Pogrążyła go kajzerka w "Milionerach", ale im nie przepuścił. Sprawa trafiła do sądu
Jedno z pytań zadanych w „Milionerach” przed laty wywołało spór, którego finał okazał się znacznie bardziej zaskakujący, niż można było się spodziewać.
Jedno z pytań zadanych w „Milionerach” przed laty wywołało spór, którego finał okazał się znacznie bardziej zaskakujący, niż można było się spodziewać.
Milionerzy - teleturniej, który kochają Polacy
Są programy, których zasady można wyjaśnić w kilku zdaniach, ale emocji towarzyszących kolejnym pytaniom nie da się już tak łatwo streścić. „Milionerzy” od lat opierają się właśnie na tym prostym mechanizmie: jedna osoba, dwanaście pytań i główna nagroda wynosząca milion złotych. Polska wersja formatu jest obecna na ekranach od 1999 roku, a od 2025 roku program jest emitowany na antenie Polsatu. Niezmiennie prowadzi go Hubert Urbański, którego trudno oddzielić od historii tego teleturnieju.
Przenosiny do nowej stacji nie oznaczały jednak kopiowania wcześniejszej formuły w każdym szczególe. Twórcy wprowadzili zmiany w zasadach gry. Uczestnicy są obecnie wybierani podczas castingów, a nie poprzez tradycyjne eliminacje rozgrywane na początku programu. Zmieniono także liczbę pytań i progi gwarantowane. Dziś droga do miliona prowadzi przez dwanaście pytań, a pewne wygrane wynoszą 2 tysiące oraz 50 tysięcy złotych.
Zmodyfikowano również system pomocy. Obok dobrze znanych widzom możliwości, takich jak 50:50, telefon do przyjaciela czy podpowiedź publiczności, uczestnicy mogą skorzystać z dodatkowego koła ratunkowego i poprosić o opinię samego prowadzącego. To rozwiązanie wprowadza do gry nową dynamikę, choć ostateczna decyzja, oczywiście, wciąż należy do osoby siedzącej naprzeciwko Huberta Urbańskiego.
Na tym właśnie polega fenomen „Milionerów”. Teleturniej jest sprawdzianem wiedzy, ale równie ważne bywają opanowanie i umiejętność podejmowania decyzji pod presją. Czasami odpowiedź wydaje się oczywista, dopóki na ekranie nie pojawi się kwota, której utrata mogłaby zaboleć bardziej niż sama pomyłka.
W lipcu Hubert Urbański przekazał widzom, że nowe odcinki programu zostały już nagrane i mają pojawić się po wakacjach. To oznacza, że „Milionerzy” wciąż mają przed sobą kolejny rozdział.
Sprawdź także: Widzowie wieszczą ustawkę w Sopocie. Znamy prawdę

Zaskakująca historia Waldemara Jabłońskiego
Historia Waldemara Jabłońskiego to jedna z najbardziej nietypowych historii w dziejach polskich „Milionerów”. Zaczęła się w 2000 roku, w jednym z pierwszych sezonów programu. Mężczyzna z Lublina dobrze radził sobie z początkowymi pytaniami, aż prowadzący Hubert Urbański zadał mu pytanie dotyczące liczby nacięć na kajzerce. Jabłoński odpowiedział, że są cztery. Komputer uznał jednak, że prawidłowa odpowiedź to pięć, i uczestnik musiał zakończyć grę.
Dla większości osób byłby to po prostu pechowy moment w teleturnieju. Jabłoński nie był jednak przekonany, że rzeczywiście popełnił błąd. Po powrocie do domu zaczął sprawdzać informacje w encyklopediach i słownikach. Znalazł publikacje, które – jak uważał – potwierdzały jego odpowiedź.
