forhendów ani przygotowania fizycznego, lecz nauki słuchania własnych potrzeb i zaakceptowania, że odpoczynek nie oznacza porażki.
Tenisistka przyznała, że właśnie trudny kryzys pozwolił jej lepiej poznać samą siebie. Dzięki terapii nauczyła się wyznaczać granice i przestała uważać, że sukces można osiągnąć wyłącznie kosztem własnego zdrowia.
Dało mi to moc wiedzy na swój temat. Teraz znam siebie i wiem, że nikt nie zrobi mi nic gorszego, niż to, co przeżyłam. I z czym sobie poradziłam. Mam więcej pewności siebie – powiedziała.
Jak podkreśla, doświadczenia związane z depresją zmieniły również jej podejście do porażek. Dziś nie paraliżuje jej już strach przed przegranym meczem, bo wie, że największą próbę ma już za sobą.
Te trudne chwile pozwoliły mi nieco ograniczyć strach. Dzisiaj wiem, że z pomocą psychologiczną poradzę sobie ze wszystkim. Ufam sobie - zdradziła.
To zupełnie inne spojrzenie niż kilka lat wcześniej. Kiedyś każda przegrana wydawała się końcem świata, a sukces był obowiązkiem. Obecnie największą wartość widzi w rozwoju i codziennej pracy nad sobą, a wynik traktuje jako efekt całego procesu.
Ta zmiana sprawiła, że na korcie widać dziś znacznie spokojniejszą i pewniejszą siebie zawodniczkę. Coraz częściej zwracają na to uwagę zarówno eksperci, jak i kibice, którzy podziwiają nie tylko jej tenisowe umiejętności, ale także dojrzałość.
