Menadżer Chwalińskiej zdradził, kto pierwszy uwierzył i wsparł Maję. "Już go nie ma"
W rozmowie po jednym z największych sukcesów w karierze młodej polskiej tenisistki menedżer ujawnia nieznaną wcześniej historię pierwszego wsparcia finansowego i wiary w jej talent, które pojawiło się na samym początku jej drogi, zanim jeszcze zaczęła odnosić międzynarodowe sukcesy i zwracać uwagę świata sportu.
Maja Chwalińska zachwyciła podczas Roland Garros 2026
Maja Chwalińska przeżywa obecnie najlepszy moment w swojej karierze. Polka, która przed turniejem była notowana na 114. miejscu w rankingu WTA, w Paryżu przeszła prawdziwą drogę przez tenisowe emocjonalne rollercoastery. Zaczęła od kwalifikacji, a następnie wygrała kolejne mecze z rywalkami wyżej notowanymi, pokazując ogromną determinację i formę życia. Jej marsz zatrzymał się dopiero w finale, gdzie po dziesiątym meczu z rzędu uległa Mirrze Andriejewej 3:6, 2:6.
Mimo porażki finałowej nastroje w jej sztabie były bardzo dobre. To był turniej, który zmienił postrzeganie Chwalińskiej w świecie tenisa i pokazał, że potrafi rywalizować z najlepszymi bez kompleksów. Występ w Roland Garros sprawił, że o młodej Polce zrobiło się głośno nie tylko w kraju, ale i w międzynarodowych mediach sportowych.
Eksperci podkreślają, że kluczowa była jej regularność i odporność fizyczna. Przejście tak długiej drabinki turniejowej bez wyraźnego spadku formy to coś, co zdarza się rzadko. Chwalińska udowodniła, że jej tenis dojrzewa w szybkim tempie, a finał Wielkiego Szlema może być początkiem nowego etapu w jej karierze.

Piotr Szczypka o presji, krytyce i pracy „pod prąd”
Piotr Szczypka od lat stoi za kulisami kariery polskiej tenisistki i – jak sam przyznaje – nie zawsze było łatwo przekonywać innych do wiary w jej potencjał. W rozmowie po powrocie z Paryża opowiadał o emocjach, jakie towarzyszyły im podczas turnieju oraz o tym, jak radził sobie z wieloletnim niedocenianiem zawodniczki.
Szczypka podkreśla, że od początku starał się działać wbrew opiniom części środowiska. Jak mówił, wielokrotnie słyszał, że Chwalińska „jest za mała, za wolna i zbyt defensywna”, jednak te opinie tylko utwierdzały go w przekonaniu, że warto iść własną drogą. Z czasem nauczył się odcinać od niekonstruktywnej krytyki i skupiać na pracy.
„Całe życie szedłem pod prąd. Jak słuchałem po sto razy od fachowców, że za mała, za wolno gra, tylko się broni, to w pewnym momencie się na to uodporniłem. Jestem na takim etapie, że nie przyjmuję krytyki, która nie jest konstruktywna" - powiedział w wywiadzie dla WP.
Dla menedżera kluczowe było budowanie stabilnego środowiska wokół zawodniczki, bez presji zewnętrznych ocen. To podejście miało pomóc Chwalińskiej rozwijać się w swoim tempie, bez porównywania jej do innych tenisistek. Szczypka zwraca uwagę, że sukces w Paryżu nie jest przypadkiem, ale efektem lat konsekwentnej pracy.
Jak dodaje, najważniejsze było utrzymanie wiary w projekt sportowy, nawet wtedy, gdy wyniki nie były spektakularne. Roland Garros stał się potwierdzeniem, że ta droga miała sens, a finał Wielkiego Szlema jest najlepszą odpowiedzią na wcześniejsze wątpliwości.
Niezwykła historia wsparcia. Ojciec menedżera jako pierwszy uwierzył w sukces
W tle sukcesu Maja Chwalińska kryje się mało znana historia rodzinnego wsparcia, o której opowiedział Piotr Szczypka. Jak się okazuje, jednym z pierwszych ludzi, którzy dostrzegli potencjał młodej tenisistki, był jego ojciec – przedsiębiorca, który początkowo sceptycznie podchodził do sportowej ścieżki kariery.
To właśnie on został pierwszym realnym sponsorem Chwalińskiej, choć – jak podkreśla Szczypka – nigdy nie chciał rozgłosu ani uznania. Widział jej codzienną pracę, zaangażowanie i determinację, które robiły na nim ogromne wrażenie. Jednocześnie, z perspektywy praktyka biznesu, ostrzegał przed trudnościami życia z profesjonalnego sportu.
Pierwszym głównym sponsorem Mai był mój ojciec, którego niestety już nie ma, ale bardzo dużo Mai pomógł, o czym nikt nie wie, bo on nie chciał, żeby to było nagłaśniane, bo on był pracoholikiem, widział jak ona trenuje, bardzo mu imponowała taka młoda dziewczyna, aczkolwiek był przedsiębiorcą i mówił, żeby dać spokój z tenisem, bo to nie jest sposób na życie, jakby budowanie klubu - zdradził dla WP.
Ta historia pokazuje, jak ważne w sporcie są osoby, które pojawiają się „na początku drogi” i pomagają przetrwać najtrudniejsze momenty. Bez takiego wsparcia wiele karier mogłoby się nigdy nie rozwinąć.
Choć ojciec Szczypki już nie żyje, jego wkład – jak podkreśla menedżer – pozostaje ważną częścią tej historii. To symboliczne przypomnienie, że wielkie sukcesy często zaczynają się od wiary jednej osoby, zanim jeszcze świat zacznie bić brawo.