Doszedłem do 500 złotych, gdy otrzymałem pytanie 'ile nacięć ma kajzerka?' Odpowiedziałem, że cztery. Zdaniem komputera - pięć. Nie zgadzałem się z tą odpowiedzią. Ale byłem zmuszony przerwać grę. W domu jeszcze raz przestudiowałem materiały źródłowe i upewniłem się, że to ja miałem rację, a nie komputer– mówił w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
Przekonany o swoich racjach uczestnik skierował do twórców programu reklamację. Liczył, że sprawa zostanie ponownie przeanalizowana, jednak komisja zajmująca się jego odwołaniem nie podzieliła jego argumentacji. Według jej stanowiska właściwą odpowiedzią nadal pozostawało pięć nacięć. W uzasadnieniu zwrócono uwagę, że określenie „nacięta na krzyż” nie musi oznaczać dosłownego krzyża.
Przytoczone przez pana źródła podają co prawda, że kajzerka to bułka nacięta na krzyż, ale należałoby przyjąć określenie 'na krzyż' jako hasłowe, a nie dosłowne. Żadna kajzerka nie jest nacięta na krzyż, ponieważ nacięcia są łukowate i nie ma w sprzedaży kajzerek o nacięciu na krzyż – przekazała komisja sprawdzająca programu „Milionerzy”.
To jednak nie zakończyło sprawy. Waldemar Jabłoński postanowił walczyć dalej, a spór o jedno pytanie i odpowiedź dotyczącą zwykłej kajzerki ostatecznie trafił przed sąd.
Zobacz także: Wygrał milion w "Milionerach", a potem zaczął się dramat. Nie tego się spodziewał
Pan Waldemar Jabłoński ponownie przystąpił do gry
Niepowodzenie nie skłoniło Waldemara Jabłońskiego do rezygnacji z dalszych działań. Uczestnik postanowił skonsultować sprawę z prawnikiem, a wspólnie zaczęli poszukiwać kolejnych materiałów, które mogłyby wesprzeć jego argumentację. Zebrane źródła miały potwierdzać, że odpowiedź „cztery” również mogła zostać uznana za prawidłową.
W imieniu Jabłońskiego prawnik skierował pismo do władz TVN, wskazując, że liczba pięciu nacięć nie wyklucza innych wariantów opisywanych w dostępnych źródłach.
Nie kwestionując faktu, że bułka kajzerka może mieć pięć nacięć, podnieść należy, iż z informacji zawartych w ogólnie uznanych i dostępnych na terenie Polski źródeł wiedzy - równie dopuszczalną i prawidłową była odpowiedź udzielona przez Waldemara Jabłońskiego, czyli cztery nacięcia - napisał prawnik.
Wtedy historia wkroczyła na zupełnie inny poziom. Jabłoński skierował sprawę do sądu, domagając się możliwości powrotu do programu i kontynuowania gry. Sprawa była na tyle nietypowa, że w toku sporu pojawiły się również odwołania do słownikowych definicji kajzerki. Co ciekawe, zachowane materiały prasowe z 2001 roku pokazują, że Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa początkowo nakazał TVN dopuścić Jabłońskiego do dalszej gry. W archiwalnym materiale odnotowano również, że stacja złożyła apelację.
Warto zauważyć, że po zakończeniu sporu twórcy programu pozwolili jednak uczestnikowi ponownie zasiąść naprzeciwko prowadzącego i jeszcze raz spróbować swoich sił w „Milionerach”. Druga szansa nie przyniosła mu jednak oczekiwanego przełomu. Waldemar Jabłoński ponownie zakończył udział w teleturnieju na pytaniu za tysiąc złotych.
I właśnie dlatego historia Jabłońskiego jest tak ciekawa. Nie chodzi wyłącznie o pytanie o bułkę. To przykład sytuacji, w której jedno pozornie banalne pytanie uruchomiło reklamację, poszukiwanie źródeł, prawniczą interwencję i sądowy spór z jednym z najpopularniejszych teleturniejów w Polsce. Kajzerka okazała się więc dla uczestnika nie tylko pytaniem za tysiąc złotych, ale początkiem historii, która wyszła daleko poza telewizyjne studio.
