Maja Chwalińska nie otrzyma całej zarobionej kwoty. Aż tyle jej zabiorą
Maja Chwalińska awansowała do finału Roland Garros w Paryżu, osiągając jeden z największych sukcesów w swojej dotychczasowej karierze sportowej. Wraz z tym wynikiem zagwarantowała sobie wysoką nagrodę finansową, która jednak nie zostanie wypłacona w całości. Kwota, która trafi do zawodniczki, będzie wyraźnie niższa.
Maja Chwalińska w finale Roland Garros
Awans Mai Chwalińskiej do finału Roland Garros jest jednym z najbardziej nieoczywistych przebiegów turnieju w tegorocznej edycji. Zawodniczka rozpoczęła rywalizację jako tenisistka spoza grona najwyżej rozstawionych, a mimo to konsekwentnie przechodziła kolejne rundy turnieju, pokonując rywalki w wymagających, często wielogodzinnych meczach.
W trakcie całej drogi do finału rozegrała dziewięć spotkań. Każde z nich miało inny przebieg, ale łączyła je powtarzalna cecha: stabilność gry w kluczowych momentach i ograniczanie liczby niewymuszonych błędów. W warunkach turnieju wielkoszlemowego, gdzie presja rośnie z każdym kolejnym dniem, taka powtarzalność ma istotne znaczenie dla utrzymania się w drabince.
Statystyki pokazują również skalę wysiłku fizycznego. Łączny czas spędzony na korcie wyniósł 15 godzin i 44 minuty. W tym czasie zawodniczka straciła jednego seta i 58 gemów, co wskazuje na stosunkowo kontrolowany przebieg większości meczów, mimo rosnącego poziomu rywalek w kolejnych fazach turnieju.
Każda runda Roland Garros oznaczała dla niej nie tylko sportowe wyzwanie, ale także konieczność szybkiej adaptacji do zmieniających się warunków gry. Czerwone korty Paryża wymagają cierpliwości, długich wymian i umiejętności utrzymania koncentracji w długich fragmentach spotkań. Właśnie te elementy decydowały o przebiegu jej meczów.
W miarę awansu do kolejnych faz turnieju rosła również ranga rywalek, a tempo spotkań stawało się coraz bardziej wymagające. Mimo tego Chwalińska utrzymywała stabilny poziom gry.

Nagrody finansowe w Roland Garros
Przed półfinałem Chwalińska miała zagwarantowaną nagrodę za wcześniejsze etapy turnieju. Oznaczało to premię, która stanowi podstawową część jej turniejowych zarobków. W turniejach tej rangi nawet wcześniejsze rundy zapewniają istotne wynagrodzenie, jednak dopiero kolejne zwycięstwa powodują jego wyraźny wzrost.
Kluczowym momentem był awans do finału. Ten wynik zwiększył jej gwarantowaną premię o dodatkową pulę przypisaną do finalistki. Różnica pomiędzy nagrodą za półfinał a finał stanowi jeden z największych skoków finansowych w całym turnieju i wynika z konstrukcji systemu wynagrodzeń w Wielkim Szlemie.
Łącznie, po uwzględnieniu wszystkich zwycięstw w Paryżu, jej wygrane osiągnęły poziom kilku milionów złotych w przeliczeniu na walutę krajową. Ostateczna suma zależy jednak od przeliczeń walutowych i zasad wypłaty stosowanych przez organizatorów turnieju.
Podatki od nagrody w Roland Garros
We Francji, gdzie rozgrywany jest Roland Garros, nagrody dla tenisistów podlegają potrąceniu u źródła. Oznacza to, że część wygranej jest odliczana jeszcze przed wypłatą. W praktyce końcowe obciążenie zależy od indywidualnych rozliczeń, ale zawodnicy zazwyczaj zakładają, że realnie otrzymują od około 50 do 75 procent kwoty brutto.
Zasada ta obowiązuje niezależnie od wyniku sportowego. W przypadku Maja Chwalińska zarówno przegrana w finale, jak i zwycięstwo w turnieju podlegają tym samym regułom podatkowym – różni się jedynie wysokość premii, nie sposób jej opodatkowania.
Jeśli Chwalińska przegra finał, jej nagroda wynosi 1,4 mln euro (ok. 5,92 mln zł). Po podatkach pozostaje około 770 tys. euro, czyli ok. 3,25 mln zł. W przypadku zwycięstwa kwota rośnie do 2,8 mln euro (ok. 11,85 mln zł), ale po potrąceniach netto wynosi około 1,54 mln euro, czyli ok. 6,53 mln zł.
Dla porównania Wimbledon w Wielkiej Brytanii oraz Roland Garros mają podobny poziom efektywnego obciążenia – zwykle zawodnicy otrzymują około 50–60 procent brutto. US Open w Stanach Zjednoczonych i Australian Open wypadają korzystniej, z realnymi wypłatami na poziomie około 65–80 procent brutto, w zależności od rozliczeń i umów podatkowych.
W praktyce oznacza to, że ten sam wynik sportowy może mieć zupełnie inną wartość finansową w zależności od kraju, w którym odbywa się turniej.
