Nie żyje wielki muzyk. Był ikoną XX. wieku
W wieku 95 lat zmarł legendarny saksofonista tenorowy. Informację potwierdziła jego rzeczniczka. Muzyk od dekad uznawany był za jedną z najważniejszych postaci w historii jazzu i jednego z najwybitniejszych improwizatorów XX wieku.
Droga do statusu legendy jazzu
Kariera artystów określanych mianem ikon XX wieku zwykle nie opiera się na jednym sukcesie, lecz na długotrwałej obecności w kulturze muzycznej. XX wiek był okresem dynamicznego rozwoju muzyki popularnej. Rozwijały się nowe gatunki, zmieniały się formy dystrybucji, a artyści musieli dostosowywać się do rosnących oczekiwań publiczności.
Artysta był zaliczany do grona najważniejszych postaci swojej epoki.
Już jako nastolatek wszedł w środowisko nowojorskich muzyków jazzowych. Współpracował z takimi artystami jak Miles Davis, Thelonious Monk, Bud Powell czy Max Roach, czyli twórcami, którzy wyznaczali kierunek rozwoju muzyki jazzowej w tamtym okresie.
Przełom w jego karierze nastąpił w połowie lat 50. W 1956 roku nagrał album „Saxophone Colossus”, który do dziś uznawany jest za jedno z najważniejszych nagrań w historii jazzu. Pochodzi z niego m.in. utwór „St. Thomas”, oparty na rytmach karaibskich, co było jednym z przykładów jego otwartości na różne tradycje muzyczne.

Sonny Rollins w latach 50. i 60. – przełomowe nagrania w historii jazzu
Lata 50. i 60. były kluczowe dla ukształtowania pozycji Sonny’ego Rollinsa w historii muzyki. Po sukcesie „Saxophone Colossus” nagrał m.in. „Way Out West” (1957), album zrealizowany w nietypowym składzie – bez fortepianu. To rozwiązanie pozwoliło mu uzyskać większą swobodę harmoniczną i bardziej otwartą przestrzeń dla improwizacji.
W 1959 roku Rollins podjął decyzję, która stała się jednym z najbardziej znanych momentów jego biografii – wycofał się z występów publicznych, aby skupić się na intensywnych ćwiczeniach i pracy nad własnym warsztatem. W tym czasie często ćwiczył na moście Williamsburg w Nowym Jorku, co później stało się symbolem jego podejścia do muzyki. Powrót nastąpił w 1962 roku wraz z albumem „The Bridge”, który odnosił się bezpośrednio do tego okresu. Płyta była nie tylko powrotem na scenę, ale także deklaracją artystycznej niezależności. Rollins jasno pokazywał, że nie podąża za trendami, lecz konsekwentnie rozwija własny język muzyczny.
W kolejnych dekadach eksperymentował z różnymi formami jazzu.
Sonny Rollins przez dziesięciolecia pozostawał jedną z najważniejszych postaci jazzu. Był jednym z ostatnich wielkich przedstawicieli pokolenia bebopu i jednocześnie muzykiem, który wywarł ogromny wpływ na kolejne generacje saksofonistów.
W trakcie swojej kariery otrzymał najważniejsze nagrody muzyczne, w tym Grammy Lifetime Achievement Award, Kennedy Center Honors oraz National Medal of Arts. Jego nagrania – takie jak „St. Thomas”, „Oleo” czy „Doxy” – na stałe weszły do kanonu jazzu i są dziś standardami wykorzystywanymi w edukacji muzycznej.
Śmierć Sonny’ego Rollinsa
Sonny Rollins zmarł 12 maja 2026 roku w wieku 95 lat w swoim domu w Woodstock w stanie Nowy Jork. Informację o śmierci muzyka przekazała jego rzeczniczka Terri Hinte, która od lat odpowiadała za komunikację dotyczącą artysty. Według przekazanych doniesień śmierć nastąpiła w warunkach domowych, a rodzina poprosiła o uszanowanie prywatności.
W pierwszych komunikatach medialnych podkreślano, że Rollins od wielu lat ograniczał publiczną aktywność sceniczną, choć pozostawał jedną z najważniejszych postaci w historii jazzu i wciąż był obecny w świadomości środowiska muzycznego. Informacja o jego odejściu została szybko podchwycona przez media na całym świecie, w tym serwisy muzyczne i ogólninformacyjne, które przypomniały jego kluczowe nagrania oraz wpływ na rozwój jazzu XX wieku.
Śmierć w wieku 95 lat kończy długą, ponad siedemdziesięcioletnią obecność Rollinsa w świecie muzyki. Artysta, który urodził się 7 września 1930 roku w Nowym Jorku, był jednym z ostatnich żyjących gigantów złotej ery jazzu, a jego odejście zamknęło symbolicznie ważny etap w historii tego gatunku.
